Stosunki Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X z Rzymem

Wywiad z bp Bernardem Fellayem, przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, przeprowadziła 4 marca 2016 r. w Menzingen (Szwajcaria) agencja informacyjna DICI. W tłumaczeniu zachowano mówiony styl wypowiedzi.

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

W ostatnich tygodniach w prasie krążyły różne pogłoski1 odnośnie do ewentualnego kanonicznego uznania przez Rzym Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Zamiast dorzucać do nich własne komentarze, DICI wolało poprosić przełożonego generalnego Bractwa, bp. Bernarda Fellaya, o ustosunkowanie się do następujących kwestii:

  1. Kontakty Bractwa Świętego Piusa X z Rzymem
  2. Nowe propozycje rzymskie
  3. „Być akceptowanymi takimi, jakimi jesteśmy”
  4. Papież a Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X
  5. Jurysdykcja przyznana kapłanom Bractwa Świętego Piusa X
  6. Wizyty prałatów wysłanych przez Rzym
  7. Obecny stan Kościoła
  8. O co prosić Najświętszą Maryję Pannę?

1. Kontakty Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X z Rzymem od 2000 r.

Nasze kontakty z Rzymem są, w istocie, stałe, choć to słowo nie jest najlepiej dobrane… w tym sensie, że te kontakty nigdy nie zostały przerwane, z pewnością nigdy nie zostały całkowicie zerwane, chociaż zmieniała się ich częstotliwość, a także intensywność… Można powiedzieć, że od 2000 r. rzeczywiście jesteśmy w kontakcie z Rzymem. I to ze strony Rzymu wypłynęła chęć uregulowania sytuacji Bractwa. Były wzloty i upadki, jak powiedziałem, ale dzięki kard. Castrillón Hoyosowi w 2000 r. te kontakty przez jakiś czas były podtrzymywane. Następnie zostały ogłoszone nasze słynne postulaty2 i nastąpił pewien czas… nie chcę powiedzieć, że zawieszenia, ale prawie. W 2005 r. doszło do ponownego ożywienia naszych kontaktów i po 2009 r., to znaczy od momentu wycofania – tego, co my nazywamy wycofaniem ekskomunik, a powiedzmy raczej: korekty dekretu o ekskomunice – nasze relacje były bardziej obiecujące, zwłaszcza jeśli chodzi o dyskusje doktrynalne, o które wnioskowały obie strony i które trwały około dwóch lat3. Potem, można by powiedzieć, wkroczyliśmy w nową fazę, tym razem wokół dwojakiego proponowanego rozwiązania, czyli: była deklaracja doktrynalna i było rozwiązanie kanoniczne. To trwało około roku i nic z tego nie wyniknęło.

Następnie przez dwa lata te relacje były dość sporadyczne, by wreszcie z większą intensywnością można było je podjąć na nowo – myślę, że było to związane z powrotem abp. Pozzo do [Komisji] Ecclesia Dei. Co prawda pod zwierzchnictwem abp. Di Noi utrzymywaliśmy pewne kontakty, ale wraz z powrotem abp. Pozzo wkroczyliśmy w nową fazę. Z jednej strony rozmowy zostały wznowione, rozmowy doktrynalne w bardziej elastycznej formie, a więc nie całkiem oficjalne, ale bardziej poufne, ponieważ uczestniczyli w nich biskupi wysłani przez Rzym. Kontynuujemy te rozmowy i myślę, że warto. W tym samym czasie, trochę na innym poziomie, trochę równolegle, w lipcu ub.r. pojawiła się nowa propozycja, zaproszenie do refleksji nad ścieżką dojścia do naszego uregulowania kanonicznego i tam znowu dyskusje, przemyślenia biegną swoim torem. Nie ma pośpiechu, to na pewno. Czy postępujemy naprzód? Myślę, że tak, ale z pewnością powoli.

2. Nowe rzymskie propozycje rozważane przez wyższych przełożonych Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Chcieliśmy zaangażować wielu naszych współbraci, począwszy od przełożonych, w refleksje nad tymi nowymi rzymskimi propozycjami. Myślę, że to bardzo ważne. Wyciągnęliśmy wnioski z 2012 r., gdy nastąpiły pewne tarcia wewnątrz Bractwa. Myślę, że jednym z powodów był brak komunikacji. To był dość trudny okres, więc tym razem wybraliśmy inną drogę, by poruszyć te kwestie, które wymagają wiele namysłu.

Kiedy widzimy sytuację Rzymu, Kościoła, oczywiście trudno pałać entuzjazmem w podejmowaniu jakiś kroków. Zaproszenie ze strony Rzymu jest dla nas zrozumiałe, ponieważ jesteśmy problemem dla Kościoła. Kiedy widzi się wszystkie żarliwe wysiłki podejmowane dla ekumenizmu – jeden Bóg wie, do jakiej to jedności mają doprowadzić – i kiedy widzi się, jak jesteśmy traktowani w Kościele, ewidentnie stanowimy problem. Jesteśmy dużym cierniem w aktualnym systemie ekumenicznym. Nie widzę innego wyjaśnienia [kroków podjętych przez Rzym]. Myślę, że to tylko to, ale w każdym razie – niezależnie od tego, jakie są motywy – jest pewne poruszenie, pewien ruch w Rzymie, chęć rozwiązania problemu.

Z drugiej strony widzimy dramatyczną sytuację Kościoła, gdzie naprawdę nie ma nic takiego, co skłoniłoby nas do wykonania jakiegoś ruchu. Trzeba więc głębokiej refleksji, a tego nie robi się w pojedynkę. Potrzeba wielu oczu, by dobrze obserwować i rozważyć wszystkie okoliczności towarzyszące tym kwestiom. Dlatego chcieliśmy prosić wszystkich przełożonych o ich opinie w tej sprawie.

3. „Być akceptowanymi takimi, jakimi jesteśmy”, bez dwuznaczności ani kompromisów

Trzeba absolutnie unikać jakiegokolwiek kompromisu; „kompromisu” w obu sensach tego słowa (bp Fellay użył wyrazu compromission, oznaczającego po francusku ‘rezygnację z jakiejś zasady’ oraz ‘nieczysty układ’ – przyp. red.). Kompromisu w takim sensie, że jedna strona rezygnuje z czegoś, żeby otrzymać coś innego. Od początku powtarzałem to w Rzymie: „Nie chcę dwuznaczności. Jeśli chcecie dojść do porozumienia w sprawie dokumentu, który każda strona rozumie inaczej, to zaowocuje to wkrótce chaosem”. Absolutnie trzeba tego unikać. Jest praktycznie jasne, już na samym początku, że w obecnej sytuacji, biorąc pod uwagę te rozbieżności, dokument będzie miał tendencję do uciekania w dwuznaczności, a my tego nie chcemy.

Oczywiście to czyni nas trochę sztywnymi, nieugiętymi, jeśli można tak powiedzieć. W każdym razie dość sztywnymi, co czyni sprawę trudniejszą, ale nie ma dla nas łatwych rozwiązań. Możemy powiedzieć: „Tak, teoretycznie to prawdziwe rozwiązanie, ale trzeba, by prawda była pełna i całkowita”.
To wstępne założenie, które uznałem za ważne w kontaktach z Rzymem. Już od pierwszego dokumentu powiedziałem: „To nie jest jednoznaczne, to nie wypali, nie chcemy tego!”. To był pierwszy tekst z 2011 r. Tym razem wydaje mi się, że jest dużo lepiej. Naprawdę nastąpiła znaczna poprawa, jeśli chodzi o niejednoznaczność. Ale to nie znaczy, że nie ma już z tym problemu…

Oprócz kwestii klarowności tekstu istnieje inny problem, znacznie głębszy i poważniejszy: jaki zakres działań, jaka wolność byłaby lub będzie nam dana w przypadku uregulowania naszej sytuacji? W tym kontekście wyszedłem od zdania i praktycznego wymogu abp. Lefebvre’a, który uważał za warunek sine qua non uregulowania naszych spraw właśnie to, że będziemy zaakceptowani, przyjęci tacy, jacy jesteśmy.

Musiałem jasno powiedzieć [w Rzymie]: „Jeśli nas chcecie, oto, jacy jesteśmy; musicie nas poznać, żebyście później nie mówili, że coś przed wami ukrywaliśmy. Tacy właśnie jesteśmy i tacy zostaniemy”. Tacy zostaniemy – dlaczego? To nie jest kwestia uporu, nie chodzi też o to, że myślimy, iż jesteśmy najlepsi. To raczej Kościół nauczył nas tego [jacy jesteśmy] i on tego wymaga. Nie chodzi tylko o wiarę – towarzyszy jej dyscyplina, która jest z nią w doskonałej harmonii i właśnie to [połączenie] stanowiło skarb Kościoła, który wydał tylu świętych – i tego nie porzucimy. Wielokrotnie mówiłem w Rzymie: „Oto, kim jesteśmy; oto, co myślimy”, nawet posługując się konkretnymi przykładami, a jeśli Rzym uważa, że te myśli i ta postawa powinny być sprostowane czy zmienione, to musi nam o tym teraz powiedzieć. Równocześnie wyjaśniałem, że – jeśli chodzi o te sprawy – nie możemy zrobić ani kroku dalej.

4. Papież a Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X: paradoksalna przychylność

Trzeba tu użyć słowa „paradoksalna”. Paradoks chęci posuwania się w kierunku… można wręcz powiedzieć Vaticanum III, w najgorszym sensie, który można nadać temu określeniu, a z drugiej strony chęć zwrócenia się do Bractwa słowami „jesteście mile widziani”. To prawdziwy paradoks, wręcz próba pogodzenia przeciwieństw. Nie sądzę, żeby wyjaśnieniem był ekumenizm. Niektórzy mogliby tak pomyśleć. Dlaczego nie sądzę, żeby to było przez ekumenizm? Wystarczy przyjrzeć się postawie biskupów w kwestii ekumenizmu: otwierają ramiona dla wszystkich z wyjątkiem nas! Często różni ludzie tłumaczyli nam, dlaczego jesteśmy odrzucani, mówiąc: „nie traktuje się was tak jak innych, dlatego że twierdzicie, iż jesteście katolikami; otóż wprowadzacie przez to u nas pewne zamieszanie, więc was nie chcą”. Wielokrotnie słyszeliśmy to wyjaśnienie, które wyklucza ekumenizm. No, dobrze! Jeśli więc podejście, opierające się na twierdzeniu, że „przyjmujemy wszystkich”, nie jest dla nas, to co zostaje? Myślę, że zostaje papież.

Gdyby najpierw Benedykt XVI, a teraz papież Franciszek nie mieli tego szczególnego spojrzenia na Bractwo, różnego od perspektywy ekumenicznej, którą właśnie przywołałem, to myślę, że nic by nie było. A raczej że znowu bylibyśmy obłożeni sankcjami, cenzurami, ekskomuniką, deklaracją schizmy, byleby tylko pozbyć się tej naszej zawadzającej grupy. Można postawić pytanie: dlaczego najpierw Benedykt XVI, a teraz papież Franciszek są tak przychylni Bractwu? Myślę, że jeden i drugi niekoniecznie kierowali się tym samym spojrzeniem. U Benedykta XVI, jak sądzę, wzięła górę jego konserwatywna strona, jego miłość do dawnej liturgii, jego szacunek dla dawnej dyscypliny w Kościele. Mogę powiedzieć, że wielu, naprawdę wielu kapłanów, a nawet stowarzyszeń, które miały problemy z modernistami w Kościele, szukało u niego schronienia, i znaleźli u niego, najpierw jako kardynała, potem jako papieża, przychylne spojrzenie i wolę ochrony i pomocy na tyle, na ile był on w stanie.

U papieża Franciszka nie widzi się tego przywiązania do liturgii ani do dawnej dyscypliny, można by nawet powiedzieć: wręcz przeciwnie, mamy tu do czynienia z wieloma sprzecznymi stwierdzeniami, co czyni jeszcze trudniejszym i bardziej skomplikowanym zrozumienie tej przychylności. Jednakże myślę, że istnieje wiele możliwych wyjaśnień, ale przyznam, że nie mam tu wyrobionego zdania. Próbą odpowiedzi jest pewna przychylność papieża Franciszka dla wszystkiego, co jest marginalizowane, co nazwał „peryferiami egzystencjalnymi”. Nie byłbym zdziwiony, gdyby uważał nas za jedną z tych peryferii, którym daje pierwszeństwo. I w tej perspektywie używa zwrotu „dokonania postępu” z ludźmi z owych peryferii, mając nadzieję, że dojdzie do poprawy stanu rzeczy. Oczywiście nie będzie to natychmiastowe: postęp to proces. Ale jesteśmy dość spokojni o jego wyniki. Prawdopodobnie właśnie to jest jednym z najgłębszych powodów tej przychylności papieża Franciszka.

Z drugiej strony: widzimy, że papież Franciszek wciąż krytykuje hierarchię kościelną, po angielsku użyłbym tu słowa establishment – czasem mówimy tak również po francusku (i po polsku – przyp. red.). Papież zarzuca Kościołowi, że jest zadowolony z samego siebie, że nie szuka już zaginionej owcy, która cierpi na wszystkich płaszczyznach, czy to będzie ubóstwo, czy nawet fizycznie. Ale u papieża Franciszka można dostrzec, że ta troska nie jest, mimo narzucających się pozorów, troską wyłącznie o sprawy materialne… Wyraźnie widać, że kiedy mówi o „ubóstwie”, to obejmuje ono również ubóstwo duchowe, ubóstwo dusz pogrążonych w grzechu, które trzeba z niego wyciągnąć i wprowadzić na ścieżkę wiodącą ku Bogu. Chociaż nie jest to zawsze dość jasno wyrażone, to jednak znajdujemy pewną liczbę wyrażeń, która na to wskazuje. Z tej perspektywy Franciszek widzi w Bractwie bardzo aktywną społeczność – zwłaszcza w porównaniu z establishmentem – bardzo aktywną, innymi słowy tych, którzy szukają i poszukują dusz, którzy się troszczą o ich dobro duchowe i są gotowi zakasać rękawy i pracować.

On zna abp. Lefebvre’a, dwa razy przeczytał jego biografię napisaną przez bp. Tissier de Mallerais’ego, co pokazuje, bez wątpienia, zainteresowanie; myślę że mu się to podobało. Podobnie jak kontakty, które miał w Argentynie z naszymi współbraćmi, u których widział szczerość i spontaniczność, bo nie mieliśmy absolutnie nic do ukrycia. Oczywiście staraliśmy się uzyskać u niego pewne wsparcie, z tego powodu, że mieliśmy trudności dotyczące pozwolenia na pobyt na terytorium Argentyny, ale nie mieliśmy nic do ukrycia i nie próbowaliśmy lawirować i myślę, że to mu się podobało. To raczej ludzka strona Bractwa, ale widzimy, że papież jest bardzo ludzki, on sam przywiązuje do tego dużą wagę i to mogłoby wyjaśnić życzliwość, jaką jesteśmy obdarzeni. Ale jeszcze raz podkreślam, że nie mam w tej kwestii wyrobionego zdania, ale z pewnością za tym wszystkim stoi Boża Opatrzność. To dzięki niej możemy obserwować przychylność papieża, którą ma w stosunku do nas. Jednak pod wieloma względami jego działalność nas niepokoi i nie tylko nas, ale można powiedzieć, że wszyscy, którzy są bardziej lub mniej konserwatywni w Kościele są przerażeni tym, co się dzieje, tym, co się mówi, jednakże Boża Opatrzność czuwa, by przeprowadzić nas przez te pułapki w bardzo zaskakujący sposób. Bardzo zaskakujący, bo jest jasne, że papież Franciszek chce zostawić nas przy życiu. Powiedział nawet, że nigdy nie wyrządzi krzywdy Bractwu. Przyznał również, że jesteśmy katolikami. Odrzucił tezę uznania nas za schizmatyków, mówiąc: „oni nie są schizmatykami, oni są katolikami”, nawet jeśli potem użył nieco zagadkowego wyrażenia, że jednak jesteśmy w drodze do „pełnej komunii”. Co do tego terminu, to chcielibyśmy choć raz otrzymać jasną definicję, bo od razu widać, że nie odpowiada ona żadnym konkretom. To jakieś sentymentalne wyrażenie, w którym nie wiadomo, o co chodzi. Jeszcze niedawno w wywiadzie dotyczącym Bractwa, a udzielonym przez abp. Pozzo, posłużył się on cytatem, który przypisał samemu papieżowi, można więc przyjąć to za oficjalne stanowisko; papież potwierdził w Ecclesia Dei, że jesteśmy katolikami w drodze do pełnej łączności4. Abp Pozzo określił również, jak ta komunia może się realizować, czyli poprzez przyjęcie formy kanonicznej, co jest dość zadziwiające: pomysł, że forma kanoniczna rozwiązałaby wszystkie problemy z łącznością!

Trochę dalej w tym samym wywiadzie abp Pozzo powiedział, że ta pełna komunia polega na przyjęciu zasad katolickich5. Chodzi tu o trzy aspekty jedności w Kościele, którymi są wiara, sakramenty i władza. Mówiąc o wierze, mówi tu raczej o Magisterium. Ale my nigdy nie zakwestionowaliśmy żadnego z tych trzech elementów, zatem nigdy nie wątpiliśmy w naszą pełną łączność, choć pomijamy przymiotnik „pełna” i mówimy po prostu: „Jesteśmy katolikami według klasycznej definicji używanej w Kościele; jesteśmy katolikami; jesteśmy katolikami i jesteśmy w łączności, ponieważ zerwanie komunii to właśnie schizma”.

5. Jurysdykcja przyznana kapłanom Bractwa Świętego Piusa X: konsekwencje kanoniczne

Jeśli weźmiemy pod uwagę prawo Kościoła, to nikt nie może sprawować zwykłej jurysdykcji, o ile jego sytuacja nie jest doskonale uregulowana. Czyli ktoś, kto podlega jakiejkolwiek cenzurze (cenzura kościelna to kara poprawcza: ekskomunika, interdykt lub suspensa, którą karze się za ciężkie przestępstwa – przyp. red.). Rzym zawsze powtarzał i utrzymywał, że nasi kapłani podlegają cenzurze suspensy, ponieważ nie są inkardynowani (tj. nie przynależą do żadnej diecezji – przyp. red.). Powtarzamy oczywiście, że nasi kapłani są inkardynowani w Bractwie, które niegdyś zostało niesprawiedliwie lub nieważnie rozwiązane z naruszeniem prawa kościelnego. Mimo to Rzym utrzymywał i nadal utrzymuje, że nasi kapłani podlegają suspensie. Przyjrzyjmy się temu słowu: „suspensa” – co ono oznacza? Otóż precyzyjnie oznacza to zabronienie kapłanowi sprawowania jego posługi, jeśli chodzi o Mszę św. i inne sakramenty, w tym spowiedź. Jurysdykcja zwyczajna jest konieczna, by móc spowiadać6, pomijając przypadki wyjątkowe, np. niebezpieczeństwo śmierci. Kościół przewidział takie przypadki: jeśli ktoś jest w niebezpieczeństwie śmierci, jeśli umiera na ulicy, każdy kapłan, mało istotne jakiego stanu, nawet ekskomunikowany, nawet prawosławny, który nie jest nawet katolikiem, ale ma ważne święcenia, może w takiej sytuacji wysłuchać spowiedzi i udzielić rozgrzeszenia nie tylko ważnie, ale i godziwie. To są przypadki wyjątkowe – to nie jest „władza zwyczajna”. Mówimy tu o władzy zwyczajnej. Aby korzystać z jurysdykcji zwyczajnej trzeba, jeszcze raz to powtórzę, być wolnym od wszelakich cenzur. Od momentu, kiedy papież zadeklaruje, że udziela nam tej władzy zwyczajnej, oznacza to samo przez się zniesienie cenzury. To jedyny sposób, aby zrozumieć tę [papieską] dyspozycję zgodnie z prawem – nie tylko zgodnie z literą tego czy innego kanonu, ale w duchu prawa Kościoła.

6. Wizyty prałatów wysłanych przez Rzym: kwestie doktrynalne otwarte?

Te wizyty były bardzo interesujące. Oczywiście przez niektóre osoby od nas były postrzegane z pewną dozą nieufności: „Co ci biskupi robią w naszych domach?”. No cóż! To nie była moja perspektywa. Zaproszenie przyszło z Rzymu i być może jest następstwem pewnej idei, którą ich natchnąłem, a która była następująca: „Nie znacie nas; dyskutujemy tutaj w biurze w Rzymie, przyjedźcie zobaczyć nas na miejscu; nie poznacie nas prawdziwie, jeśli nie zobaczycie, jak żyjemy”. Żadna deklaracja – bez względu na to, czy huczy o niej w Internecie, czy nie – ani komunikat nie sprawią, że poznają nas takimi, jakimi jesteśmy; ponieważ na ogół w tych deklaracjach musimy zajmować stanowisko, może nawet potępić takie czy inne zdanie lub czyn, do którego dopuszczono w dzisiejszym Kościele, ale nasze katolickie życie nie sprowadza się tylko do tego. Można wręcz powiedzieć, że sedno leży gdzie indziej. Najważniejszą rzeczą jest wola życia katolicyzmem poprzez postępowanie zgodne z Bożymi przykazaniami, przez walkę o własne uświęcenie, przez unikanie grzechu, tak by żyć według dyscypliny Kościoła. Nasze szkoły, seminaria, kapłani, nasze życie kapłańskie, wszystko to tworzy całość, która jest rzeczywistością, prawdziwą rzeczywistością naszego Bractwa.

Dlatego wielokrotnie nalegałem, powtarzałem: „przyjedźcie do nas”. Jednak oni nigdy nie chcieli. Potem niespodziewanie pojawiła się ta propozycja, żeby wysłać biskupów na spotkanie z nami. I jakakolwiek byłaby idea przyświecająca Rzymowi, ze swej strony zgodziłem się, że to dobry pomysł. Dlaczego? Dlatego, że w ten sposób rzeczywiście zobaczą nas takimi, jakimi jesteśmy. I rzeczywiście mówiłem o tym wszędzie, dokąd przyjeżdżali: „Nic nie zmieniamy, niczego nie chcemy koloryzować, jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i niech nas takimi zobaczą!”. Rzeczywiście kardynał, arcybiskup i dwóch biskupów odwiedzili nas w różnych okolicznościach. Byli w seminariach, byli również w przeoracie. Pierwsze wrażenia, uwagi poczynione podczas tych dyskusji, w trakcie spotkań i po nich są bardzo interesujące i myślę, że potwierdzą, że miałem rację popierając to rzymskie zaproszenie.
Pierwsza rzecz, jaką nam powiedzieli – czy to było im nakazane, czy naprawdę tak myśleli, tego nie wiem, ale to fakt – wszyscy powiedzieli, że „te dyskusje odbywają się między katolikami; i to nie ma nic wspólnego z dyskusjami ekumenicznymi; jesteśmy między katolikami”. Na początku pozbyliśmy się więc wszystkich tych klisz typu „nie jesteście w pełni w Kościele, jesteście tylko w połowie lub jesteście na zewnątrz – Bóg wie gdzie! – schizmatykami”… Nie! Prowadziliśmy dyskusje między katolikami. To pierwszy punkt, który jest bardzo interesujący i bardzo ważny. Pomimo tego, co czasami mówi się nadal w Rzymie.

Drugi punkt – myślę, że jeszcze ważniejszy – jest taki, że kwestie poruszane w tych rozmowach to klasyczne kwestie, które od zawsze były przeszkodami [w porozumieniu]. Czy chodzi o wolność religijną, kolegializm, ekumenizm, nową Mszę, a nawet nowe ryty sakramentów… Cóż, wszyscy oni mówili, że te rozmowy dotyczą kwestii otwartych. Aż do tego momentu ciągle nalegano: „Musicie zaakceptować sobór”. Trudno jest dokładnie określić rzeczywisty zakres terminu „akceptować sobór”. Co on oznacza? Jest faktem, że dokumenty soborowe mają różną wagę: mają być akceptowane według stopniowalnych kryteriów, obowiązujące w różnym stopniu. Jeśli dany dokument dotyczy wiary, jego przyjęcie jest obowiązkowe, koniec, kropka. Jednak ci, którzy zupełnie błędnie twierdzą, że ten sobór jest nieomylny, wymagają wobec niego całkowitej uległości. No cóż, jeśli to właśnie ma oznaczać „akceptowanie soboru”, to nie akceptujemy tego soboru. Właśnie dlatego, że zaprzeczamy jego nieomylności. Jeśli pewne fragmenty tekstów soborowych powtarzają to, co Kościół od zawsze twierdził, to jest oczywiste, że te ustępy są i pozostaną nieomylne i nie mamy żadnego problemu z ich akceptacją. Właśnie dlatego, gdy ktoś mówi „zaakceptujcie sobór”, trzeba wyraźnie określić, co przez to rozumie. Niemniej jednak, nawet z tym rozróżnieniem, czuliśmy ze strony Rzymu pewien nacisk: „musicie zaakceptować te punkty; to jest część nauczania Kościoła, więc musicie je akceptować”. Nawet dziś – nie tylko w Rzymie, ale i wśród biskupów – widzimy to nastawienie wobec nas, ten poważny zarzut: „Nie akceptujecie soboru!”.

I oto teraz nagle dotychczasowe punkty sporne wysłannicy Rzymu nazywają kwestiami otwartymi. Kwestie otwarte są kwestiami, o których można dyskutować, a konieczność zaakceptowania jakiejś pozycji zostaje mocno ograniczona lub nawet całkiem zniesiona. Myślę, że to kluczowy moment. Trzeba będzie się jeszcze przekonać, czy to się potwierdzi, czy naprawdę możemy dyskutować swobodnie, uczciwie, z szacunkiem należnym władzom, żeby nie pogarszać obecnej sytuacji Kościoła, w którym panuje dezorientacja, szczególnie w kwestii wiary – i tu my upominamy się o tę klarowność, o wyjaśnienia ze strony władz. Robimy to od dłuższego czasu, powtarzając, że w dokumentach soborowych występują niejasności, których klaryfikacja nie należy do nas. My możemy naświetlić problem, ale rozwiązanie spoczywa w rękach Rzymu. Niemniej fakt, że ci biskupi mówią, że są to kwestie otwarte, jest dla mnie kluczowy.

Rozmowy toczyły się zależnie od charakterów naszych rozmówców, mniej lub bardziej szczęśliwie, ponieważ zdarzały się też udane wymiany zdań, [w których byliśmy] niekoniecznie zgodni… Niemniej myślę, że wszyscy nasi rozmówcy są równie zadowoleni: zadowoleni z prowadzonych rozmów. Również pozytywnie oceniają swoje wizyty u nas. Pogratulowali nam poziomu naszych seminarzystów, mówiąc: „Oni są normalni (na szczęście! od tego trzeba zacząć…), to nie są ludzie ograniczeni ani tępi, ale pełni werwy, otwarci, radośni i po prostu normalni”. Wszyscy to przyznali. Niewątpliwie to ludzkie oblicze [rozmów], ale nie zapominajmy również o tym.

Dla mnie te rozmowy, a ściślej mówiąc ten ich łatwiejszy aspekt jest bardzo ważny. Ponieważ jednym z problemów jest brak zaufania. Z pewnością my jesteśmy nieufni i sądzę, że Rzym jest również nieufny wobec do nas. I jak długo będzie przeważała ta nieufność, naturalną tendencją będzie oceniania tego, co zostanie powiedziane, negatywnie, albo zakładanie najgorszego możliwego scenariusza, gdy ktoś zaproponuje jakieś rozwiązanie. I jak długo będzie panowała ta nieufność, nie postąpimy naprzód. Musimy osiągnąć minimalny stopień zaufania w atmosferze spokoju, by wyeliminować te oskarżenia a priori. Myślę, że nadal cechuje nas to nastawienie, jak również i Rzym. To wymaga czasu. Obie strony muszą dojść do właściwego oceniania osób i ich intencji, żebyśmy mogli pokonać ten etap. Myślę, że na to potrzeba jeszcze czasu.

Wymaga to również działań świadczących o dobrej woli, a nie o pragnieniu zniszczenia nas. Ciągle jesteśmy podszyci tą nieufnością, i jest to postawa dość rozpowszechniona: „jeśli nas chcą, to po to, żeby nas stłamsić i w końcu doprowadzić do rozpadu, całkowicie nas pochłonąć, zdezintegrować; to nie jest integracja, to jest dezintegracja”. Oczywiście, o ile to nastawienie przeważy, nie możemy niczego oczekiwać.

7. Obecny stan Kościoła: obawy i nadzieje

Martwię się tym, co się dzieje. Widzę powiększającą się dezorientację, będącą rezultatem [współistnienia] wzajemnie sprzecznych elementów, rozmywania doktryny, moralności i dyscypliny. W ten sposób dochodzimy do systemu „każdy dla siebie”. Biskupi mówią, co chcą, a jeden zaprzecza drugiemu. Nie ma oficjalnych, wyraźnych wezwań do porządku ani nawet do pewnej „linii partyjnej”, takiej czy innej. Jeszcze kilka lat temu można ją było dostrzec. To była linia modernizmu, to był ten niesławny duch Vaticanum II. Dziś możemy zaobserwować głębokie podziały wśród biskupów, a nawet w Rzymie, w tych sprawach. Która z tych stron zatriumfuje, która przeważy? W tej chwili nie mam na to odpowiedzi.

Można oczywiście opierać się na pewnych przemyśleniach, na pewnych przesłankach, mówiąc, że oczywiście im większy postęp zrobimy, tym bardziej moderniści osłabną lub zostaną osłabieni. Brakuje im wiernych, brakuje powołań; ich Kościół zanika. To prawda. Z drugiej strony widzimy pewną liczbę młodych ludzi – właściwie trudno ją oszacować, ale wystarczająco sporą, by to stwierdzić – młodych ludzi, którzy chcą Kościoła o wiele bardziej serio i to na wszystkich poziomach, a szczególnie na poziomie doktryny. To młodzi ludzie, seminarzyści, którzy chcą św. Tomasza, którzy chcą powrotu zdrowej filozofii, jasnej, zdrowej teologii, scholastycznej teologii św. Tomasza. Widzimy wśród tych młodych ludzi pragnienie liturgii… nie powiedziałbym „odnowionej”, ale powrotu do liturgii tradycyjnej. Ta liczba wydaje się imponująca. Dla nas to trudne do oszacowania, ale kiedy słyszymy od kapłanów, którzy zajmują się klerykami w modernistycznych seminariach, że nawet 50% we Francji i w Anglii wykazuje zainteresowanie tradycyjną Mszą św., to wydaje mi się, że to dużo i mam nadzieję, że to prawda.

Niemniej ten trend jest bardzo dostrzegalny, jak linia wznosząca na wykresie, i od wielu lat widzimy, że ta tendencja narasta. Wystarczy wziąć przykład z zeszłego roku, gdy na synodzie poświęconemu małżeństwu i rodzinie katolickiej można było zauważyć wyraźniejsze niż dotychczas starcie między dwoma obozami. Myślę, że powodem jest wzrost siły konserwatystów. A z drugiej strony jest większość, która jeszcze wyraźnie dominuje, ale już słabnie, traci moc narzucania swojego zdania, a przynajmniej narzucania wszystkiego, jak do tej pory.

Istnieją więc te dwie linie. Jaka jest nasza przyszłość w tej sytuacji? Po pierwsze, trzymać się. Jest wielkie zamieszanie. Kto wygra? Nikt nie wie. To powoduje, że nasze relacje z Rzymem są skrajnie trudne, ponieważ rozmawiamy z kimś i nie wiemy, czy następnego dnia dany tekst, co do którego po burzliwej dyskusji obie strony się zgodziły, rzeczywiście będzie ostateczny. Widzieliśmy, jak w 2012 r. na opracowany tekst zostały nałożone poprawki, wprowadzono zmiany przez pewną wyższą instancję, bez wiedzy papieża. Zatem jeszcze raz: kto rządzi Kościołem? Powiedziałbym, że to bardzo interesujące pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi. Są pewne nienazwane siły…

8. O co prosić Najświętszą Maryję Pannę?

Och, mamy tak wiele próśb. Najpierw o zbawienie. Zbawienie dla nas, dla każdego, dla wszystkich dusz, które przychodzą do Bractwa, które chcą się jemu powierzyć, jego kapłanom, więc prośmy Ją o wierność dla Bractwa. Wierność dla Kościoła. Całkowitą wierność temu skarbowi Kościoła, który – Bóg wie, dlaczego – znajduje się w naszych rękach. To nadzwyczajne dziedzictwo jest skarbem Kościoła i nie należy tylko do nas, a my mamy tylko jedno pragnienie: żeby wreszcie wróciło na swoje miejsce, swoje prawdziwe miejsce w Kościele.

Prośmy o triumf Najświętszej Maryi Panny. Ona go zapowiedziała. Powiedziałbym, że nawet każe na siebie czekać, a my jesteśmy trochę niecierpliwi, zwłaszcza widząc to wszystko, co się dzieje, co wydaje się z tym sprzeczne, ale to nie jest sprzeczność – to po prostu rozwój, na który dobry Bóg pozwala; przerażająca rozgrywka. Nawet sami katolicy nie są zgodni, o co prosić Niebo. A wystarczy spojrzeć na Fatimę, gdzie Niebo odpowiada, to znaczy Bóg pragnie ustanowienia nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi, niestety napotyka ono wiele przeszkód, jednakże nie jest takie trudne – jest piękne i pocieszające! Widzimy tę wielką walkę między demonem a Bogiem; polem bitwy są dusze, które Bóg zechciał uczynić wolnymi i które chce zachować dla siebie, ale nie na siłę. Bóg mógłby narzucić swój majestat – i to się stanie na końcu świata, ale wtedy już będzie za późno, to teraz musi rozegrać się ta walka.

Prośmy więc Boga, by zesłał łaski, które zachowają dusze dla Niego, i współpracujmy w tym zadaniu. W ten sposób prosimy Go o wiele rzeczy. O to, by Kościół odnalazł jedność w swojej misji, czyli zbawieniu dusz – jedynej rzeczy, która liczy się dla Kościoła!

  1. Zob. DICI nr 332 z 11.03.2016 r., przegląd prasy po konferencji bp. de Galarrety w Bailly.
  2. Te postulaty to możliwość odprawienia Mszy trydenckiej dla każdego kapłana i zniesienie cenzury wobec Bractwa, zob. DICI nr 74 z 12.04.2003 r.
  3. Od października 2009 r. do kwietnia 2011 r.
  4. W tym przypadku odpowiedź abp. Gwidona Pozzo, sekretarza Komisji Ecclesia Dei w wywiadzie dla agencji ZENIT z 25 lutego 2016 r. Pytanie: „Ekscelencjo, w 2009 r. papież Benedykt XVI zniósł ekskomunikę wobec Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Czy to oznacza, że teraz są ponownie w komunii z Rzymem?”. Odpowiedź: „Po zniesieniu przez Benedykta XVI cenzury ekskomuniki z biskupów FSSPX (2009) nie są oni już poddani tej karze kościelnej. Pomimo tego FSSPX jest nadal w sytuacji nieregularnej, ponieważ nie otrzymało ono uznania kanonicznego przez Stolicę Apostolską. Tak długo, jak wspólnota nie posiada statutu kanonicznego w Kościele, jej członkowie nie sprawują służby w sposób legalny, co tyczy się również sakramentów. Według ówczesnego kard. Bergoglio z Buenos Aires, a teraz papieża Franciszka, co zostało potwierdzone w Komisji Eclessia Dei, członkowie FSSPX są katolikami w drodze do pełnej komunii z Stolicą Apostolską. Ta komunia nastąpi po kanonicznym uznaniu Bractwa”.
  5. Abp Pozzo, ibidem: „To, co wydaje się istotne, to znalezienie pełnej zbieżności w tym, co jest wymagane do pełnej komunii ze Stolicą Apostolską, a mianowicie wspólne Credo, sakramenty i uznanie najwyższego Magisterium Kościoła”.
  6. Papież Franciszek, list z 1 września 2015 r. do abp. Rino Fisichelli na zbliżający się Rok Święty: „Ustanawiam mocą mojej dyspozycji, że ci, którzy w trakcie Roku Miłosierdzia skorzystają z sakramentu pojednania u kapłanów Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, otrzymają ważne i godziwe odpuszczenie grzechów”.
Opublikowano Rozmowy z Rzymem, Wywiady | Otagowano , | Możliwość komentowania Stosunki Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X z Rzymem została wyłączona

Deklaracja Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w sprawie posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris lætitia

Logo-FSSPX11

Aż chce się zapłakać

„Adhortacja apostolska nosi tytuł Radość miłości, ale dla nas jest powodem do łez” – bp Bernard Fellay w kazaniu w Puy-en-Velay, 10 kwietnia 2016

1. Pośród licznych opinii, wyjaśnień oraz komentarzy publikowanych na temat adhortacji Amoris lætitia, również trzech członków naszego Bractwa niedawno wyraziło swoje zdanie w tej sprawie, a mianowicie: ks. Maciej Gaudron w artykule Amoris lætitia – zwycięstwo subiektywizmu, ks. Jan Michał Gleize w tekście zatytułowanym Krótkie rozważania nad rozdziałem 8. adhortacji apostolskiej Amoris lætitia i ks. Krystian Thouvenot w artykule Po synodzie – zakwestionowana nierozwiązywalność. Dom Generalny udziela poparcia wyżej wymienionym opracowaniom oraz w pełni się pod nimi podpisuje. Ich treści w sposób harmonijny współgrają ze sobą, dając jednocześnie ogólne spojrzenie na całokształt papieskiego dokumentu.

2. Procedura przestrzegana podczas dwóch synodów oraz wpływające na nie okoliczności zdążyły już wywołać liczne zapytania. W trakcie zwołanego w lutym 2014 r. nadzwyczajnego konsystorza kard. Walter Kasper jako jedyny został poproszony o przedstawienie tematu synodu, podczas gdy od lat powszechnie wiadomo, że jest on agresywnym zwolennikiem zniesienia – pochodzącego z prawa Bożego – zakazu udzielania Komunii św. grzesznikom publicznym. Relacja podsumowująca (Relatio post disceptationem), opublikowana w październiku 2014 r., podczas nadzwyczajnego synodu, podawała informacje niezgodne z przebiegiem obrad. Pewne punkty włączono do sprawozdania końcowego, chociaż nie zostały one przez synod zaaprobowane. Jeszcze przed synodem zwyczajnym papież opublikował dwa listy motu propio, dotyczące właśnie jego tematyki i upraszczające kanoniczną procedurę deklaracji nieważności małżeństwa. Z kolei poufny list 13 kardynałów, wyrażających obawy o wynik obrad synodu, został publicznie określony mianem „spisku”.

3. Kwestia dopuszczenia do Komunii św. rozwodników, będących w nowych związkach, była już kilkakrotnie poruszana przez Kościół, który nawet w ostatnim czasie wyraził jasne stanowisko w tej sprawie1. Rozpoczęcie nowej dyskusji na temat stałego nauczania oraz praktyki Kościoła mogło przynieść wyłącznie szkody, zaciemniając tę kwestię zamiast ją rozjaśnić. I tak właśnie się stało.

4. Od dokumentu papieskiego oczekuje się jasnego i czytelnego przedstawienia nauczania Magisterium Kościoła oraz wzoru życia chrześcijańskiego. Otóż, jak już słusznie zwrócono uwagę, Amoris lætitia przypomina raczej „traktat z zakresu psychologii, pedagogiki, teologii moralnej i duszpasterskiej oraz duchowości”. Kościół otrzymał misję głoszenia nauki Jezusa Chrystusa w porę i nie w porę oraz wyciągania z niej niezbędnych wniosków, a wszystko to dla dobra dusz. Jego zadaniem jest przypominać ludziom o Bożym prawie, nie zaś ograniczać je czy też wyjaśniać, w jakich okolicznościach mogłoby ono nie być stosowane. Kościół ma obowiązek głoszenia zasad, których zastosowanie w konkretnych przypadkach powierza duszpasterzom i spowiednikom, ale także sumieniom oświeconym przez wiarę, bliższą regułę ludzkiego postępowania.

5. Z powodu poszukiwań rozwiązań duszpasterskich opartych na miłosierdziu, dokument w niektórych miejscach jest skażony subiektywizmem i relatywizmem moralnym. Obiektywne zasady zostały zastąpione, na sposób protestancki, subiektywnym sumieniem. Za ten jad jest w pewnej mierze odpowiedzialny personalizm, który w zakresie duszpasterstwa rodzin przestał stawiać na pierwszym miejscu dar życia czy dobro rodziny, ale skupił się na osobistym spełnieniu i rozwoju duchowym współmałżonków. Możemy tylko kolejny raz ubolewać nad odwróceniem celów małżeństwa, nakreślonym w konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes II Soboru Watykańskiego; odwróceniem obecnym również w Amoris lætitia. To tzw. prawo stopniowości wywraca do góry nogami katolicką moralność.

6. Konsekwencje Amoris lætitia już dają się odczuć w Kościele: gdy jeden kapłan, zgodnie z ciążącym nań obowiązkiem, odmawia udzielenia Komunii św. grzesznikom publicznym, inny zachęca wszystkich, żeby do niej przystępowali. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Filipin ogłosił, że w jego kraju Amoris lætitia zostanie niezwłocznie wcielona w życie, w związku z czym w niektórych przypadkach osoby rozwiedzione, będące w nowych związkach, otrzymają zgodę na przyjęcie Komunii św.2 Powstaje głęboki podział w samym sercu episkopatu oraz w Kolegium Kardynalskim. Wierni są zdezorientowani, a cały Kościół cierpi w wyniku tego rozdarcia. Kwestionowanie obowiązku przestrzegania bez żadnych wyjątków przykazań ustanowionych przez Pana Boga, w szczególności przykazania wierności małżeńskiej, oznacza poddanie się dyktatowi współczesnego stylu życia i duchowi czasu. W wielu krajach – np. w Niemczech – od dłuższego czasu depcze się wymogi prawa Bożego. Zamiast podnosić to, co jest, na poziom tego, co powinno być, obniża się to, co powinno być do poziomu tego, co jest – tzn. do permisywnej moralności modernistów i progresistów. Katolicy, których małżeństwa się rozpadły, ale którzy w tej sytuacji szlachetnie, czasem wręcz heroicznie, zachowują wierność obietnicy danej u stóp ołtarza, czują się zdradzeni. Aż chce się zapłakać.

7. Pokornie lecz stanowczo prosimy Ojca Świętego o skorygowanie adhortacji Amoris lætitia, a zwłaszcza rozdziału 8. Podobnie jak w przypadku dokumentów II Soboru Watykańskiego to, co dwuznaczne, musi otrzymać klarowne wyjaśnienie, a to, co stoi w sprzeczności z doktryną i praktyką Kościoła, musi zostać wycofane – na chwałę Bożą, dla dobra całego Kościoła oraz dla zbawienia dusz, zwłaszcza tych, które są narażone na zgubny wpływ fałszywie pojmowanego miłosierdzia.

Menzingen, 2 maja 2016,
wspomnienie św. Atanazego

  1. Por. adhortacja apostolska Familiaris consortio (nr 84), Katechizm Kościoła katolickiego (par. 1650), list Kongregacji Doktryny Wiary z 14 września 1994 r., Deklaracja Papieskiej Rady ds. Interpretacji Tekstów Prawnych z 24 czerwca 2000 r.
  2. Deklaracja z 9 kwietnia 2016 r.: „Jest to przesłanie miłosierdzia, otwarcie serca i duszy, które nie potrzebuje żadnego prawa, nie wymaga żadnej dyrektywy ani nie czeka na zachętę. Może i powinno nastąpić natychmiast.”
Opublikowano Oświadczenia i komunikaty | Otagowano , , | Możliwość komentowania Deklaracja Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w sprawie posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris lætitia została wyłączona

Najnowsze statystyki Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X

Członkowie Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, stan na dzień 4 kwietnia 2016 r.

Członkowie Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, stan na dzień 4 kwietnia 2016 r.

La Porte Latine, serwis internetowy francuskiego dystryktu Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, opublikował niedawno aktualne statystyki dotyczące tego instytutu. 4 kwietnia 2016 r. Bractwo dysponowało siedzibami w 37 krajach, a ponieważ kapłani regularnie dojeżdżają do kolejnych 33, to oznacza to, że prowadzi ono swój apostolat w 70 krajach. Terytorialnie FSSPX jest podzielone na 14 dystryktów i dwa domy autonomiczne. Posiada w nich:

  • 1 Dom Generalny
  • 6 seminariów
  • 163 przeoraty
  • 750 kościołów i kaplic
  • 2 szkoły wyższe
  • ponad 100 szkół
  • 7 domów spokojnej starości
  • 4 konwenty karmelitańskie

Bractwo liczy:

  • 593 kapłanów
  • 203 seminarzystów
  • 45 przedseminarzystów
  • 113 braci
  • 189 sióstr, przebywających w 26 domach (w tym: 177 sióstr profesek, 10 nowicjuszek, 2 postulantki)
  • 79 oblatek

Ponadto Bractwo współpracuje z wieloma tradycyjnymi zgromadzeniami zakonnymi na całym świecie.

Opublikowano Z historii FSSPX | Otagowano | Możliwość komentowania Najnowsze statystyki Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X została wyłączona

Gniezno: Obchody tysiącpięćdziesięciolecia chrztu Polski (galerie fotograficzne)

Pielgrzymi na placu przed katedrą w Gnieźnie

Pielgrzymi na placu przed katedrą w Gnieźnie

Trzeciego maja 2016 r., święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej, Głównej Patronki Polski, Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X wybrało na dzień, w którym wspólnie uczciło rocznicę początku chrześcijaństwa w naszej ojczyźnie. Do Gniezna przybyło dziewięciu kapłanów posługujących w Polsce, czterech braci zakonnych oraz wierni niemalże z całej Polski (największe, gdyż kilkudziesięcioosobowe grupy przyjechały z Wielkopolski i Warszawy; blisko trzydzieści osób przybyło z Warmii, po kilkanaście z Bydgoszczy, Krakowa, Łodzi, Szczecina, Torunia i Trójmiasta, a pojedyncze osoby z Dolnego i Górnego Śląska, Lublina oraz Podkarpacia). W sumie zgromadziło się ponad 300 wiernych.

O godz. 11 rozpoczęła się Msza św. na placu przed wynajętym budynkiem hotelowym; przy ołtarzu polowym celebrował ją x. Łukasz Weber FSSPX, diakonem był x. Krzysztof Gołębiewski FSSPX, a subdiakonem – x. Szymon Bańka FSSPX. Kazanie wygłosił x. Konstantyn Najmowicz FSSPX; podkreślił w nim, że w całej historii narodu polskiego najważniejszą decyzję podjął właśnie Mieszko I, gdyż w ten sposób przekształcił grupę słabo cywilizowanych, walczących ze sobą plemion w jeden wielki naród, potrafiący po kilkuset latach bronić całego kontynentu przed najazdem innowierców. Przyjęcie chrztu w 966 r. oznaczało także początek rozwoju cywilizacyjnego – początek rozwoju polskiej literatury, architektury i innych sztuk, jednym słowem dało narodowi impuls do wzrostu, zarazem wskazując mu drogę do wypełnienia zadań wyznaczonych przez Boga na rzecz Kościoła. W końcowej części kazania x. Najmowicz z ubolewaniem przypomniał, że obecna hierarchia kościelna poparła przynależność naszego kraju do ateistycznej Unii Europejskiej, zwalczającej to, co zawdzięczamy wydarzeniu sprzed 1050 lat. Dodał, że powinniśmy jednak stale ufać w to, że Bóg może odmienić wszelkie – w naszych oczach nieuchronne – tendencje oraz wytrwale wykonywać po katolicku swoje obowiązki stanu, co jest sednem odbudowy cywilizacji chrześcijańskiej.

Zaraz po Mszy św. odbyło się wystawienie Najświętszego Sakramentu, a podczas adoracji odmówiono Litanię loretańską oraz Milenijny akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matki Kościoła (akt ten był odmówiony przez kard. Wyszyńskiego przed 50 laty). Służbę ministrancką zapewniła Archikonfraternia św. Szczepana z kaplicy w Poznaniu, natomiast ordinarium, propria oraz utwory polifoniczne śpiewała schola z przeoratu w Krakowie.

Kolejnym punktem programu był procesyjny przemarsz do katedry. Trasa, licząca niecały kilometr, została pokonana wśród gromkiego śpiewu pieśni maryjnych i o św. Wojciechu, prowadzonego przez scholę z poznańskiej kaplicy. Pątnicy szli po chodnikach, gdyż prezydent Gniezna nie wydał pozwolenia na przemarsz ulicami (nb. odrzucił też wniosek organizatorów o udostępnienie publicznego placu do organizacji obchodów). Grupa wkroczyła do katedry przez słynne Drzwi Gnieźnieńskie, będące też jubileuszową Bramą Miłosierdzia. Przed grobem św. Wojciecha odnowiono przyrzeczenia chrzcielne, a całą uroczystość zakończyło odśpiewanie Credo.

Po powrocie do hotelu można było skorzystać z małego poczęstunku, a potem uczestniczyć w premierowym seansie polskich wersji filmów promujących seminarium kapłańskie Najświętszego Serca Jezusowego w Zaitzkofen w Bawarii. Filmy niebawem będą dostępne w Internecie; w kilkuminutowej wersji występują polscy klerycy, w pełnej są natomiast lektorami.

Zobacz też:

Opublikowano Galerie fotograficzne, Polska | Otagowano , , | Możliwość komentowania Gniezno: Obchody tysiącpięćdziesięciolecia chrztu Polski (galerie fotograficzne) została wyłączona

Polska: Bp Alfons de Galarreta udzielił sakramentu bierzmowania (galeria fotograficzna)

J.E. ks. bp Alfons de Galarreta udziela sakramentu bierzmowania w kościele w Warszawie-Radości

J.E. ks. bp Alfons de Galarreta udziela sakramentu bierzmowania w kościele w Warszawie-Radości

W niedzielę 17 kwietnia br. w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie-Radości J.E. ks. bp Alfons de Galarreta udzielił sakramentu bierzmowania ponad czterdziestoosobowej grupie wiernych z całej Polski oraz dwóm z Białorusi. Podczas uroczystej Mszy św., którą celebrował (z x. Łukaszem Weberem jako diakonem oraz x. Konstantynem Najmowiczem jako subdiakonem), bp de Galarreta wygłosił kazanie (tłumaczone z jęz. hiszpańskiego przez x. Najmowicza), pouczając bierzmowanych o darach Ducha Świętego, o stawaniu się żołnierzami Chrystusa i o odważnym dawaniu świadectwa swojej wiary w społeczności, w której się żyje. Muzyczną oprawę uroczystości zapewniła schola żeńsko-męska pod kierunkiem p. Olgi Kuszpy.

Zachęcamy do odwiedzenia galerii zdjęć z uroczystości; ich autorem jest p. Tomasz Woźniak.

Opublikowano Apostolat, Galerie fotograficzne, Polska | Otagowano , , , | Możliwość komentowania Polska: Bp Alfons de Galarreta udzielił sakramentu bierzmowania (galeria fotograficzna) została wyłączona

Francja: Kazanie bp. Fellaya podczas pielgrzymki do Puy

Bp Bernard Fellay podczas kazania na pontyfikalnej Mszy św. odprawionej w Puy

Bp Bernard Fellay podczas kazania na pontyfikalnej Mszy św. odprawionej w Puy

W niedzielę 10 kwietnia 2016 r., podczas pielgrzymki do sanktuarium Matki Bożej w Le Puy-en-Velay we Francji, bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, wygłosił kazanie, mówiąc w nim m.in. o posynodalnej adhortacji Amoris laetitia, ogłoszonej dwa dni wcześniej, oraz o swoim spotkaniu z papieżem Franciszkiem, które miało miejsce 1 kwietnia br. Poniżej fragment tego kazania (w tłumaczeniu starano się zachować mówiony styl wypowiedzi).

Radość mieszająca się ze łzami. Pozwólcie, że nawiążę do bieżącego wydarzenia, bardzo niedawnego wydarzenia: adhortacji apostolskiej zatytułowanej Radość miłości, która doprowadza nas do łez. Adhortacja jest podsumowaniem dwóch synodów poświęconych rodzinie. Jest bardzo długa, zawiera wiele stwierdzeń prawdziwych i pięknych, jednak po przedstawieniu czegoś, co nazwałbym piękną konstrukcją, piękną łodzią, Najwyższy Pasterz wywiercił dziurę w dnie, poniżej linii wodnej, a sami wiecie, jakie są tego skutki. Co to za różnica, jeśli dziurę wywiercono zachowując najwyższą ostrożność? Co z tego, że dziura jest bardzo mała? Łódź nabiera wody.

Nasz Pan zakazał zmienić choćby jotę: „jedna jota albo jedna kreska nie odmieni się w Zakonie” (Mt 5, 18). Kiedy Bóg mówi, Jego słowa nie pozwalają na żadne wyjątki. Kiedy On rozkazuje – a wszak jest On nieskończenie mądry i przewidział wszystkie okoliczności – nie ma wyjątków od Jego praw. I oto nagle oni udają, że prawo odnoszące się do małżeństwa zostało potwierdzone przez stwierdzenie, że więź małżeńska jest nienaruszalna – bo owszem, podtrzymują to – ale następnie dodają, że jednak mogą być tu pewne wyjątki: tzw. powtórnie zaślubieni rozwodnicy, żyjąc w grzechu, mogą znajdować się w stanie łaski, a zatem mogą przystępować do komunii św. To jest coś niezwykle doniosłego. Myślę, że niedostatecznie doceniamy wagę tego, co właśnie zostało powiedziane. Co z tego, że są to małe wyjątki gdzieś z dala od centrum spraw? To w ten sposób wprowadzili udzielanie komunii na rękę. I, jak mówiłem, małe dziury w dnie łodzi wystarczą. Łódź nabiera wody!

Miscens gaudia fletibus (‘radość mieszająca się ze łzami’, tytuł hymnu nieszpornego ku czci św. Józefa – przyp. tłum.). Jest więcej [powodów do] radości i łez, także świeżych. Wiecie, że niedawno spotkaliśmy się z papieżem Franciszkiem. Wyjawił nam, że pod koniec swego pontyfikatu Benedykt XVI wyznaczył konkretną datę i gdyby do tej daty Bractwo nie zaakceptowało propozycji z Rzymu, podjąłby decyzję o obłożeniu go ekskomuniką. Franciszek mówił dalej: to prawdopodobnie Duch Święty natchnął Benedykta XVI i na kilka dni przed jego rezygnacją skłonił go do porzucenia tego planu, gdyż papież powiedział: pozostawię tę kwestię mojemu następcy.

Tak więc zostało to przekazane następcy, papieżowi Franciszkowi. Położyli mu na biurku dokument z naszą ekskomuniką, mówiąc: „Wystarczy, że Wasza Świątobliwość wpisze datę i złoży podpis”, jednak Franciszek powiedział: „Nie, nie ekskomunikuję ich, nie potępię ich”. Powiedział do mnie: „Nie potępię was”. Dodał następnie: „Jesteście katolikami…” i, po chwili: „na drodze do pełnej łączności”. Tak więc uważa on nas za katolików. Powiedział też: „Wiecie, mam z wami mnóstwo problemów; ludzie utrudniają mi życie, ponieważ jestem dla was miły, ale mówię im: słuchajcie, uściskałem patriarchę Cyryla, jestem dobry dla anglikanów, jestem dobry dla protestantów, czemu nie miałbym być dobry dla tych katolików?”. Tak to opisał. Następnie dodał: „Jeśli ja mam problemy, wtedy wy też macie problemy, a zatem nie wolno nam naciskać, nie wolno nam tworzyć kolejnych podziałów, więc będziemy działać powoli”.

Później powiedział: władza słuchania spowiedzi, co oczywiste, nie zniknie po zakończeniu [Roku Miłosierdzia], a także udzielania ostatniego namaszczenia, a także rozgrzeszania z aborcji – to wszystko zostaje. W tym momencie zapytałem: czemu zatem nie inne sakramenty? Był otwarty na ten pomysł. Zobaczymy, jak te sprawy się rozwiną. To wszystko oczywiście daje nam nadzieję. Ale pewnego dnia widzimy rzeczy, które dają nam trochę nadziei i radujemy się nimi, a następnego przychodzi ta zatrważająca adhortacja, wyrządzająca tyle szkody Kościołowi.

Następnego dnia spotkaliśmy się z abp. Pozzo, sekretarzem Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, rzymskiej dykasterii, która zajmuje się kontaktami z Bractwem. Abp Pozzo powiedział nam: „Uważamy” – tzn. Kongregacja Nauki Wiary, a nie tylko on sam – „że powinniśmy prosić was tylko o to, czego się domagamy, czego wymagamy od każdego katolika, nic więcej”. Rozwinął tę myśl, mówiąc: „Większość [dokumentów] II Soboru Watykańskiego nie ma charakteru doktrynalnego, zatem nie trzeba tego od was wymagać”. Wyraził się jeszcze jaśniej, gdy powiedział: „Macie prawo do obrony swojego zdania nt. wolności religijnej, ekumenizmu, relacji z innymi religiami wyłożonymi w Nostra aetate”. Było to tak zaskakujące, że powiedziałem: „Całkiem możliwe, że zaproszę Ekscelencję do odwiedzin w naszych przeoratach i powtórzenia tych słów”.

Nie uważam, że powinniśmy z tego powodu triumfować, drodzy wierni katolicy. Myślę, że jest to głęboka zmiana, bardzo ważna; dokonała się z powodu okropnej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Można by powiedzieć, że częściowo jest to wynik chaosu, który opanowuje Kościół. Panuje takie zamieszanie, są takie ataki przeciwko wierze, przeciwko moralności w każdym możliwym aspekcie, że w końcu Kongregacja Nauki Wiary zdecydowała: nie mamy prawa, żeby traktować w ten sposób ludzi, którzy powtarzają i nauczają tego, czego Kościół zawsze nauczał… nie mamy prawa uważać tego, co oni robią, za bardzo ciężki grzech, gdy dokoła tyle się ich popełnia – łącznie z prałatami i kardynałami; można by wręcz powiedzieć, że łącznie z papieżem – którzy wygadują nie tylko nonsensy, ale rzeczy wprost heretyckie, które otwierają drogę do grzechu.

Są jednak takie osoby w Kościele, którzy reagują, myślą, którzy mówią: nie powinno tak się dziać. I to pośrodku tego zamieszania, pośród łez daje się słyszeć szept: nie, nie możemy zmusić was do zaakceptowania soboru. Być może nie powiedzą tego jasno, jednak w istocie właśnie tak do nas mówią. Oczywiście, podchodzimy do tego ostrożnie, prosimy Boga, by nas oświecił, żebyśmy zrozumieli, co to wszystko znaczy, czy to istotnie prawda, czy jutro sprawy nie potoczą się od nowa w zupełnie innym kierunku. Mimo wszystko, drodzy bracia, wszystko to czegoś dowodzi: że wierność temu, czego Kościół zawsze nauczał, naprawdę się opłaca. Musimy pozostać nieugięci. Te przesiąknięte nowoczesnością osoby nie mogą temu zaprzeczyć, ta sprawa jest oczywista: jesteśmy katolikami, i chcemy nimi pozostać.

Zatem nasza pierwsza prośba skierowana dziś do Najświętszej Maryi Panny, tu w Puy, jest właśnie taka, abyśmy mogli zatrzymać i przechować wszystkie te skarby, abyśmy pozostali katolikami, tak po prostu, i kontynuowali nasze dzieło, aby mogło się znowu rozrosnąć i abyśmy mogli, po trochu, zawojować dusze, aby te dusze zostały uratowane i powróciły do naszego Pana, do wiary, do Jego przykazań, do Bożych przykazań.

Opublikowano Kazania, przemówienia i listy, Rozmowy z Rzymem | Otagowano , , , | Możliwość komentowania Francja: Kazanie bp. Fellaya podczas pielgrzymki do Puy została wyłączona

Warszawa: Luteranie na Targach Wydawców Katolickich, Te Deum na ulicy

Wydawnictwa Tradycji Katolickiej Te Deum nie wpuszczona na Targi Wydawców Katolickich

Wydawnictwa Tradycji Katolickiej Te Deum nie wpuszczona na Targi Wydawców Katolickich

Na tegorocznych, 22. z kolei Targach Wydawców Katolickich (odbywały się one w Warszawie od 7 do 10 kwietnia) można było znaleźć naprawdę szeroką ofertę: prace amerykańskich pastorów i rabinów wydawane po polsku przez nominalnie katolickie oficyny, oferty pielgrzymek do Medziugorja i książki propagujące to miejsce rzekomych objawień, nigdy nie uznanych przez Kościół, a nawet stoisko luterańskiego wydawnictwa z Cieszyna… Swoje publikacje prezentowały też oficyny w ogóle nie zajmujące się tematyką religijną, zabrakło natomiast miejsca dla Wydawnictwa Tradycji Katolickiej „Te Deum”, któremu organizatorzy z zadziwiającą konsekwencją (datującą się jeszcze od 1999 r., kiedy to Te Deum zostało usunięte z V Targów Wydawców Książki Katolickiej) odmówili prawa udziału w tej imprezie. Odmowa nie zniechęciła jednak przedstawicieli wydawnictwa do zaprezentowania jego oferty tysiącom katolików, którzy odwiedzili targi.

W sobotę i niedzielę (9 i 10 kwietnia) grupa wiernych Tradycji wzięła udział w akcji rozdawania katalogów Te Deum oraz ulotek, w których pytano: „Dlaczego polscy katolicy nie mogą poznać nauczania największych papieży? Dlaczego utrudnia się dostęp do liturgii, która obowiązywała w Kościele przez wieki i która nigdy nie została zakazana, jak stwierdził Benedykt XVI? Dlaczego zabrania się głoszenia prawdy katolickiej na katolickich targach?”.

W ciągu dwóch dni na ulicy przed Arkadami Kubickiego (w dolnej części Zamku Królewskiego), gdzie odbywały się targi, rozdano ponad trzy tysiące katalogów wraz z ulotkami. Akcja spotkała się z poparciem wielu katolików, którzy po odwiedzeniu targów nie kryli oburzenia zawartością wielu stoisk wystawowych i decyzją organizatorów.

Opublikowano Apostolat, Galerie fotograficzne | Możliwość komentowania Warszawa: Luteranie na Targach Wydawców Katolickich, Te Deum na ulicy została wyłączona

Papież Franciszek przyjął bp. Bernarda Fellaya

Dom św. Marty

Dom św. Marty

W piątek 1 kwietnia 2016 r. o godzinie 17.00 papież Franciszek przyjął przełożonego generalnego Bractwa Św. Piusa X, któremu towarzyszył 2. asystent generalny FSSPX ks. Alan Marek Nély.

Od czasu wyboru papieża Franciszka na Stolicę Piotrową w marcu 2013 r. bp Fellay nie miał sposobności spotkać się z osobiście z Jego Świątobliwością, jeśli nie liczyć krótkiej wymiany pozdrowień w Domu św. Marty 13 grudnia 2013 r. Warto nadmienić, iż podczas swego pontyfikatu Franciszek udzielił audiencji kilku kapłanom Bractwa w związku z pewnymi problemami natury administracyjnej dotyczącymi dystryktu argentyńskiego.

Zgodnie w życzeniem papieża spotkanie nie było oficjalną audiencją i miało charakter prywatny oraz nieformalny. Rozmowa trwała 40 minut i przebiegała w serdecznej atmosferze. Po spotkaniu podjęto decyzję o kontynuowaniu kontaktów. Kwestia statusu kanonicznego Bractwa nie została poruszona w sposób bezpośredni; zarówno papież, jak i bp Fellay wyrazili przekonanie, że rozmowy winny być prowadzone bez zbędnego pośpiechu.

Rankiem następnego dnia, w sobotę 2 kwietnia, bp Fellay spotkał się z abp. Gwidonem Pozzo, sekretarzem Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, podtrzymując w ten sposób praktykę utrzymywania regularnych relacji pomiędzy Bractwem a komisją, jakie miały miejsce w trakcie dyskusji doktrynalnych z lat 2009–2011 oraz późniejszych wizyt w seminariach Bractwa w latach 2015–2016.

Opublikowano Rozmowy z Rzymem | Otagowano , , | Możliwość komentowania Papież Franciszek przyjął bp. Bernarda Fellaya została wyłączona

Początek roku akademickiego w seminariach Bractwa Św. Piusa X na półkuli południowej

W marcu, miesiącu poświęconym św. Józefowi, patronowi Kościoła Powszechnego, rozpoczął się rok akademicki w seminariach Bractwa Św. Piusa X położonych na półkuli południowej.

Do seminarium Matki Bożej Współodkupicielki w La Reja w Argentynie zostało przyjętych 11 przedseminarzystów (pięciu Meksykanów, czterech Argentyńczyków, Dominikańczyk i Kolumbijczyk), zaś siedmiu tamtejszych seminarzystów rozpoczęło pierwszy tok studiów teologicznych (dwóch Argentyńczyków, dwóch Meksykanów, Gwatemalczyk, Kolumbijczyk i Paragwajczyk). Do seminarium, w którym znajduje się także nowicjat braci FSSPX, zgłosiło się również dwóch postulantów (Argentyńczyk i Brazylijczyk).

Z kolei w australijskim seminarium Krzyża Świętego w Goulburn na rok formacyjny przyjęto trzech kandydatów (Australijczyka, Filipińczyka i Nigeryjczyka), a pierwszy rok studiów teologicznych rozpoczęło czterech seminarzystów (Australijczyk, Hindus, Koreańczyk i Nowozelandczyk).

W roku akademickim 2016/2017 we wspomnianych dwóch seminariach przygotowuje się do przyjęcia święceń łącznie 51 młodych mężczyzn, nie licząc 14 przedseminarzystów, odbywających roczne studia z zakresu nauk humanistycznych.

Uwzględniając tych wszystkich, którzy rozpoczęli naukę we Flavigny, Winonie oraz Zaitzkofen, w bieżącym roku akademickim seminaria Bractwa wzbogaciły się łącznie o 47 nowych kandydatów do kapłaństwa.

Opublikowano Seminaria FSSPX | Otagowano , , , , , | Możliwość komentowania Początek roku akademickiego w seminariach Bractwa Św. Piusa X na półkuli południowej została wyłączona

25. rocznica śmierci abp. Marcelego Lefebvre’a

Od 25 marca do 2 kwietnia 1991 r. katolicy z całego świata przybywali do Ecône, aby modlić się przy doczesnych szczątkach abp. Lefebvre'a

Od 25 marca do 2 kwietnia 1991 r. katolicy z całego świata przybywali do Ecône, aby modlić się przy doczesnych szczątkach abp. Lefebvre’a

„Zanim skończę, umiłowani bracia, chciałbym jeszcze powiedzieć kilka słów na temat mojego duchowego testamentu. Jest to bardzo poważny testament, ponieważ chciałbym, aby to było echo testamentu Naszego Pana: Novi et aeterni testamenti, novi et aeterni testamenti! Kapłan wypowiada te słowa podczas konsekracji Najświętszej Krwi: Hic est calix sanguinis mei, novi et aeterni testamenti. Dziedzictwo, które pozostawił nam Jezus Chrystus, to jest Jego ofiara! To jest Jego Krew! To jest Jego krzyż! I to jest zaczyn kultury chrześcijańskiej i tego, co ma nas zaprowadzić do nieba. Tak więc powiadam wam: dla czci Trójcy Świętej, przez miłość do naszego Pana Jezusa Chrystusa, przez nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, przez miłość do Kościoła, do kapłanów i do wszystkich wiernych, przez zbawienie świata, przez zbawienie dusz: strzeżcie tego testamentu naszego Pana Jezusa Chrystusa, strzeżcie Mszy świętej wszech czasów! Wówczas ujrzycie na powrót kwitnącą kulturę chrześcijańską, kulturę, która nie jest dla tego świata, ale kulturę, z której powstaje państwo katolickie, a to państwo katolickie jest po to, aby przygotować królestwo Boga w niebie. Państwo katolickie zostało stworzone tu, na ziemi po nic innego, jak tylko dla królestwa Boga w niebie.”

Fragment kazania abp. Marcelego Lefebvre’a, wygłoszonego 23 września 1979 r. w Paryżu w hali nr 6 centrum wystawowego Porte de Versailles podczas uroczystej Mszy św. z okazji 50. rocznicy jego kapłaństwa, w obecności 110 kapłanów, 120 seminarzystów i około 20.000 wiernych.

Opublikowano Kazania, przemówienia i listy, Z historii FSSPX | Otagowano , | Możliwość komentowania 25. rocznica śmierci abp. Marcelego Lefebvre’a została wyłączona