Wywiad z bp. Fellayem po jego spotkaniu z kard. Müllerem

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny FSSPX

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny FSSPX

Wywiad z bp. Bernardem Fellayem, przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, przeprowadzony po jego spotkaniu z kard. Gerardem Ludwikiem Müllerem, prefektem Kongregacji Nauki Wiary.

 

23 września br. Wasza Ekscelencja spotkał się z kard. Müllerem. Komunikat Biura Prasowego Watykanu powtarza sformułowania znane z komunikatu wydanego w 2005 r. po spotkaniu z papieżem Benedyktem XVI, w którym również była mowa o tym, że obie strony będą „procedować stopniowo, w rozsądnym okresie czasu (…) i z zachowaniem perspektywy pełnej komunii”. Z drugiej strony tegoroczny komunikat mówi o „pełnym pojednaniu”. Czy to znaczy, że wszystko zaczyna się znów od początku?

I tak, i nie – w zależności od przyjętego punktu widzenia. Nie jest to nic nowego w tym sensie, że zarówno nasi rozmówcy, jak i my sami zdajemy sobie sprawę, że wciąż mamy do czynienia z różnicami doktrynalnymi – jasno określonymi podczas dyskusji teologicznych [prowadzonych] w latach 2009–2011 – i że z tego powodu nie mogliśmy podpisać preambuły doktrynalnej, przedłożonej przez Kongregację Nauki Wiary w 2011 r.

A co jest nowego?

Mamy nowego papieża, a na czele Kongregacji Nauki Wiary stoi nowy prefekt. To niedawne spotkanie pokazuje, że ani oni, ani my nie chcemy przerwy we wzajemnych relacjach: obie strony podkreślają, że wyjaśnienie kwestii doktrynalnych jest niezbędne przed jakąkolwiek formą uznania kanonicznego. To dlatego władze rzymskie domagają się wyraźnego uznania [przez Bractwo] preambuły doktrynalnej, a z kolei my nie możemy jej podpisać z powodu zawartych w niej dwuznaczności.

Kolejnym nowym faktem jest zaostrzenie się kryzysu w Kościele. W przeddzień Synodu o Rodzinie (chodzi o III Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, które ma się odbyć w dniach od 5 do 19 października br. – przyp. red.) wychodzą na jaw wysunięte przez kilku kardynałów poważne i dobrze umotywowane zarzuty pod adresem propozycji kard. Kaspera dotyczących udzielania komunii osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach. Podobna sytuacja nie miała w Rzymie miejsca od czasu interwencji kardynałów Ottavianiego i Bacciego i upublicznienia ich Krótkiej analizy krytycznej nowego porządku Mszy w 1969 r.

Ale to, co się nie zmieniło, to fakt, że władze rzymskie wciąż nie biorą pod uwagę naszej krytyki soboru, ponieważ w porównaniu z poważnymi problemami w dzisiejszym Kościele wydaje im się ona sprawą drugorzędną czy wręcz wydumaną. Hierarchowie dostrzegają kryzys, który wstrząsa Kościołem na jego najwyższym szczeblu – teraz dotyka on kardynałów – ale nie uważają, że jego przyczyną może być właśnie sobór. To jest jak dialog głuchych.

Czy Wasza Ekscelencja może podać konkretny przykład?

Przykładem tego, o co obwiniamy sobór, są propozycje kard. Kaspera umożliwienia komunii osobom rozwiedzionym, pozostającym w nowych związkach. W przemówieniu, które kardynał wygłosił podczas konsystorza 20 lutego br., zaproponował, aby uczynić to samo, do czego doszło na soborze, to znaczy: potwierdzić naukę katolicką, ale jednocześnie zaoferować „rozwiązania duszpasterskie”.

W licznie udzielanych wywiadach kard. Kasper ponawia rozróżnienie pomiędzy nauczaniem a praktyką duszpasterską. Twierdzi, że teoretycznie nie można zmienić doktryny, ale jednocześnie zastrzega, że konkretnie, w rzeczywistości, zdarzają się sytuacje, w których doktryna nie znajduje zastosowania. Wówczas, zgodnie z jego opinią, rozwiązanie można znaleźć tylko dzięki podejściu duszpasterskiemu… kosztem nauczania. Winimy sobór za stworzenie tego sztucznego podziału między doktryną a praktyką duszpasterską, ponieważ ta praktyka musi wynikać z doktryny. Na skutek wielu ustępstw poczynionych ze względów duszpasterskich w Kościele zostały wprowadzone istotne zmiany, a jego doktryna została naruszona. Oto, co wydarzyło się podczas i po soborze, a my potępiamy właśnie tę strategię, której dziś używa się przeciwko moralności małżeńskiej.

Ale czy zmiany wprowadzone podczas soboru, które pośrednio naruszały doktrynę, były tylko pastoralne?

Nie, rzeczywiście trzeba zauważyć, że poważne zmiany zostały dokonane również w samej doktrynie: wolność religijna, kolegializm, ekumenizm… Jednak jest prawdą, że te zmiany wyraźniej przejawiają się w swoich konkretnych zastosowaniach duszpasterskich, ponieważ w dokumentach soborowych są one przedstawione jako nieśmiałe sugestie, podane nie wprost, pełne niedopowiedzeń… co czyni z nich – by użyć słów mego poprzednika, ks. Schmidbergera – „bomby zegarowe”.

Gdzie wśród propozycji kard. Kaspera Wasza Ekscelencja dostrzega rozwiązania duszpasterskie, które uwypuklają zmiany doktrynalne wprowadzone podczas soboru? Gdzie można zobaczyć „bombę zegarową”?

W wywiadzie udzielonym 18 września watykaniście Andrzejowi Torniellemu kardynał powiedział: „Doktryna Kościoła nie jest systemem zamkniętym – II Sobór Watykański naucza o jej rozwoju, co oznacza, że ​​jest możliwe jej pogłębienie. Zastanawiam się, czy pełniejsze zrozumienie, podobne do tego, jakie widzieliśmy w eklezjologii, jest możliwe także w tym przypadku (tzn. rozwiedzionych katolików żyjących w związkach cywilnych – przyp. A.T.). Chociaż Kościół katolicki jest prawdziwym Kościołem Chrystusa, to również poza instytucjonalnymi granicami Kościoła istnieją elementy eklezjalności. Czy niektóre elementy małżeństwa sakramentalnego nie mogłyby być, w pewnych przypadkach, uznawane również w małżeństwach cywilnych? Na przykład zobowiązanie na całe życie, wzajemna miłość i opieka, chrześcijańskie życie i publiczna przysięga wierności, która nie występuje w wolnych związkach.”

To, co mówi kard. Kasper, jest całkiem logiczne i doskonale spójne. Proponuje on – w dziedzinie małżeństwa – duszpastersko zastosować nowe zasady dotyczące Kościoła, w imię ekumenizmu wyrażone na soborze: istnieją elementy eklezjalności poza Kościołem. Kardynał logicznie przechodzi z dziedziny ekumenizmu kościelnego do ekumenizmu małżeńskiego. Zatem, jego zdaniem, istnieją elementy małżeństwa chrześcijańskiego poza sakramentem [małżeństwa]. Mówiąc wprost, trzeba by zapytać małżonków, co pomyśleliby o [propozycji] „ekumenicznej” wierności małżeńskiej albo „wierności w różnorodności”! I analogicznie, co my mamy myśleć o tak zwanej „ekumenicznej” jedności doktrynalnej, która jest jednością w różnorodności? To są konsekwencje tego, co potępiamy, ale Kongregacja Nauki Wiary albo tego nie dostrzega, albo nie chce dostrzec.

Jak należy rozumieć wyrażenie „procedować stopniowo”, obecne w watykańskim komunikacie?

Jako wspólne – Rzymu i Bractwa Świętego Piusa X – pragnienie kontynuowania rozmów doktrynalnych w szerszych, mniej formalnych ramach niż to miało miejsce podczas poprzednich dyskusji.

Ale skoro rozmowy doktrynalne z lat 2009–2011 nie przyniosły żadnego rezultatu, to po co je wznawiać, choćby i w szerszym zakresie?

Ponieważ – idąc za przykładem abp. Lefebvre’a, który nigdy nie odrzucał zaproszeń władz rzymskich – zawsze rozmawiamy z tymi, którzy pytają nas o przyczyny naszej wierności Tradycji. Nie możemy uchylać się od tej powinności i będziemy wypełniać ją w duchu i w ramach obowiązków, które zostały określone podczas ostatniej Kapituły Generalnej FSSPX.

Ale, skoro wspomniał Ksiądz moją audiencję u papieża Benedykta XVI w 2005 r., to pamiętam, iż powiedziałem wówczas, że chcieliśmy wykazać, że w dzisiejszym świecie Kościół byłby silniejszy, gdyby stał na straży Tradycji. Chciałbym też dodać: gdyby z dumą wspomniał na swoją dwutysiącletnią Tradycję. Raz jeszcze powtórzę, że pragniemy dać nasze świadectwo – jeśli Kościół chce zakończyć ten tragiczny kryzys, w którym jest pogrążony, to lekarstwem nań jest Tradycja. W ten sposób manifestujemy naszą synowską cześć dla wiecznego Rzymu, dla Kościoła, Matki i Nauczycielki prawdy, któremu jesteśmy głęboko oddani.

Wasza Ekscelencja powiedział, że to jest dawanie świadectwa; czyż nie jest to raczej wyznanie wiary?

Jedno nie wyklucza drugiego. Nasz Założyciel zwykł mawiać, że teologiczne argumenty, przez które wyznajemy wiarę, nie zawsze są rozumiane przez naszych rzymskich rozmówców, ale to nie zwalnia nas z obowiązku ich przywoływania. Co więcej, Arcybiskup, ze swoim charakterystycznym nadprzyrodzonym realizmem, dodawał, że konkretne osiągnięcia Tradycji, takie jak seminaria, szkoły, przeoraty, liczba księży, braci i sióstr, seminarzystów i wiernych świeckich, również ma wielką wartość jako dowód. Wobec tych namacalnych faktów nie sposób użyć bałamutnych argumentów: contra factum non fit argumentum (łac. ‘z faktami się nie dyskutuje’). A w tym przypadku możemy wytłumaczyć znaczenie tej łacińskiej sentencji słowami Pana Jezusa: „przeto z owoców ich poznacie ich”. I w tym sensie, wyznając wiarę, musimy dawać świadectwo żywotności Tradycji.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmowy z Rzymem, Wywiady i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.