Komunikat przełożonego generalnego do wszystkich członków Bractwa Św. Piusa X

Uczestnicy spotkania wyższych przełożonych Bractwa Św. Piusa X (25–28 czerwca 2016 r., Szwajcaria)

Uczestnicy spotkania wyższych przełożonych Bractwa Św. Piusa X (25–28 czerwca 2016 r., Szwajcaria)

Po spotkaniu wyższych przełożonych Bractwa Św. Piusa X – oprócz komunikatu, ogłoszonego 29 czerwca podczas święceń kapłańskich w Ecône – poprzedniego dnia bp Bernard Fellay zwrócił się do wszystkich członków Bractwa Św. Piusa X w komunikacie, który 17 lipca opublikowała agencja DICI.

Na chwałę Bożą, dla honoru naszego Pana Jezusa Chrystusa i jego Najświętszej Matki, dla naszego zbawienia.

W obecnym stanie wyższej konieczności w Kościele, który daje Bractwu Świętego Piusa X prawo do udzielania duchowej pomocy tym wiernym, którzy się do niego zwrócą, nie stawia ono ponad wszystko uznania kanonicznego, do którego ma prawo, ponieważ jest dziełem katolickim. Rozwiązanie nie jest tylko kanoniczne. Chodzi o pozycję doktrynalną, którą koniecznie trzeba zamanifestować.

Gdy św. Pius X potępił modernizm, całą argumentację zawartą w encyklice Pascendi sprowadził do podstawowej zasady (modernistów – przyp. tłum.): niezależności. Obecnie świat robi wszystko, żeby zmienić ową oś, wokół której musi się obracać. I jest oczywiste dla katolików, a także dla tych, którzy nimi nie są, że krzyż nie jest już tą osią. Paweł VI ujął to bardzo trafnie: jest nią człowiek (por. przemówienie na zakończenie II Soboru Watykańskiego, 7 grudnia 1965 r.).

Dziś świat obraca się wokół tej – zdaniem Pawła VI – ostatecznie wyznaczonej osi: godności człowieka, jego sumienia i wolności. Sensem istnienia nowoczesnego człowieka jest on sam. Człowiek jest królem wszechświata. Strącił z tronu Chrystusa. Człowiek tak bardzo wysławia swoje autonomiczne, niezależne sumienie, że podważa nawet samą podstawę rodziny i małżeństwa.

Bractwo Świętego Piusa X zawsze sprzeciwiało się temu projektowi dezintegracji świata, zarówno państwa, jak i Kościoła.

Aby zaradzić temu powszechnemu chaosowi, Pan Jezus powołał człowieka – chrześcijanina, kapłana, biskupa. I co on zrobił? Założył Bractwo – hierarchiczne stowarzyszenie – którego zasadą i celem jest antidotum na ten powszechny chaos: [a jest to] sakrament kapłaństwa. Bractwo Świętego Piusa X stawia sobie za cel nie tylko pozostanie odtrutką na kryzys, ale także zbawienie wszystkich, którzy wspólnie pracują dla osiągnięcia tego celu. Bractwo ponad wszystko pragnie zachowywać integralność doktrynalną, teologiczną i społeczną, opartą na krzyżu Jezusa Chrystusa, Jego panowaniu, Jego ofierze i Jego kapłaństwie, będących podstawą każdego porządku i każdej łaski. Arcybiskup Marceli Lefebvre przez całe życie walczył o triumf tych podstawowych prawd. W obecnej godzinie ciąży na nas obowiązek, by podwoić wysiłki i zintensyfikować walkę o te same zasady.

Nie jesteśmy „soborowcami”, gdyż ci przeczą, że krzyż Chrystusa jest osią, wokół której kręci się świat; nie jesteśmy też buntownikami, odrzucającymi społeczną naturę Kościoła. Jesteśmy stowarzyszeniem kapłanów Jezusa Chrystusa i Kościoła katolickiego.

Czy nadszedł już moment zasadniczej odbudowy Kościoła? Boża Opatrzność nie opuszcza swego Kościoła, którego głową jest papież, wikariusz Jezusa Chrystusa. Oto dlaczego nieomylnym znakiem tej odbudowy będzie wyrażenie przez Ojca Świętego woli udzielenia środków, którymi będzie można przywrócić porządek kapłaństwa, wiary i Tradycji; znak, który ponadto będzie gwarancją niezbędnej jedności rodziny Tradycji.

Christus regnat, Christus imperat, Deo gratias, amen.

+ Bernard Fellay
Anzère, 28 czerwca 2016 r.,
w wigilię uroczystości śś. Apostołów Piotra i Pawła

Opublikowano Oświadczenia i komunikaty, Rozmowy z Rzymem | Otagowano | Możliwość komentowania Komunikat przełożonego generalnego do wszystkich członków Bractwa Św. Piusa X została wyłączona

Bóg nie opuścił swego Kościoła

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

13 maja br., w uroczystość Matki Bożej Fatimskiej, Edward Pentin z „National Catholic Register” przeprowadził wywiad z bp. Bernardem Fellayem, przełożonym generalnym Bractwa Św. Piusa. Publikujemy jego tłumaczenie, ponieważ – choć od jego przeprowadzenia upłynęły już dwa miesiące – wywiad ten dobrze pokazuje stanowisko Bractwa w rozmowach z Rzymem; wydaje się, że wzajemne relacje mogą się jednak zmienić po publikacji najnowszego komunikatu bp. Fellaya.

Ekscelencjo, na jakim etapie znajdują się obecnie rozmowy pomiędzy Stolicą Apostolską a Bractwem Św. Piusa X?

– Kontakty te nie są niczym nowym. Można powiedzieć, że nawet w czasach „ekskomuniki”, będącej konsekwencją konsekracji biskupich z 1988 r., nigdy nie nastąpiło całkowite zerwanie stosunków. Nigdy nie chcieliśmy zerwać z Rzymem. Arcybiskup Lefebvre mówił to zupełnie jednoznacznie. Odnośnie do wielu kwestii wyrażaliśmy krytycyzm i podtrzymujemy go również obecnie. Jednak pod koniec 2000 r., kiedy zorganizowaliśmy pielgrzymkę do Rzymu w ramach obchodów Roku Świętego, nastąpiło pewne zbliżenie. Pod koniec tego roku Rzym, za pośrednictwem przewodniczącego Komisji Ecclesia Dei kard. Castrillona Hoyosa, zakomunikował nam, iż Ojciec Święty wyraził wolę wypracowania porozumienia. Powiedziałem mu wówczas: „Cóż, świetnie, jest jednak jeden problem: nie mamy do was zaufania”. Zwróciliśmy uwagę na fakt, w jaki sposób były traktowane przez Rzym inne ruchy, zwłaszcza Bractwo św. Piotra. Niemniej jednak w rezultacie prowadzonych sporadycznie w ciągu kilku kolejnych lat rozmów, dzięki którym Rzym miał sposobność poznać nas trochę lepiej, kard. Castrillón doszedł do wniosku, iż w żadnym razie nie można nas określać jako schizmatyków. Kilkakrotnie stwierdził publicznie, że jesteśmy katolikami. Ponadto przyczynił się on do odwołania dekretu o ekskomunice, po czym mieliśmy nieprzyjemną sytuację związaną z komentarzami bp. Williamsona, które ponownie nieco oziębiły atmosferę, równocześnie jednak poczyniliśmy pewien krok naprzód. Ze względu na wspomniany brak zaufania poprosiliśmy o spełnienie dwóch warunków wstępnych przed kontynuowaniem rozmów; jednym z nich było uznanie prawa każdego katolickiego kapłana do odprawiania Mszy trydenckiej – coś, co wydawało się niemożliwe w 2000 r., stało się jednak faktem w 2007 r., kiedy Benedykt XVI rzeczywiście potwierdził, iż prawo do odprawiania Mszy trydenckiej nigdy nie zostało uchylone. Był to więc pierwszy ważny krok, który rzeczywiście przywrócił wolność w sprawowaniu Mszy, przynajmniej w teorii, na poziomie prawa Kościoła.

Następnie, dwa i pół roku później, została odwołana „ekskomunika”, co stanowiło spełnienie drugiego ze stawianych przez nas warunków wstępnych. W tej sytuacji stwierdziliśmy, że powinniśmy teraz rozpocząć dyskusje o problemach natury doktrynalnej. I Benedykt XVI wyraził na to zgodę. Nie sądzę, żeby można było mówić o tej samej optyce, niemniej zgodziliśmy się na rozpoczęcie rozmów, które toczyły się przez kolejne dwa lata już na wyższym poziomie, a mianowicie z Kongregacją Nauki Wiary. Spotykaliśmy się regularnie i prowadziliśmy dyskusje na temat różnych dzielących nas kwestii, na temat pewnych zjawisk, które pojawiły się w życiu Kościoła po II Soborze Watykańskim. Po tych dwóch latach Rzym wystąpił z formalną propozycją, która w naszej opinii pozostawiała jednak zbyt wiele niejasności. Innymi słowy, nie rozwiązywała ona istoty problemu. Odpowiedziałem wówczas: „Jeśli zawrzemy porozumienie sformułowane tak ogólnikowo, będzie to oznaczało jedynie odsunięcie w czasie kontrowersji, z którą i tak prędzej czy później będziemy musieli się zmierzyć, przez co sytuacja jeszcze się pogorszy”. Tak więc powiedziałem: „Musimy wyjaśnić pewne kwestie już teraz, przed [uregulowaniem statusu kanonicznego]”. Sytuacja stała się więc patowa i ostatecznie skończyło się to na niczym. Bardzo trudno było się w tym wszystkim rozeznać, ponieważ ludzie pozostający bardzo blisko papieża [Benedykta] powiedzieli mi, że to, co nam proponowano, nie odpowiadało w istocie jego osobistym poglądom na tę sprawę, najwyraźniej więc mieliśmy do czynienia z wewnętrznymi rozgrywkami w samym Rzymie.

Wraz z pontyfikatem nowego papieża, papieża Franciszka, znaleźliśmy się w nowej sytuacji, która jest bardzo interesująca, równocześnie jednak bardziej jeszcze zagmatwana. Nazywam tę sytuację paradoksalną, ponieważ z jednej strony problemy, na które zwracamy uwagę, stają się coraz poważniejsze, z drugiej zaś – pewna część [hierarchii], zwłaszcza w Rzymie, zaczyna [otwarcie] to przyznawać i mówić, że coś trzeba z tym zrobić. Tak więc widzimy, iż Kongregacja Nauki Wiary zaczyna traktować nas nieco inaczej niż dotychczas, co oznacza, że dzięki tym dyskusjom ludzie ci doszli do przekonania, iż Bractwo nie znajduje się w schizmie. Oznacza to, iż uznali, że upieranie się przez nas przy pewnych kwestiach w żaden sposób nie powoduje odłączenia Bractwa od Kościoła, że nie można tu mówić ani o schizmie, ani o herezji. Ludzie ci obecnie uważają, że niezbędne jest doprecyzowanie, co należy do Magisterium Kościoła, a co nie. My jednak twierdzimy, że to właśnie oni wprowadzają w tej sferze zamieszanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż mamy obecnie do czynienia z dokumentami, które do Magisterium nie należą – co pogłębia jedynie dezorientację. Oto najwyższa władza Kościoła stwierdza, że ogłaszany przez nią dokument nie stanowi Magisterium. Jak więc mamy go zaklasyfikować? Czy jest on w jakiś sposób wiążący? Oczywiście mamy świadomość, że intencją jego autora jest, by był tak traktowany, równocześnie jednak sam stwierdza, że nie wiąże on sumień katolików. Wszystko to powoduje coraz większą dezorientację.

Wielu ludzi dziwi fakt, że szanse na pełną komunię wydają się obecnie większe niż kiedykolwiek wcześniej, a równocześnie Stolica Apostolska i sam papież czynią kolejne kroki w kierunku, który wy uważacie za błędny.

– Właśnie z tego powodu nazywam tę sytuację paradoksalną. Nie jest ona niejasna. Można ją łatwo wytłumaczyć, trzeba jednak mieć świadomość, że należy rozróżnić pomiędzy stanowiskiem papieża a stanowiskiem Kongregacji Nauki Wiary. Różnią się oni w swym stosunku do nas, łączy ich natomiast przekonanie, że ten problem należy rozwiązać poprzez uznanie [kanoniczne] Bractwa. Jestem jednak przekonany, że pomimo owych różnic może to doprowadzić do sytuacji, w której Rzym nie będzie się już tak upierał przy wiążącym charakterze dokumentów soborowych, co jest dla nas bardzo ważne.

Traktują to więc obecnie według Ekscelencji jako „kwestie otwarte”?

– Mówię to świadomie nieco prowokacyjnie. Oni sami by tak tego nie ujęli, w istocie przyznają jednak, że kwestionowanie wolności religijnej, Nostra aetate, ekumenizmu, a nawet w dużym stopniu reformy liturgicznej nie jest równoznaczne z odłączeniem się od Kościoła. Innymi słowy, że można te rzeczy kwestionować i wciąż pozostawać katolikiem. Oznacza to również, że ewentualne deklaracje, których by od nas wymagano dla wykazania, iż jesteśmy katolikami, nie będą już dotyczyły tych kwestii. Dla nas byłoby to bardzo ważne.

Czy nie kłóci się to z twierdzeniem abp. Lefebvre’a, że szansa na pojednanie pojawi się dopiero wówczas, gdy Rzym przyzna się do popełnionych błędów? Czy coś się w tej kwestii zmieniło, czy też podtrzymujecie to stanowisko?

– Myślę, że należy rozpatrywać to na dwóch płaszczyznach. Pierwsza dotyczy rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Oczekujemy, by Kościół był czysty i święty – i wszyscy tego pragniemy. Wiemy jednak bardzo dobrze, że jest w Kościele wielu ludzi, na wszystkich jego szczeblach, którzy nie zawsze odpowiadają temu ideałowi. Nie jest to nic nowego, zawsze tak było. Są dobrzy katolicy, są katolicy letni, są ludzie określani jako martwe członki Kościoła, wszyscy oni jednak należą do jego ciała. Tak więc trzeba brać pod uwagę możliwość wystąpienia w Kościele różnych bolesnych zjawisk, na które zwracamy uwagę, jest on bowiem rzeczywistością nadprzyrodzoną posiadającą element ludzki. Wyznajemy świętość Kościoła, krytykując równocześnie, atakując, ganiąc i potępiając elementy sprzeczne ze świętością i czystością doktryny, która pochodzi od Zbawiciela.

Takie też stanowisko zajmował zawsze Arcybiskup. Był on biskupem Kościoła, znał jego stan, wiedział, że ludzie wokół niego nie byli doskonali, również on sam nigdy nie odważyłby się nazwać samego siebie doskonałym. Wszyscy mają jakieś wady… Nie oznacza to, że musimy godzić się ze wszystkim. Problem pojawia się wówczas, kiedy zachowania takie są propagowane przez samą władzę Kościoła. W takiej sytuacji rodzą się pytania o zakres posłuszeństwa, co jest kwestią bardzo poważną. I tak właśnie trzeba rozumieć, według mnie, słowa abp. Lefebvre’a: w takich sytuacjach nie możemy być posłuszni.

Gdyby powrót do pełnej komunii okazał się niemożliwy i musielibyście wybierać pomiędzy posłuszeństwem a Tradycją, co stanowiłoby dla was priorytet?

– Po pierwsze trzeba powiedzieć, że prawdziwe posłuszeństwo zawsze wymaga wierności Tradycji. Tak więc papież nie posiada wolności w kwestii nauczania. Nie może wymyślać nowych doktryn wedle swego własnego upodobania. Pozostaje związany tym, co nazywamy depozytem wiary. Słynne zdanie (z konstytucji Pastor aeternus I Soboru Watykańskiego – przyp. tłum.) odnoszące się do nieomylności papieskiej głosi, że Duch Święty został obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę. Absolutnie nie. Bóg nigdy nie obiecywał papieżowi asystencji w takiej sytuacji. Konstytucja [Pastor aeternus] stwierdza, iż charyzmat ten został dany następcom św. Piotra w tym celu, „by z Jego [tj. Ducha Świętego] pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary”. Tak więc jeśli mówimy o posłuszeństwie, katolik oczywiście musi być posłuszny, jednak pod warunkiem, że przełożeni, prałaci, biskupi i papież przekazują autentyczne nauczanie Chrystusa i pozostają wierni swej misji.

Jakie są główne powody, które skłaniają was do dążenia do pełnej komunii? Czy powoduje wami po części konieczność wyświęcenia nowych biskupów?

– Nie. Po pierwsze nigdy nie przestawaliśmy powtarzać, że nie znajdujemy się poza Kościołem. I podtrzymujemy to. Spełniamy wszystkie warunki, które zawsze były postrzegane jako niezbędne dla pozostawania w komunii z Kościołem. Należy tu nawiasem mówiąc zauważyć, że sobór nadał słowu „komunia” całkowicie nowe znaczenie, mówiąc o „pełnej komunii” i „komunii częściowej” i wprowadzając w ten sposób zamieszanie, ponieważ normalny katolik pojmował zawsze komunię w sposób tradycyjny, tj. albo się jest w komunii z Kościołem, albo też nie. Albo jest się schizmatykiem, albo katolikiem. Obecnie jednak wymyślono ową „niepełną komunię”, która nie wiadomo co oznacza. Tak więc twierdzimy, że mamy prawo być określani jako katolicy, ponieważ jesteśmy katolikami, ponieważ uznajemy władze [Kościoła] i spełniamy wszystkie warunki, które są do tego konieczne. To po pierwsze. Poza tym nie postrzegam uregulowania statusu kanonicznego Bractwa jako celu samego w sobie. Twierdzimy, że mamy do tego pełne prawo, nie zamierzamy jednak dla osiągnięcia tego celu iść na żaden kompromis, który byłby z uszczerbkiem dla wiary czy dyscypliny Kościoła. Uważamy odmawianie nam tego za akt niesprawiedliwości, tak więc jasno przedstawiamy nasz punkt widzenia. To wszystko. Jeśli więc postawi się nas w obliczu wyboru pomiędzy trzymaniem się wiary a kompromisem, nasza decyzja będzie oczywista. Nie zamierzamy iść na ustępstwa.

Niektórzy, jak np. bp Ryszard Williamson (usunięty z Bractwa w 2012 r. z powodu nieposłuszeństwa – przyp. red. NCR) uważają, że stając się częścią Kościoła posoborowego w nieunikniony sposób musicie się zarazić duchem modernizmu. Czy zdaniem Ekscelencji takie zagrożenie istnieje rzeczywiście, a jeśli tak, w jaki sposób można się przed nim zabezpieczyć?

– Należałoby na to odpowiedzieć, że zagrożenia można napotkać wszędzie. Położenie, w jakim obecnie znajduje się Kościół, jest dramatyczne. Zagrożenia czyhają ze wszystkich stron. Zawsze porównuję naszą sytuację do marszu po stromym grzbiecie górskim, po którego obu stronach znajdują przepaście. Jeśli postąpi się za bardzo w prawo lub w lewo, spadnie się w otchłań. Diabła nie interesuje, w którą stronę się spadnie, ważny jest sam upadek. Zawsze uważałem za prawdziwy cud, że do tej pory udało nam się tego uniknąć – i modlimy się, byśmy tego nigdy nie doświadczyli. Tak więc nie, opinia bp. Williamsona jest całkowicie błędna. Przede wszystkim wierzy on, że aby doprowadzić do uregulowania statusu kanonicznego Bractwa jesteśmy gotowi na najdalej nawet idące kompromisy. Po drugie zaś twierdzi, że [w przypadku uregulowania naszej sytuacji] znajdziemy się pod jurysdykcją hierarchii o poglądach liberalnych, wskutek czego w nieunikniony sposób dołączymy do głównego nurtu. Raz jeszcze powtarzam: coś takiego nas nie interesuje. Prosimy więc Rzym o gwarancje, byśmy mogli kontynuować nasze dzieło w dotychczasowy sposób.

A czy do tej pory zaproponowano wam gwarancje, które moglibyście zaakceptować?

– Myślę, że z biegiem czasu Rzym staje się coraz bardziej ustępliwy. Właśnie z tego powodu zaczynamy mówić o postępie, ponieważ Rzym staje się coraz bardziej skłonny udzielić nam gwarancji, które uznajemy za niezbędne – i które ci ludzie sami zaczynają postrzegać jako takie, biorąc pod uwagę obecną sytuację Kościoła. Oczywiście nie mam na myśli całego Rzymu, a jedynie hierarchów o poglądach konserwatywnych, zbulwersowanych tym, co obecnie dzieje się w Kościele.

Czy biorąc pod uwagę pogłębiający się chaos oraz niezadowolenie tych, których Ekscelencja określa jako konserwatystów, postrzegacie samych siebie jako ratunek dla Kościoła?

– Niektórzy ludzie w Rzymie tak mówią, choć inni nie powiedzieliby zapewne „ratunek”, ale „pomoc”, nawet proponowany dokument (regulujący status kanoniczny Bractwa – przyp. red. NCR) o tym wspomina. Tak więc to nie my o tym mówimy. Położenie, w jakiem znajduje się Kościół, jest rzeczywiście katastrofalne. I, jak powiedziałem, wobec stale pogarszającej się sytuacji zaczynają pojawiać się nowe głosy, pewni ludzie zaczynają odnosić się do nas życzliwiej niż dotychczas.

Niektórzy są skłonni postrzegać bliską możliwość uregulowania statusu kanonicznego Bractwa niemal jak niespodziewany akt zmiłowania ze strony Boga względem tych wszystkich, którzy są szczerze zaniepokojeni stanem Kościoła. Czy widzi w tym Ekscelencja rękę Opatrzności?

– Jestem przekonany, że Bóg nie opuścił swego Kościoła. Bóg dopuszcza różne próby, zawsze jednak pozostaje blisko. Przypisywanie czegoś z góry działaniu Opatrzności jest zawsze nieco ryzykowne, dla mnie jednak sam fakt, iż obecnie nie spotykamy się z potępieniami, jest niejako paradoksalny, ponieważ w niczym nie zmieniliśmy naszego stanowiska i w dalszym ciągu pozostajemy krytyczni wobec tego, co się dzieje. Niemniej w Rzymie można dostrzec pewną zmianę w stosunku do nas. Tak więc rzeczywiście, widzę w tym rękę Boga, jednak w tym sensie, że gdyby to nastąpiło (tj. uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa – przyp. tłum.), czego nie jestem wcale pewny, to bez wątpienia byłby to – dla wszystkich – znak miłosierdzia Bożego.

Powiedział Ekscelencja, że podoba Mu się ten papież oraz pewne aspekty jego pontyfikatu.

– Ojciec Święty jest absolutnie niekonwencjonalny, napotykamy więc na poważny problem usiłując przypisać go do którejś z tradycyjnych kategorii. Powiedziałbym, że wynika to głównie z faktu, że oceny zwykliśmy opierać na czyimś działaniu, wnioskując z niego o poglądach danej osoby. Tak więc jeśli weźmie się pod uwagę doktrynę, a niekiedy ideologię obecnego papieża, to jest się całkowicie zdezorientowanym, ponieważ potrafi on w przeciągu dwóch kolejnych dni zrobić lub powiedzieć rzeczy całkowicie ze sobą sprzeczne. Jest to bez wątpienia cecha, która najbardziej utrudnia jego zrozumienie.

Myślę, że usiłując zrozumieć jego postawę, powinniśmy rozpatrywać to na całkowicie innej płaszczyźnie. Wielokrotnie powtarzał on, że postrzega doktrynę jako przeszkodę w stosunkach z ludźmi. Dla niego liczy się życie, człowiek, tak więc stara się patrzeć na osobę i jest w tym, jeśli można tak powiedzieć, bardzo ludzki. Jakie są jego motywy? Również one zawsze nas interesują. Mnie osobiście jawi się on jako ktoś, kto pragnie zbawienia wszystkich ludzi, kto chciałby, aby każdy człowiek doszedł do Boga, ktoś na podobieństwo ratownika, kto rezygnuje z zabezpieczenia w postaci asekurującej go liny, aby tylko dotrzeć do znajdujących się w niebezpieczeństwie ludzi. Tak też postępuje prawdopodobnie w stosunku do nas – i bez wątpienia tak postrzegają to moderniści. Jak sam powiedział w rozmowach z nami, ściągnęło to na niego niezadowolenie pewnych środowisk w Kościele, zasadę tę stosuje jednak względem wszystkich.

Najostrzejsze słowa krytyki wydaje się on zawsze kierować względem „uczonych w prawie” oraz tych, których postrzega jako współczesnych faryzeuszy. Niektórzy ludzie wysuwali twierdzenie, że określa w ten sposób – obok wielu innych – również Bractwo. Jak skomentowałby Ekscelencja fakt, iż wydaje się on najsurowszy właśnie w stosunku do ludzi takich jak wy?

– Pytałem pewnych ludzi w Rzymie, kogo dotyczą owe określenia – nie wiedzieli tego jednak, nie wiedzieli, co mi odpowiedzieć. Mówili: „być może was, ale…”. Najczęściej otrzymywałem odpowiedź, że chodziło mu o „konserwatywnych Amerykanów”. Tak więc, szczerze mówiąc, nie znam odpowiedzi. Z całą pewnością nie lubi on ludzi, którzy są zbyt bezkompromisowi. To oczywiste. Myślę też, że zna nas wystarczająco dobrze jeszcze z Argentyny, aby wiedzieć, że jesteśmy wrażliwi na los ludzi. Tak, możemy zajmować bardzo zdecydowane stanowisko w kwestii doktryny, interesujemy się jednak losem ludzi. Tak więc wyciągamy z głoszonej doktryny praktyczne konsekwencje – i myślę, że pod tym względem nie ma nam nic do zarzucenia. Z pewnością nie zgadza się z nami odnośnie do tych elementów nauczania soboru, które krytykujemy. To na pewno. Dla niego jednak, jako że nie przywiązuje on takiego znaczenia do doktryny, ważny jest przede wszystkim człowiek, ludzie, i pod tym względem daliśmy wystarczająco dużo dowodów, że jesteśmy katolikami. Tak właśnie mniej więcej można by scharakteryzować jego stanowisko.

Powiedział Ekscelencja podobno niedawno, że – Jego zdaniem – powodem życzliwości papieża względem was jest przekonanie, iż podzielacie jego zaniepokojenie z powodu postawy Kościoła, który pogrąża się w samozadowoleniu i nie stara się już szukać zagubionych owiec.

– Nie posunąłbym się aż tak daleko; dostrzega on po prostu, że traktujemy wiarę poważnie, to wszystko. Z pewnością nie zgadza się z nami w wielu kwestiach, co do których pragnąłby, abyśmy zmienili stanowisko, dla niego jednak nie to jest najistotniejsze. Uważa, że najważniejsze to po prostu kochać Pana Jezusa.

Czy gdyby doszło do uregulowania statusu kanonicznego Bractwa, byłoby ono skłonne do uznania praw Rzymu do wyboru kandydatów na swych przyszłych biskupów, bez względu na wasze osobiste preferencje?

– To nie na to Rzym naciska. Chodzi o zastrzeżenie dla władz rzymskich prawa wyboru czy też nominacji przełożonego nowej struktury kanonicznej, w której to procedurze my przedstawialibyśmy trzy nazwiska, papież zaś wybierałby spośród nich przełożonego, który otrzymywałby następnie sakrę biskupią.

A gdyby wybrał takiego, który wam nie odpowiada, czy stanowiłoby to problem?

– Nie możemy rozważać wszelkich możliwych negatywnych scenariuszy. Jeśli dano by nam możliwość wyboru trzech kandydatów, do nas należałoby wytypowanie odpowiednich.

Niektórzy ludzie zastanawiają się, co w przypadku uregulowania statusu kanonicznego Bractwa miałoby powstrzymywać waszych członków od przyłączania się do Bractwa św. Piotra, skoro nie byłoby pomiędzy wami żadnych realnych różnic?

– Myślę, że z czasem to właśnie Bractwo św. Piotra przyłączy się do Bractwa Św. Piusa X.

Czy jednak wy sami nie dopuszczacie możliwości stworzenia z nimi kiedyś jakiegoś rodzaju sojuszu?

– Nie sądzę, by nastąpiło to szybko, zbyt wiele bowiem jest zaszłości historycznych. Oni odłączyli się od nas, twierdzili, że jesteśmy schizmatykami etc., nawet obecnie część z nich zachowuje taką postawę. Tak więc nie sądzę, by nastąpiło to szybko, nawet po uregulowaniu naszego statusu kanonicznego, ponieważ opierają oni swe stanowisko na pewnych założeniach i nie uważam, by byli gotowi je zmienić. Sądzę więc, że wciąż będą kwestie sporne. Nie uważam bynajmniej, że wszystko jest w porządku, to byłaby nieprawda. Położenie, w jakim obecnie znajduje się Kościół, jest bardzo poważne. Tak więc każdy będzie musiał samodzielnie ocenić sytuację i zastanowić się nad tym, w jaki sposób Bractwo może się przyczynić do jej uzdrowienia.

Nie ulega wątpliwości, iż chaos w Kościele nieustannie się pogłębia, co oznacza, że do wykonania jest wiele pracy i każdy, każdy katolik, powinien poważnie zastanowić się nad tym, w jaki sposób Bractwo, zarówno poprzez swą postawę, jak i działalność, przyczynia się przezwyciężenia obecnego kryzysu. Nie sądzę więc, by uregulowanie naszego statusu kanonicznego stanowiło rozwiązanie problemu, bo to nie my stanowimy problem. Problemem jest powszechna dezorientacja zarówno w sferze doktrynalnej, jak moralnej.

Czy Ekscelencja traktuje to (wyrażenie przez Rzym woli uregulowania statusu kanonicznego Bractwa – przyp. tłum.) jako pośrednie potwierdzenie słuszności wszystkiego, co mówiliście przez minionych 30 lat?

– Postrzegam to jako krok, który dowodzi słuszności naszej oceny sytuacji, która bynajmniej się nie poprawiła.

Zakładając uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa, co mogłoby zagwarantować wam możliwość wyrażania waszego krytycznego stanowiska, jeśli poczujecie się do tego zobowiązani?

– Sytuacja w ciągu minionych dwóch lat zmieniła się o tyle, że obecnie również inni ludzie zaczynają mówić głośno o tym, na co my uwagę zwracaliśmy już od dawna. Fakt ten stanowi niejako gwarancję praktyczną. Nie jesteśmy już osamotnieni (w naszej krytyce – przyp. red. NCR). Gdybyśmy byli osamotnieni, mogłoby to rzeczywiście stanowić problem, jednak obecnie, jako że uwagi krytyczne zaczęli wyrażać również inni, stało się to czymś powszechnie akceptowalnym. A równocześnie sytuacja staje się tak poważna, że władze Kościoła wydają się tracić grunt pod nogami. Tak więc sądzę, że powinny być życzliwie usposobione do każdego, kto będzie potrafił przedstawić właściwą diagnozę sytuacji.

Pojawiła się też sugestia, że po ewentualnym zawarciu porozumienia przełożony generalny Bractwa mógłby otrzymać kapelusz kardynalski. Czy uważa Ekscelencja, że warto byłoby stawiać tego rodzaju warunek?

– Nie, to do papieża należy tego rodzaju decyzja i wybór swych doradców, jako że kardynałowie są domyślnie jego doradcami. Tak więc jeśli chodzi o nas, odpowiedź brzmi: nie, my mamy do wykonania własne zadanie. To na nim powinniśmy się skoncentrować, a nie oddawać się marzeniom. Nie sądzę zresztą, żeby uzyskanie nominacji kardynalskiej mogło cokolwiek zmienić. Niezależnie od rodzaju stanowiska czy pracy, musimy starać się wypełnić ją jak najlepiej w oczach Bożych, to wszystko.

Odnośnie do waszych zastrzeżeń co do pewnych elementów nauczania ostatniego soboru: czy w przypadku uregulowania statusu kanonicznego Bractwa zamierzacie złagodzić swą krytykę, czy też w dalszym ciągu będziecie obstawać przy konieczności wprowadzenia pewnych zmian lub poprawek?

– Rzym nalega, żeby dyskusje odnoszące się do tych kwestii były kontynuowane. A więc zdecydowanie tak: będziemy w dalszym ciągu podkreślać konieczność pewnych poprawek i powiedziałbym, że w pewnym stopniu sam Rzym zaczyna tę konieczność dostrzegać.

A gdyby takie poprawki nie zostały wprowadzone, gdybyście nie dostrzegali żadnych ruchów w tym kierunku?

– Cóż, będziemy cierpliwi. Z czasem na pewno to nastąpi.

Do jakiego stopnia jest Ekscelencja przekonany o poparciu ze strony wiernych Bractwa? Trudno na przykład wyobrazić sobie, by zaakceptowali oni par. 8 Amoris laetitia.

– Tego jednak nikt (w Bractwie – przyp. tłum.) nie broni.

Czy jednak kontrowersje tego rodzaju nie mogłyby uczynić ich bardziej sceptycznymi i powściągliwymi odnośnie do powrotu do pełnej komunii, do uregulowania statusu kanonicznego?

– Myślę, że jeśli nie posiada się całościowego obrazu sytuacji, to można pomyśleć, że ze strony Rzymu dążenie do porozumienia właśnie teraz jest szaleństwem. Tak więc uświadomienie wiernym tej nowej rzeczywistości będzie wymagało sporo czasu i wysiłku. Żyjemy w określonej rzeczywistości, musimy więc rozumieć ją możliwie najdokładniej, aby stosownie do niej postępować. Powstrzymywanie się od jakichkolwiek działań jedynie z tego powodu, że sytuacja wygląda źle, nie jest absolutnie tym, czego Bóg, czego nasz Zbawiciel wymaga od swych wyznawców.

Innym potencjalnym problemem może być dopuszczenie do diakonatu kobiet. Czy coś takiego nie utrudnia przekonania wiernych Bractwa o słuszności prowadzenia dalszego dialogu?

– To po prostu jeszcze jeden problem, który nie zmienia istoty całej sytuacji. Stanowiłoby to po prostu dodanie jeszcze jednego elementu do tragedii, jaką przechodzi obecnie Kościół, tragedii będącej skutkiem dezorientacji, gierek semantycznych i prób wskrzeszania posług, które rzeczywiście niegdyś istniały, oznaczały jednak coś zupełnie innego. W listach św. Pawła można znaleźć wzmiankę o diakonisach, nie była to jednak posługa sakramentalna, tak więc nie miała nic wspólnego z tym, co się obecnie proponuje. Pełniły one różne funkcje pomocnicze – które obejmowały również niektóre zadania przydzielane diakonom – istota ich posługi była jednak całkowicie odmienna, ponieważ diakon posiadał – i oczywiście nadal posiada – władzę [udzielania] sakramentów, której diakonisy absolutnie wówczas nie posiadały. Tak więc mamy do czynienia z mieszaniem dwóch rzeczy, co prowadzi do jeszcze większej dezorientacji. I oczywiście zdajemy sobie sprawę z faktu, że moderniści – dotykając tej delikatnej kwestii – pragnęliby doprowadzić do nowej sytuacji, w której mielibyśmy kapłanki i kobiety-biskupów. Jest to absurdalne, ponieważ Rzym uznał szerzenie takich poglądów za grzech przeciwko wierze. Jeśli ktoś twierdzi, że kobiety mogą być kapłanami lub biskupami, utracił wiarę i znajduje się poza Kościołem.

 Czy sądzi Ekscelencja, że taki właśnie ostateczny motyw kryje się za tą propozycją?

– Niekoniecznie ze strony papieża, ponieważ – jak już mówiłem – nie ma on strategii ideologicznej. Patrzy na to z innej perspektywy. Są jednak ludzie, którzy taką strategię posiadają i którzy będą się starali wykorzystać tę inicjatywę właśnie w tym celu. To oczywiste.

Czy sądzi Ekscelencja, że podczas spotkań papież wsłuchuje się uważnie w wasze argumenty?

– Z pewnością, jednak nie sądzę, żeby chciał rozmawiać o doktrynie. Tak więc rozmawiamy o ratowaniu dusz oraz środkach, które by to umożliwiały.

Jednak doktryna ma dla niego znaczenie drugorzędne?

– Z jego perspektywy, jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów, jestem przekonany, że tak.

Czy nie obawia się Ekscelencja, że – jak niektórzy sądzą – pragnie on doprowadzić do uregulowania statusu kanonicznego Bractwa jedynie po to, aby was zneutralizować i uciszyć?

– On nie patrzy na to w ten sposób. Powiedziałbym, że jest wręcz przeciwnie. Jest on człowiekiem, który postrzega spory jako zjawisko pozytywne. Sam również posiada cechę, którą można by określić duchem polemicznym. Tak więc raczej byłbym skłonny uważać, że pragnie, żebyśmy pozostali krytyczni, aby prowokować do dyskusji, co – zgodnie z filozofią Hegla – mogłoby zaowocować syntezą, której skutki byłyby ozdrowieńcze. Nam oczywiście taka dialektyka jest obca, być może jednak patrzy on na to w ten właśnie sposób. Choć nie twierdzę tego kategorycznie.

Wracając do bp. Williamsona, co Ekscelencja sądzi o niedawnych konsekracjach biskupich, mających stanowić wsparcie dla tego, co nazywa on „ruchem oporu”? Czy niepokoi to Ekscelencję i jak by to Ekscelencja skomentował?

– Nie, dla mnie – mówię to z żalem – jego sprawa jest zamknięta. Sprawa jest zamknięta, a on sam uczynił właśnie kolejny krok ku przepaści. To pusty gest i niczego nie zmienia. Nie pomaga w żaden sposób. Jest to poważny błąd, tak więc módlmy się w jego intencji.

Niektórzy zastanawiają się, czy dostrzega Ekscelencja ironię w fakcie usunięcia go z Bractwa za nieposłuszeństwo, podczas gdy was samych oskarża się o nieposłuszeństwo względem Rzymu.

– Zawsze twierdziliśmy, że nie jesteśmy w istocie nieposłuszni. Traktujemy zasadę posłuszeństwa bardzo poważnie, tak więc jeśli papież nakazuje coś, co jest katolickie, zgodne z tym, czego Kościół zawsze nauczał i co czynił, pokornie się mu podporządkowujemy. Nie jesteśmy więc – co do zasady – nieposłuszni; posłuszeństwo jest cechą wybitnie katolicką.

W dniu dzisiejszym przypada uroczystość Matki Bożej Fatimskiej. Wielu ludzi utrzymuje, że nieujawniona część Trzeciej Tajemnicy ma dotyczyć apostazji, która rozpocznie się „od góry”. Jak by to Ekscelencja skomentował?

– Nie przypominam sobie, by takie słowa znajdowały się w oficjalnej wersji orędzia fatimskiego czy też [Trzeciej] Tajemnicy. Istnieje na ten temat wiele różnych teorii lub prób rekonstrukcji. Jest natomiast oczywiste, że nie wszystko zostało ujawnione. W swej relacji s. Łucja przekazała słowa Najświętszej Maryi Panny zakończone „et caetera”, w tym zaś, co zostało ujawnione przez Rzym, nie ma dalszych słów, a jedynie sam opis otrzymanej wizji. Tak więc w oczywisty sposób czegoś brakuje. Czego? Istnieją próby odtworzenia tej brakującej części na podstawie wypowiedzi ludzi, którzy czytali [Trzecią Tajemnicę]. I jest to oczywiście bardzo ciekawe. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że dotyczy to kwestii wiary. Papież Benedykt XVI, wówczas jeszcze kard. Ratzinger, powiedział, iż tekst ten dotyczy zagrożeń dla wiary Kościoła, a nie jedynie [otrzymanej] wizji… Jest też sprawozdanie ks. Fuentesa po rozmowie z s. Łucją, w którym zdaje on dramatyczną relację [mówiąc, że] może to nie jest cały przekaz, czy też sekret, ale parafraza dokonana przez s. Łucję. Mówi tam ona o diabolicznej dezorientacji, która oczywiście szerzy się od góry. I myślę, że te słowa się ziściły – z taką właśnie sytuacją mamy obecnie do czynienia.

Jakie są prognozy Ekscelencji odnośnie do dalszego rozwoju wydarzeń?

– Zawsze trudno jest przewidzieć zachowanie ludzkiego elementu Kościoła. Jeśli Bóg pozwoli temu elementowi ludzkiemu podążać dalej w tym kierunku, możemy oczekiwać jeszcze większego chaosu i dezorientacji. Mamy z nią do czynienia już obecnie, może ona przybrać jednak znacznie większe rozmiary. Papież Benedykt, gdy jeszcze był kardynałem, napisał książkę zatytułowaną Sól ziemi, w której przedstawiał wizję rozpadu Kościoła na małe części, wizję świata, w którym będą istnieć jedynie małe enklawy, oazy [katolicyzmu]. I rzeczywiście, jeśli Bóg pozwoli, aby sprawy toczyły się w dotychczasowym kierunku, z taką właśnie sytuacją będziemy mieli prawdopodobnie do czynienia. Pozostaną jedynie małe oazy katolicyzmu, które ostoją się w obliczu szalejącego sztormu, wszechobecnego chaosu.

Czy powiedziałby Ekscelencja, że główną przyczyną tego stanu rzeczy jest stawianie w Kościele człowieka na miejscu Boga?

– Zdecydowanie. Kościół jest przede wszystkim święty – co oznacza, że jego cel jest nadprzyrodzony i jeśli będzie się usiłowało się sprowadzić ów cel do wymiaru czysto doczesnego, będzie to miało na Kościół wpływ destrukcyjny. Oczywiście Kościół nie może zostać zniszczony, takie są jednak konsekwencje tego rodzaju działań.

Czy postrzega to Ekscelencja jako swoiste zaćmienie Kościoła?

– Mówi o tym objawienie w La Salette. Zaćmienie oznacza, że dana rzecz wciąż pozostaje na swym miejscu, pozostaje jednak przez pewien czas niewidoczna. Czy Bóg pozwoli, żeby sytuacja Kościoła stała się aż tak dramatyczna? Jestem przekonany, że już obecnie ludzie zadają sobie pytanie „gdzie jest Kościół?”. Tak więc być może już osiągnęliśmy ten stan.

Opublikowano Rozmowy z Rzymem, Wywiady | Otagowano , | Możliwość komentowania Bóg nie opuścił swego Kościoła została wyłączona

Francja: Kapłan Bractwa dla rytu chaldejskiego

Święcenia kapłańskie x. Daniela Sabura FSSPX

Święcenia kapłańskie x. Daniela Sabura FSSPX

Pisząc niedawno o święceniach kapłańskich w Bractwie Św. Piusa X wspomnieliśmy, że wśród nowo wyświęconych prezbiterów Bractwa był jeden, któremu święceń kapłańskich udzielił bp Alfons de Galarreta w paryskim kościele pw. św. Mikołaja. Tym nowym prezbiterem jest ks. Daniel Sabur FSSPX, który będzie odtąd sprawował sakramenty i odprawiał co tydzień Mszę św. w rycie chaldejskim dla wspólnoty wiernych tego rytu, gromadzącej się w kaplicy pw. św. Macieja w Pontoise pod Paryżem. Nazajutrz po swoich święceniach x. Sabur odprawił tam Mszę św. prymicyjną w rycie chaldejskim dla ok. 200 wiernych, w większości należących do tego rytu (a więc zapewne przybyszów – bądź ich potomków – z Iraku i Syrii).

W witrynie internetowej dystryktu Francji są dostępne zdjęcia ze święceń x. Sabura FSSPX.

Opublikowano Galerie fotograficzne, Kościoły i kaplice FSSPX | Otagowano , , | Możliwość komentowania Francja: Kapłan Bractwa dla rytu chaldejskiego została wyłączona

Nowa krucjata różańcowa Bractwa Świętego Piusa X

Nowa krucjata różańcowa rozpocznie się 15 sierpnia.

Nowa krucjata różańcowa rozpocznie się 15 sierpnia

Podczas święceń kapłańskich, jakie 2 lipca br. miały miejsce w Zaitzkofen w Bawarii, bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, wezwał do kolejnej krucjaty różańcowej, mającej być formą duchowego przygotowania na setną rocznicę objawień Najświętszej Maryi Panny w Fatimie, trwających od maja do października 1917 r.

Krucjata ma się rozpocząć 15 sierpnia br., a zakończyć 22 sierpnia 2017 r.

Krucjacie przyświecają intencje wskazane przez samą Matkę Bożą: (I) Pan Jezus pragnie ustanowić w świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca N.M.Panny. W tym celu zachęcamy wszystkich wiernych do: 1º codziennego odmawiania różańca, samemu lub z rodziną; 2º pielęgnowania nabożeństwa Komunii św. wynagradzającej w pięć pierwszych sobót oraz do ponoszenia codziennych ofiar w duchu wynagrodzenia za zniewagi wyrządzone N.M.Pannie; 3º noszenia cudownego medalika i zachęcania do tego innych; 4º poświęcenia domów i mieszkań Niepokalanemu Sercu N.M.Panny.

Oprócz propagowania tego nabożeństwa będziemy się również modlić (II) o triumf Niepokalanego Serca N.M.Panny oraz (III) by papież w łączności ze wszystkimi katolickimi biskupami z całego świata poświęcił Rosję Bolesnemu i Niepokalanemu Sercu Maryi.

Jako specjalną intencję dodano prośbę o (IV) opiekę Najświętszej Maryi Panny nad Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X i wszystkimi jego członkami, a także członkami zgromadzeń zakonnych Tradycji.

Celem, jaki wyznaczył bp Bernard Fellay, jest zebranie bukietu 12 milionów różańców oraz 50 milionów aktów ofiary dla Matki Bożej Fatimskiej.

Opublikowano Apostolat, Oświadczenia i komunikaty | Otagowano , , | Możliwość komentowania Nowa krucjata różańcowa Bractwa Świętego Piusa X została wyłączona

Święcenia kapłańskie w Bractwie Świętego Piusa X

_mg_24941 3 czerwca br., w święto Najświętszego Serca Pana Jezusa, w seminarium św. Tomasza z Akwinu w Winonie (USA) bp Alfons de Galarreta wyświęcił siedmiu kapłanów (sześciu Amerykanów i Brytyjczyka) oraz dziewięciu diakonów. Była to ostatnia taka uroczystość w Winonie – kolejne będą się odbywały już w nowym seminarium. W naszym serwisie można przeczytać kazanie bp. de Galarrety, wygłoszone podczas tych święceń. Na stronie amerykańskiego dystryktu FSSPX są dostępne trzy galerie zdjęć z tych święceń.

29 czerwca, w święto śś. Piotra i Pawła, Apostołów, bp Bernard Tissier de Mallerais w seminarium św. Piusa X w Ecône wyświęcił ośmiu nowych księży: pięciu Francuzów, dwóch Włochów i Kanadyjczyka; wyświęcił również 12 diakonów (11 Francuzów i Hiszpana). Dostępne są galerie zdjęć z tych święceń.

Z kolei 2 lipca, w święto Nawiedzenia N.M.Panny, bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa, wyświęcił trzech nowych kapłanów (dwóch Niemców i Hiszpana) w seminarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Zaitzkofen (tu galeria zdjęć). Tego samego dnia bp Alfons de Galarreta w kościele Saint-Nicolas-du-Chardonnet w Paryżu wyświęcił jednego kapłana.

Opublikowano Galerie fotograficzne, Seminaria FSSPX | Otagowano , , , | Możliwość komentowania Święcenia kapłańskie w Bractwie Świętego Piusa X została wyłączona

Poznań: V Piknik Tradycji

Poznański V Piknik Tradycji zgromadził prawie setkę uczestników

Poznański V Piknik Tradycji zgromadził prawie setkę uczestników

26 czerwca, w święto św. Wilhelma opata, odbył się V Piknik Tradycji, zorganizowany przez wiernych z poznańskiej kaplicy Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Dzień rozpoczął się od nabożeństwa czerwcowego oraz śpiewanej Mszy św. celebrowanej przez ks. Szymona Bańkę FSSPX. Następnie blisko setka uczestników (zarówno wiernych Bractwa z Wielkopolski oraz – jedna rodzina – ze Szczecina, jak i zaprzyjaźnionych z nimi osób; niemal połowę stanowiły dzieci) udała się do Leśnego Ośrodka Szkoleniowego w nieodległym Puszczykowie, mieście położonym nad Wartą, na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Piknik tradycyjnie rozpoczął się od poczęstunku pyszną grillowaną karkówką i kiełbasami, po czym najmłodsi ruszyli do specjalnie dla nich przygotowanych zabaw, młodzież rozegrała mecz siatkówki, a dorośli wysłuchali prelekcji p. Justyna Piskorskiego na temat znaczenia ojcostwa i zjawisk mu zagrażających oraz wymienili uwagi z tym związane. Dalsza część spotkania upłynęła na rozmowach przy ciastach i lodach oraz… ukradkowym sprawdzaniu wyniku meczu piłki nożnej Polska–Szwajcaria; dwie drużyny, składające się z chłopców i ich ojców stoczyły zacięty – pomimo doskwierającego upału – pojedynek w tej samej dyscyplinie. Jak zwykle przez chwilę padał deszcz, lecz prawdziwa ulewa przyszła dopiero wtedy, gdy miejsce piknikowe było już posprzątane. Na zakończenie uczestnicy odmówili różaniec przed umieszczoną na drzewie figurką Matki Bożej.

Opublikowano Kościoły i kaplice FSSPX, Polska | Otagowano , , | Możliwość komentowania Poznań: V Piknik Tradycji została wyłączona

Komunikat przełożonego generalnego Bractwa Świętego Piusa X

Logo FSSPX

Po zakończeniu spotkania wyższych przełożonych Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, które odbyło się w dniach 25–28 czerwca w Szwajcarii, przełożony generalny wydał następujący komunikat:

Cel istnienia Bractwa Świętego Piusa X to przede wszystkim formowanie kapłanów, bez których nie są możliwe odnowa Kościoła i odbudowa społeczeństwa.

1. W wielkim i bolesnym zamieszaniu, które obecnie panuje w Kościele, głoszenie katolickiej nauki wymaga potępienia błędów, które się do niej przedostały i które niestety są promowane przez wielką liczbę pasterzy, w tym przez samego papieża.

2. Bractwo Św. Piusa X, w obecnym stanie poważnej konieczności dającym mu prawo i obowiązek udzielania duchowej pomocy wiernym, którzy się doń zwrócą, nie szuka przede wszystkim uznania kanonicznego, do którego ma – jako dzieło katolickie – prawo. Posiada ono tylko jedno pragnienie: wiernie nieść światło dwutysiącletniej Tradycji, wskazujące jedyną drogę, jaką należy podążać w tej epoce ciemności, w której kult człowieka – zarówno w społeczeństwie, jak i Kościele – zastępuje cześć należną Bogu.

3. „Odnowienie wszystkiego w Chrystusie”, o którym mówił św. Pius X nawiązując do słów św. Pawła (Ef 1, 10), nie może się dokonać bez wsparcia papieża, który wyraźnie popiera powrót do świętej Tradycji. Oczekując tego błogosławionego dnia, Bractwo Św. Piusa X zamierza podwoić wysiłki w celu ustanowienia i rozpowszechnienia, środkami, które daje Boża Opatrzność, społecznego panowania Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

4. Członkowie Bractwa Św. Piusa X modlą się i pokutują w intencji papieża, aby znalazł on siłę do głoszenia wiary i moralności katolickiej w ich integralności. W ten sposób przyśpieszy on triumf Niepokalanego Serca N.M.Panny, którego gorąco pożądamy, zbliżając się do setnej rocznicy Jej objawień w Fatimie.

bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X
Ecône, 29 czerwca 2016 r.
w święto śś. Apostołów Piotra i Pawła

Opublikowano Oświadczenia i komunikaty, Rozmowy z Rzymem | Możliwość komentowania Komunikat przełożonego generalnego Bractwa Świętego Piusa X została wyłączona

„Operacja przeżycia” Tradycji

Abp Lefebvre, bp de Castro Mayer i czterej nowo wyświęceni biskupi, Ecône 30 czerwca 1988 r.

Abp Lefebvre, bp de Castro Mayer i czterej nowo wyświęceni biskupi, Ecône 30 czerwca 1988 r.

Jak abp Lefebvre wyjaśniał swoje stanowisko odnośnie do święceń biskupich w czerwcu 1988 r.? Ks. Grzegorz Célier, kapłan Bractwa Św. Piusa X i redaktor naczelny pisma „Fideliter” (do 2007 r.; obecnie przeor w przeoracie pw. Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych w Paryżu – przyp. red.), przedstawia syntezę stanowiska Arcybiskupa na podstawie oficjalnych dokumentów, a także deklaracji prałata z Ecône, które ukazywały się od 1988 r. aż do jego śmierci.

Czyż najlepszym sposobem na to, aby lepiej zrozumieć konsekracje biskupie z 1988 r., nie jest przestudiowanie tego, co sam abp Marceli Lefebvre o tym powiedział? Arcybiskup nazwał ten akt „operacją przeżycia” Tradycji, więc wydaje mi się słuszne, aby przyjrzeć się jego wyjaśnieniom na ten temat.
Pierwszy punkt, o którym należy tutaj wspomnieć, niewątpliwie najważniejszy (bo [inaczej] musiałbym zacytować wszystkie książki i przemówienia abp. Lefebvre’a na ten temat), dotyczy bardzo poważnych błędów doktrynalnych i pastoralnych, płynących z Rzymu, bądź to propagowanych, bądź tolerowanych od czasu II Soboru Watykańskiego. Należy tu wymienić szczególnie: wolność religijną, fałszywy ekumenizm, błędne rozumienie kolegialności, nową, sprotestantyzowaną liturgię etc.

Jeśli zaczniemy – na co z zimną krwią nalegał Jan Jakub Rousseau (w Rozprawie o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi – przyp. red.) – „od odłożenia na bok wszystkich faktów” tej soborowej rewolucji, która wstrząsnęła Kościołem, wówczas dzieło abp. Lefebvre’a jawi się jako samotna walka człowieka sentymentalnie przywiązanego do zwyczajów minionej epoki. Właśnie taką opinię uporczywie głosi Rzym w obliczu rzeczywistości, której nie chce widzieć.

Stanowisko Rzymu

Tymczasem abp Lefebvre w liście do kard. Ratzingera z 8 lipca 1987 r. pisał: „nasza odmowa przyjęcia liberalnych zasad soborowej Deklaracji o wolności religijnej nie jest oparta na osobistych lub sentymentalnych opiniach, lecz na nieomylnym Magisterium Kościoła”. Całą sprawę konsekracji należy umieścić na tym tle, mianowicie nauczania i działania hierarchii kościelnej, które od czasu soboru oddalają się w istotnych punktach od tradycyjnej nauki i praktyki Kościoła.

Mimo wszystko, ostrzega abp Lefebvre, owo oddalenie mogłoby być proponowane [przez Rzym] jako opcja (co już byłoby niebezpieczne); niestety, potraktowano je jako ścisły wymóg, którego celem jest ni mniej, ni więcej tylko anulowanie i zmiana katolickiej Tradycji. Mówiąc konkretnie, ta tyrańska wola objawia się w upartej odmowie jakiejkolwiek rewizji soborowych nowinek. Abp Lefebvre kilkakrotnie ze zdumieniem i smutkiem wykazywał to przy różnych okazjach.

W konsekwencji polityka „powrotu do soboru” jest cały czas stosowana wobec tych, którzy – zauważywszy i skrytykowawszy pewne błędy i orientacje – chcą pozostawać w dobrych stosunkach z Rzymem i biskupami. Abp Lefebvre wciąż ma przed oczyma los, jaki spotkał Fontgombault (tradycjonalistyczne opactwo benedyktyńskie we Francji, w którym „przez posłuszeństwo” zaczęto odprawiać nową Mszę – przyp. red.), dom Augustina (w 1972 r. założył on w Martigny samodzielną wspólnotę, opartą o regułę benedyktyńską; podporządkował się Rzymowi, chcąc „uregulować” swoją sytuację, by już po fakcie dowiedzieć się, że indult z 1984 r. nie ma zastosowania do jego klasztoru i w ten sposób w 1985 r. odprawiono tam pierwszą nową Mszę – przyp. red.), Mater Ecclesiae (seminarium otwarte 15 października 1986 r. w Rzymie dla kleryków, którzy opuścili Ecône, oraz innych, nastawionych tradycyjnie i chcących pozostawać w „pełnej łączności”; w niecałe dwa lata później seminarium zostało zamknięte – przyp. red.) i inne podobne próby.

Stąd też głęboka nieufność Arcybiskupa wobec „kontaktów” i „rozmów” proponowanych przez Rzym. Nie sposób nie zauważyć pewnej dwulicowości, być może nieświadomej, w owej „dobrej woli”, która ukrywa zamiar podporządkowania Tradycji soborowi.

Stanowisko abp. Lefebvre’a

Przeciw tym błędom, które objawiły się podczas soboru, abp Lefebvre prowadził walkę publiczną i nieustanną. Święcenia biskupie z 1988 r. żadną miarą nie są szaloną fantazją starzejącego się biskupa, lecz kolejnym etapem nieustającej batalii. Oto jego pierwsze słowa z konferencji prasowej 15 czerwca 1988 r.: „Trzeba umieścić wydarzenia, które dzieją się dziś i które będą się działy wkrótce (przede wszystkim konsekracja biskupia czterech młodych księży 30 czerwca br.), w kontekście naszych trudności z Rzymem, nie tylko od 1970 r., od założenia Ecône, lecz od samego soboru”.

Choć abp Lefebvre podczas soboru prowadził wytrwałą i odważną walkę, można rzec, iż w pewien sposób ją przegrał, co stało się powodem jego rezygnacji z funkcji przełożonego generalnego Zgromadzenia Ducha Świętego i rozpoczęcia życia w pewnym odosobnieniu. I właśnie wtedy nastąpiło wydarzenie o kapitalnym znaczeniu, gdyż Opatrzność zechciała, by porzucił on swą emeryturę w celu poświęcenia się dziełu błogosławionemu przez Boga, dziełu katolickiej Tradycji. Bynajmniej nie z powodu abp. Lefebvre’a wielu [młodych mężczyzn] mających powołanie i szukających swej drogi zwróciło się do niego, podobnie jak wierni, szukający jego pomocy, a także kapłani, tak iż w cudowny sposób narodziło się olbrzymie dzieło [Tradycji], które rozprzestrzeni się po całym świecie.

Abp Lefebvre był całkowicie przekonany, że to dzieło – powstałe bezpośrednio dzięki Bożej Opatrzności, a którego on nie był ani założycielem, ani nie był za odpowiedzialnym – jest częścią Bożego planu i kluczowym elementem przetrwania Kościoła. Decyzja przezeń powzięta nie miała związku z dziełem, które by do niego „należało” (ponieważ w tym sensie kariera kościelna, którą odrzucił z powodu soboru, czy też funkcja przełożonego generalnego swego zgromadzenia, z której zrezygnował, były ważniejsze), ale z wolą Boga, wyrażoną poprzez wydarzenia i przez zbawienie dusz, które Bóg powierzył mu w dziele Tradycji.

W tym dziele abp Lefebvre wyróżnia kilka zasadniczych elementów (chociaż jest zawsze świadomy, że tylko Pan Bóg zna jego prawdziwe miejsce w służbie Kościołowi): zachowanie prawdziwej Wiary, katolickiego kapłaństwa i tradycyjnej Mszy świętej. Poza tym jest świadomy odnowy, którą Tradycja jest w stanie przynieść Kościołowi: oto głęboki sens jego prośby do Pawła VI w 1976 r., aby zezwolił na „eksperyment Tradycji”, skoro wszystkie inne eksperymenty się nie udały („O to będę prosił Ojca Świętego, jeśli zechce mnie przyjąć: Ojcze Święty, pozwól nam przeprowadzić eksperyment Tradycji. Pośród wszystkich eksperymentów, które się obecnie przeprowadza, powinien być przecież także co najmniej jeden, który zawiera to, co czyniono przez dwadzieścia stuleci!” – ostatnie słowa z kazania wygłoszonego podczas uroczystej Mszy św. odprawionej 29 sierpnia 1976 r. w Lille; abp Lefebvre osobiście prosił Pawła VI o przeprowadzenie tego „eksperymentu” podczas audiencji, której mu udzielono 11 września tego samego roku w Castel Gandolfo – przyp. red.).

Jednak soborowy Rzym upiera się przy swoich coraz cięższych błędach. Stąd dziełem Tradycji nie jest wezwane do tego, aby w krótkim czasie zatopić się w uczestnictwie w powszechnej reformie Kościoła; dzieło Tradycji musi przetrwać jako świadek wiary i przybytek łaski, szczególnie łaski kapłańskiej. Temu, od Boga pochodzącemu, obowiązkowi – trosce o kontynuację dzieła Tradycji – abp Lefebvre był wierny do końca.

W takim kontekście (przywiązania Rzymu do soborowych błędów oraz konieczności chronienia dzieła powierzonego mu przez Bożą Opatrzność) abp Lefebvre analizuje korzyści i zagrożenia płynące z porozumienia z Rzymem lub, przeciwnie, z publicznego ogłoszenia kontynuacji disputatio (‘sporu, debaty’ – przyp. red.). Z tego powodu spotkanie 30 maja 1988 r. w Notre-Dame du Pointet (w zamku Pointet w Owernii mieścił się pierwszy przeorat Bractwa we Francji – przyp. red.) z odpowiedzialnymi za zaprzyjaźnione wspólnoty [zakonne] jest bardzo znaczące.

Ostatecznie abp Lefebvre decyduje się na spór, uznając za konieczność obronę Tradycji z powodu zaślepienia soborowego Rzymu, które potwierdza, że „nie nadeszła jeszcze chwila otwartej i skutecznej współpracy”.

Decyzja o udzieleniu święceń

Arcybiskup decyduje się na konsekrację biskupów, zmuszony do tego przede wszystkim przez swój podeszły wiek, a także fakt, że żaden inny biskup – z wyjątkiem bp. de Castro Mayera (również w podeszłym wieku) – nie miał odwagi, żeby dać świadectwo wiary.

Ponadto czuje naglący zew Kościoła, własnego obowiązku jako biskupa, a także opuszczonych dusz, które błagają, by przekazał to, co otrzymał, aby – przez Ofiarę Mszy świętej – oddano Bogu cześć, a przez prawdziwą wiarę Kościół nadal był obecny w świecie, przyczyniając się do zbawienia dusz przez kapłaństwo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jego decyzja zostaje oświetlona przez różne znaki Opatrzności, jasno ukazujące Arcybiskupowi wolę Bożą. Wśród nich jest przede wszystkim skandaliczne spotkanie międzyreligijne w Asyżu w 1986 r. oraz odpowiedź Rzymu na Dubia (długie studium Dubia sur la déclaration conciliaire sur la liberté religieuse, „Wątpliwości odnośnie do soborowej deklaracji o wolności religijnej”, sporządzone przez abp. Lefebvre’a na prośbę kard. Ratzingera i wysłane do Kongregacji Nauki Wiary w 1985 r. – przyp. red.) na temat wolności religijnej, przedstawione przez Bractwo Św. Piusa X. Odpowiedź, która jasno pokazała, że Rzym zaakceptował te błędne doktryny wraz z ich najbardziej katastrofalnymi konsekwencjami dla Kościoła.

Aspektu kanonicznego i jurydycznego tego aktu (konsekracji biskupów wbrew wyraźnej woli rządzącego papieża) nie można rozpatrywać z pominięciem wyjątkowej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Konieczność daje prawo, a trzydzieści lat walki w obronie Tradycji świadczy o tym, że żaden sposób płynący z ludzkiej i chrześcijańskiej roztropności nie został zlekceważony.

Kapłani wyświęceni na biskupów nie mają jurysdykcji, której abp. Lefebvre nie mógł im udzielić. Są oni jedynie biskupami pomocniczymi Bractwa Św. Piusa X, zobowiązanymi do głoszenia wiary oraz udzielania sakramentów świętych w odpowiedzi na potrzeby dusz. Są oni zresztą gotowi złożyć swe biskupstwo w ręce Najwyższego Pasterza, jeśli tylko sytuacja się zmieni, to znaczy jeśli wystarczająco szeroko zakrojona odnowa w Kościele pokaże, że Tradycja katolicka jako osobne dzieło nie ma już racji bytu.

Abp. Lefebvre’owi chodzi zasadniczo tylko o to, aby służyć Kościołowi katolickiemu, wzmacniać go i w niczym nie przyczyniać się do jego zniszczenia. W swej słynnej deklaracji z 21 listopada 1974 r. pisał: „(…) bez buntu, goryczy ani urazy kontynuujemy nasze dzieło formacji kapłańskiej w świetle odwiecznego magisterium w przekonaniu, że jest to największa przysługa, jaką możemy oddać Kościołowi, papieżowi i przyszłym pokoleniom. (…) postępując w ten sposób, z pomocą łaski Bożej (…) zachowujemy wierność Kościołowi katolickiemu, wszystkim następcom św. Piotra”.

Przejrzana i poprawiona wersja artykułu, który ukazał się w „Zawsze Wierni” nr 4/1998 (23).

Opublikowano Rozmowy z Rzymem, Z historii FSSPX | Otagowano , , | Możliwość komentowania „Operacja przeżycia” Tradycji została wyłączona

USA: Kazanie bp. de Galarrety podczas święceń kapłańskich

Bp Alfons de Galarreta wygłasza kazanie podczas święceń kapłańskich w Winonie

Bp Alfons de Galarreta wygłasza kazanie podczas święceń kapłańskich w Winonie

Kazanie bp. Alfonsa de Galarrety podczas święceń kapłańskich 3 czerwca 2016 r. w seminarium św. Tomasza z Akwinu w Winonie. Śródtytuły pochodzą od redakcji serwisu sspx.org.

Dziś jest dzień pełny radości – szlachetnej, głębokiej, chrześcijańskiej radości. Przybyliśmy przed ten ołtarz, aby wziąć udział w ofierze naszego Pana i wyświęcić nowych kapłanów oraz diakonów, w święto Najświętszego Serca Pana Jezusa, który jest dla nas ideałem kapłaństwa.

Sacerdos alter Christus – kapłan jest drugim Chrystusem, który, poprzez sakrament Eucharystii, przedłuża obecność i działanie naszego Pana, wiecznego i najwyższego kapłana. Jako sakrament Eucharystia uwiecznia wcielenie, obecność naszego Pana pośród nas, natomiast w postaci ofiary zostaje utrwalone zbawienie, krzyż naszego Pana.

Najświętsze Serce Jezusa jest przedmiotem nauczania i apostolatu kapłana. Jednocześnie to Serce jest również formą i modelem kapłańskiej duchowości i aktywności. Św. Paweł pragnie, abyśmy poznali niewyczerpane skarby mądrości, wiedzy, świętości i miłości, które są ukryte w Najświętszym Sercu Jezusa.

Kapłańskie Serce Jezusa mówi nam: „Jam jest droga, i prawda, i życie”

Nasz Pan wyjawił nam skarby swego kapłańskiego Serca, gdy powiedział: „Jam jest droga, i prawda, i życie” 1. Nie ma innej drogi, innej prawdy ani innego życia oprócz tej drogi, tej prawdy i tego życia.

Św. Augustyn mawiał, że nasz Pan jest drogą w swoim człowieczeństwie oraz prawdą i życiem w swoim Bóstwie. Z tego powodu Pan Jezus jest dla nas równocześnie ojczyzną oraz drogą do naszej ojczyzny.

Pan Jezus jest drogą, ponieważ nikt nie może przyjść do Ojca inaczej niż przez Niego. On jest drogą, ponieważ jest Najwyższym Kapłanem, który dokonuje pojednania człowieka z Bogiem. Nasz Pan jest jedynym Pośrednikiem. Jest On drogą poprzez fakt bycia Kapłanem, Królem oraz poprzez Kościół, który jest Jego jedyną Oblubienicą i Mistycznym Ciałem. Nie ma innej drogi do Boga.

Nasz Pan jest również wcieloną prawdą i mądrością, jest światłem bez ciemności. Nie ma w Nim błędu ani kłamstwa. „Jam się na to narodził, i na to przyszedłem na świat, abym świadectwo dał prawdzie. Wszelki, który jest z prawdy, słucha głosu mego” 2. Nasz Pan umarł na krzyżu, aby świadczyć o prawdzie. On sam jest źródłem wszelkiej prawdy.

Pan Jezus jest również życiem – zmartwychwstaniem i życiem. „Ja przyszedłem, żeby [owce] życie miały, i obficiej miały” 3. Nasz Pan jest nadprzyrodzonym życiem dusz poprzez Jego łaskę, cnoty, świętość oraz ofiarę, która jest źródłem wszystkich łask i świętości.

Dowodem na to, że kapłan jest apostołem Serca Jezusa, jest zgodność, jaka zachodzi pomiędzy słowami naszego Pana a władzami, jakie otrzymują księża podczas święceń.

Kapłan posiada trzy władze: potestas regendi, potestas docendi i potestas sanctificandi. Władza rządzenia, kierowania duszami to droga, którą jest nasz Pan Jezus Chrystus. Drugą władzą jest nauczanie prawdy, tylko prawdy, integralnej i nadprzyrodzonej prawdy. Jest też władza przekazania łaski duszom i uświęcenia ich w naszym Panu Jezusie Chrystusie, władza sprawowania Najświętszej Ofiary Mszy świętej.

Refleksja nad tymi trzema władzami w relacji do Najświętszego Serca Pana Jezusa udowadnia i wyjaśnia, dlaczego rozwiązaniem obecnego kryzysu Kościoła jest katolickie kapłaństwo w swojej świętości i wierności.

Liberalny i modernistyczny duch, który rozprzestrzenił się w Kościele, sprzeciwia się naszemu Panu i Jego działaniom.

Nasz Pan jest drogą, ale wolność religijna odrzuca społeczne panowanie Chrystusa. Kościół jest jedyną drogą do zbawienia, ale modernistyczny duch relatywizuje tę prawdę i prowadzi do religijnego indyferentyzmu.

Dzisiaj: relatywizm doktrynalny prowadzi do relatywizmu moralnego

Sytuacja w Kościele jest jasna: mamy do czynienia z relatywizmem doktrynalnym, dogmatycznym, który z kolei prowadzi do relatywizmu moralnego, a ten kończy się akceptacją oraz promowaniem grzechu i skandali.

Dobrym przykładem jest stosunek do Komunii św. dla rozwiedzionych, którzy rzekomo zawarli „nowe małżeństwo”. W Kościele panuje nowe podejście do tych nienaturalnych związków. Jest to niewyobrażalna sytuacja, która bezpośrednio sprzeciwia się naszemu Panu, który jest życiem, prawdą i drogą.
Jeśli władze kościelne dotarły do punktu, w którym zło jest nazywane dobrem, dzieje się tak dlatego, że najpierw błąd został przez nich nazwany prawdą. To wszystko łączy spójność, logika i zasada przyczynowości.

Nasz Pan nauczył nas, że drzewo poznaje się po jego owocach, a dobre drzewo daje dobre owoce 4. Zatem jeśli owoc jest gorzki, zepsuty i stanowi zachętę do grzechu, to z pewnością drzewo, z którego pochodzi, musi być drzewem złym. A jeśli drzewo jest złe, to dlatego, że ziarno było zepsute.

Problem, który dziś dotyka Kościół, nie jest tylko jednym ze skutków; wszystko po soborze jest złym drzewem, a wszystkie te problemy wyrosły z ziarna, jakim był II Sobór Watykański.

Jeśli dzisiaj stajemy przed problemem Komunii dla rozwiedzionych, którzy zawarli kolejne „małżeństwo” , jest to wynik posoborowego prawodawstwa i praktyki. Zezwolono na odwrócenie celów małżeństwa, osłabiono jego nierozerwalność i wprowadzono personalizm poprzez wykreowanie nowego dobra małżeństwa, którym ma być osobiste dobro małżonków.

Wszystkie te doktryny, które już od wielu lat przenikają do Kościoła, są zawarte w soborowej deklaracji Gaudium et spes jako swoim źródle. A gdy obecny papież zezwala na te wszystkie rzeczy, widzimy tu jedynie proste rozwinięcie błędu.

„Jeśli mamy wybierać pomiędzy wiarą a kompromisem, wybór został już dokonany – nie będzie kompromisu!”

Jednocześnie jesteśmy zdumieni, że nie ma powszechnej reakcji w Kościele przeciwko tym błędom. Nie ma grupy biskupów czy kardynałów, którzy publicznie przeciwstawiliby się temu skandalowi. To pokazuje, jak poważną chorobą jest modernizm, który najpierw rozbraja przeciwnika, a potem sprawia, że znikają przeciwciała.

Podczas gdy nastąpiła pewna poprawa i uspokojenie w sposobie postrzegania nas przez Rzym, to jednak duch, w jakim do nas się odnoszą, jest cały czas ten sam: żeby być uznani, musielibyśmy zaakceptować nowinki soborowe…

Nie tak dawno papież Franciszek poczuł się zobligowany do poprawienia słów abp. Pozzo, stwierdzając, że kanoniczne uznanie Bractwa jest możliwe tylko jeśli wcześniej uznamy II Sobór Watykański, ponieważ „ma on swoją wartość” 5.

Zwierzchnik abp. Pozzo, kard. Müller wyjaśnia 6, że aby być katolikiem należy zaakceptować papieża i sobór – wolność religijna, ekumenizm itd. należą jego zdaniem do nauki, powszechnej nauki, to znaczy do nauki wiary. Przyrównuje to do zmartwychwstania naszego Pana, które jest prawdą wiary, ale nie zostało zdefiniowane explicite. Konkluduje stwierdzając, że wymaganie zaakceptowania soboru nie jest czymś nierozsądnym i nie powinno być dla Bractwa przeszkodą nie do pokonania. W istocie owo uznanie soboru jest właśnie tym, co doprowadzi nas do „pełnej jedności” – jedności w błędzie. Widać jasno, że wymagają od nas zaakceptowania soboru i tego, co po nim nastąpiło.

Dlatego jest również jasne, że walka trwa nadal. Jak powiedział nasz przełożony generalny, bp Fellay: „Jeśli mamy wybierać pomiędzy wiarą a kompromisem, wybór został już dokonany – nie będzie kompromisu!” 7.

Z pewnością Bóg może zmienić okoliczności i postawić nas w innej sytuacji. Mamy szczerą nadzieję, że tak się stanie. Jednak obecna rzeczywistość jest taka, a nie inna.

Najświętsze Serce, Serce wynagrodzenia

Najświętsze Serce Jezusa jest również Sercem Zbawiciela, Sercem wynagradzającym. Św. Małgorzata Maria powiedziała, że Pan Jezus pokazał jej, iż istnieją dwie świętości: świętość miłości oraz świętość sprawiedliwości. Obie są wymagające i surowe, każda na swój własny sposób.

Z tą podwójną świętością wiąże się podwójne wynagrodzenie wobec sprawiedliwości i miłości. Aby zbawić człowieka i wynagrodzić Bogu, kapłan musi ofiarować się razem z naszym Panem. Pan Jezus sam dał swoim apostołom tę złotą zasadę, gdy powiedział: „A za nich ja poświęcam samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” 8.

Takie musi być nasze podejście wobec tych, którzy w naszej rodzinie, jaką jest Kościół, są jego władzami. Oto rozwiązanie dla tych błędów i słabości, które demaskujemy. Naszym kluczem jest prawdziwa identyfikacja z kapłańskim Sercem Pana Jezusa.

Św. Jan powiedział, że musimy uwierzyć w miłość naszego Pana. Musimy mieć ufność w tą potężną pomoc, jaką jest Jego łaska. Na miłość musimy odpowiedzieć miłością. Za otrzymane dary musimy odwdzięczyć się naszymi własnymi darami. W odpowiedzi na ofiarę, musimy sami się ofiarować. Oto droga zbawienia i odbudowy.

Uciekajmy się do Niepokalanego Serca Maryi, które jest Sercem Matki. To Serce jest pełne miłości, dobroci, miłosierdzia, stałości. Tak jak matczyna miłość, jest Ono również cierpliwe. A Jej Serce jest najpewniejszą, najdoskonalszą i najkrótszą drogą do Najświętszego Serca Jezusa. Amen.

  1. J 14, 6.
  2. J 18, 37.
  3. J 10, 10.
  4. Zob. Mt 7, 16–17.
  5. Wywiad z papieżem Franciszkiem w „La Croix”, 16 maja 2016 r. „Pytanie: Czy papież byłby gotów udzielić im (FSSPX) prałatury personalnej? Papież Franciszek: To jest możliwe rozwiązanie, ale najpierw musimy dojść z nimi do fundamentalnego porozumienia. II Sobór Watykański ma swoją wartość. Poruszamy się do przodu powoli, z cierpliwością.”
  6. Zob. wywiad z kardynałem Müllerem w „Herder Korrespondenz” z czerwca 2016 r. „Kardynał Müller – którego naleganie, aby Bractwo dostosowało się do nauczania soboru, jest o wiele bardziej słyszalne niż stanowisko Ojca Świętego – powiedział w tym wywiadzie, że nie można zaniżyć wartości soboru jedynie do «pastoralnej pogawędki» tylko dlatego, że nie ogłosił on żadnych dogmatów. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary powiedział, że chociaż żaden papież nie ogłosił zmartwychwstania Chrystusa jako dogmatu ex cathedra, to jednak «znajduje się w centrum wyznania wiary, jest jego fundamentem». «Kluczowe stwierdzenia, nawet jeśli nie są ogłaszane ex cathedra ((i przez to nieomylne)), są dla nas katolików ciągle istotne» – stwierdził kardynał, dodając, „że nie można zaakceptować sytuacji, w której ktoś wybiera jedno, a odrzuca drugie». Kard. Müller dodał, że nie trzeba być zafascynowanym każdym kazaniem biskupa lub papieża. Jedynie Magisterium, które jest deklaracją wiary, musi być zaakceptowane. «Wolność religijna jako fundamentalne prawo człowieka i wolność ochrony religii za względu na nadprzyrodzone objawienie Jezusa Chrystusa są bez zastrzeżeń uznawane przez wszystkich katolików» – stwierdził kard. Müller. Uznanie II Soboru Watykańskiego nie jest jakąś «nierozsądnie wysoką poprzeczką do pokonania» – powiedział i dodał, że jest to raczej «adekwatne lekarstwo, aby osiągnąć pełną jedność z papieżem oraz z biskupami, którzy są z nim w jedności». Prefekt Kongregacji Nauki Wiary zapewnił, że stosunek papieża Franciszka do Bractwem nie różni się od stosunku doń papieża-emeryta Benedykta XVI. «Postrzega tę i podobne grupy jako katolików, ale wciąż na drodze do pełnej katolickiej jedności».”
  7. Wywiad bp. Fellaya dla „National Catholic Register” z 13 maja 2016 r.: „Nie dążę do regulacji kanonicznej jako czegoś absolutnie koniecznego. Jest to dla mnie coś oczywistego, coś, do czego mamy prawo, jednak aby ją osiągnąć nie pójdziemy na kompromis, który mógłby naruszyć wiarę lub dyscyplinę Kościoła. Uważamy, że nie przyznanie jej nam jest czymś niesprawiedliwym, zatem wyrażamy nasz punkt widzenia. To wszystko. Jeśli postawią przed nami wybór pomiędzy, dajmy na to, dochowaniem wiary a pójściem na kompromis, wiadomo, co zrobimy. Nie pójdziemy na kompromis.”
  8. J 17, 19.
Opublikowano Kazania, przemówienia i listy | Otagowano , , , | Możliwość komentowania USA: Kazanie bp. de Galarrety podczas święceń kapłańskich została wyłączona

Warszawa: Dzień Rodziny w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny

Dzień Rodziny w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości

Dzień Rodziny w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości

Środa 22 czerwca była w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości dniem wyjątkowym. Zamiast lekcji odbył się tam bowiem Dzień Rodziny, na który zaproszono wszystkich uczniów (również z nauczania domowego) wraz z rodzicami i dziadkami.

To święto całej społeczności szkolnej rozpoczęła uroczysta Msza święta odprawiona przez dyrektora naszej szkoły, ks. Dawida Wierzyckiego FSSPX. Następnie uczniowie starszych klas przedstawili spektakl teatralny poświęcony postaci świętej Katarzyny Labouré i objawieniom Najświętszej Maryi Panny, których ta francuska zakonnica była świadkiem w roku 1830. Pięknym gestem ze strony młodych aktorów na zakończenie przedstawienia było rozdanie wszystkim widzom Cudownych Medalików wraz z tekstem modlitwy św. Bernarda. Przygotowaniami do spektaklu kierowała niestrudzona pani Aldona Duklewska.

Kolejnym punktem programu był słodki poczęstunek przygotowany przez niezawodne mamy i babcie naszych uczniów. Odbywał się on na szkolnym podwórzu, gdzie nauczyciele przygotowali z kolei wiele zabaw i konkurencji sportowych: od bicia rekordu w skokach na skakance, przez wbijanie gwoździ jak najmniejszą liczbą uderzeń młotka i rzucanie lotkami w tarczę, po dmuchanie ogromnych baniek mydlanych. Świetnie bawili się przy tym zarówno uczniowie, jak i ich rodzice, którzy nieczęsto mają okazję uczestniczyć w tego typu rywalizacjach.

Opublikowano Galerie fotograficzne, Polska | Otagowano , | Możliwość komentowania Warszawa: Dzień Rodziny w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny została wyłączona