Bóg sprawiedliwie osądzi Franciszka

Ks. Łukasz Weber FSSPX

Ks. Łukasz Weber FSSPX

Kazanie ks. Łukasza Webera FSSPX, wygłoszone 6 listopada br. w Warszawie po oficjalnej wizycie papieża Franciszka u protestantów.

Drodzy Wierni!

Wszystkich nas smuci to, co wydarzyło się w tym tygodniu, a mianowicie oficjalna wizyta papieża Franciszka w szwedzkim Lund, gdzie wspólnie z luteranami odprawił ekumeniczne nabożeństwo. W ten sposób z okazji pięćsetlecia wystąpienia Lutra uczcił jego rzekome zasługi dla chrześcijaństwa.

Zdjęcia z tego wydarzenia obiegają cały świat. Widać na nich papieża w albie, prostej czerwonej stule i z krzyżem na piersi, czyli w szatach liturgicznych. Obok niego stoją koncelebrujący mężczyźni, również w albach, czerwonych stułach i z krzyżami na piersiach. Nazywa się ich luterańskimi biskupami, ale my wiemy, że są jedynie świeckimi. Do tego jeszcze kobieta ubrana jak oni – luterańska „arcybiskupka”.

Ta sytuacja wprowadza w błąd. Fałszywy przekaz głosi, albo że te wszystkie osoby są wyświęconymi szafarzami, co nie odpowiada prawdzie, albo (gdyby nie brać pod uwagę ważności święceń), że sakrament święceń nie jest tak naprawdę ważny, a insygnia biskupie mogą być również noszone przez świeckich. Przecież papież uznaje te osoby za biskupów.

W opracowanym za Piusa X Kodeksie prawa kościelnego takie działanie zostało zakazane.

Niestosujący się do tego byli podejrzewani o herezję, natomiast księża, którzy by świadomie i dobrowolnie odprawiali nabożeństwa z niekatolikami (określane przez prawo kościelne jako communicatio in divinis) zaciągali na siebie ekskomunikę. Papież Pius XI w swojej encyklice Mortalium animos wyjaśnił, dlaczego katolikom nie wolno obcować z protestantami w duchu tzw. panchrześcijaństwa.

Dzisiaj jednak papież przez swoje działanie zachęca wszystkich katolików do sprawowania nabożeństw wspólnie z protestantami!

To jeszcze nie wszystko. Papież Franciszek podpisał z przewodniczącym Światowej Federacji Luterańskiej wspólne oświadczenie. Jest w nim mowa o jedności w Chrystusie katolików i protestantów, której… nie ma. To nie więcej niż domek z kart zbudowany na fundamencie emocji.

Faktycznie luteranie nie uznają Chrystusa za Najwyższego Kapłana, Mszy św. za ofiarę, rzeczywistą obecność Jezusa w Sakramencie Ołtarza za następstwo transsubstancjacji ani święceń kapłańskich za sakrament wyciskający na duszy nieutracalne piętno…

To wszystko – i jeszcze inne dogmaty – papież przemilcza bądź pomija. Najwyraźniej przyjazna atmosfera jest dla niego ważniejsza. Odpowiednio do tego w deklaracji z Lund pisze: „Przez dialog i wspólne świadectwo nie jesteśmy już dłużej sobie obcy. Raczej nauczyliśmy się, że to, co nas łączy, jest większe niż to, co nas dzieli”.

Jedyny prawdziwy Kościół, poza którym nie ma zbawienia, jest przez tę deklarację stawiany na równi z heretykami. Cytat: ,,Wzywamy naszych ekumenicznych partnerów do przypominania nam naszych obowiązków i dodawania nam odwagi”. Z tego wynika, że Kościół katolicki i luteranie są ekumenicznymi partnerami, a luteranie mają przypominać katolikom o ich powinnościach!

Już od dawna nie chodzi o to, żeby heretyków i schizmatyków nawracać na prawdziwą wiarę, do jedynego, prawdziwego Kościoła, jak tego żąda Pius XI w zgodzie z nakazem misyjnym Pana Jezusa. Posłuchajcie, w jakże innym języku przemawia encyklika Mortalium animos: „Z tego wynika, wielebni Bracia, z jakich powodów Tron Apostolski nigdy nie brał udziału w konferencjach niekatolików. Nie ma bowiem innej drogi do zjednoczenia wszystkich chrześcijan niż ta, żeby wspomagać powrót wszystkich odłączonych braci do prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego się przecież w zgoła nieświęty sposób oddzielili”. Zauważcie, że papież mówi jedynie o konferencjach, a nie o wspólnych nabożeństwach z niekatolikami!

W opozycji do tego papież Franciszek uznał prozelityzm, jak się dzisiaj z pogardą mówi o apostolacie na rzecz nawrócenia innowierców, jako niekorzystny dla ekumenizmu. Zatem czytamy w deklaracji z Lund: „Zwracamy się do wszystkich luterańskich i katolickich wspólnot, aby nieustraszenie i twórczo, radośnie i pełne nadziei kontynuowały tę wielką podróż, która przed nami leży. Bardziej niż dawne konflikty, Boży dar jedności będzie prowadził naszą współpracę i pogłębiał naszą solidarność”.

Już się nie dąży do nawrócenia  protestantów – raczej jesteśmy „w podróży”, której celem jest pogłębiona jedność i solidarność. To znaczy tyle, że prawdy wiary nie grają żadnej roli albo że Kościół katolicki tych prawd nie ma i musi ich szukać razem z protestantami.

Deklaracja dąży też (nieco skrycie) do tak zwanej interkomunii, czyli do tego, aby również protestanci mogli przyjmować Najświętszy Sakrament. A przecież oni nawet nie wierzą w prawdziwą obecność Chrystusa w Hostii! Cytat: „Wielu członków naszych wspólnot tęskni za tym, żeby przyjmować komunię  na jednej «uczcie» jako wyraz pełnej jedności. Dowiadujemy się o bólu tych, którzy dzielą ze sobą całe życie [chodzi zapewne o dobrowolnie zawarte małżeństwa mieszane], ale nie mogą dzielić zbawczej obecności Boga w jednej Uczcie Eucharystycznej. Rozpoznajemy naszą wspólną duszpasterską odpowiedzialność jako zaspokojenie głodu i pragnienia naszych ludzi do zjednoczenia w Chrystusie”.

Są to wzniosłe słowa, które co prawda wskazują pewien kierunek, ale nie powiedziano wyraźnie, że chce się udzielać komunii wszystkim bez różnicy.

Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan kard. Kurt Koch tego samego dnia wieczorem w Lund tłumaczył, że wspólna komunia jest wyrazem jedności. Tej jedności między katolikami i luteranami jeszcze nie udało się osiągnąć, jednak przy szczególnych okazjach, jak na przykład ślub mieszany, niekatolicki partner również mógłby przyjąć komunię. Chodziłoby nie o eucharystyczną wspólnotę, ale o „eucharystyczną gościnność”. Ta ostatnia byłaby jedynie wyjątkiem. Trudno byłoby podać uniwersalne wytłumaczenie, bo sytuacje duszpasterskie są bardzo zróżnicowane.

Ale czym ma być ta eucharystyczna gościnność? Luteranina można zaprosić na kawę i ciasto, ale przecież nie do przyjmowania komunii! Czy najwyżsi dostojnicy Kościoła zapomnieli o upomnieniu św. Pawła skierowanym do Koryntian? „Tak więc ktokolwiek by jadł ten chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej (…) Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije, nie rozróżniając ciała Pańskiego” (1 Kor 11, 27–29). Kto, jak protestanci, nie wierzy w rzeczywistą obecność Boga w komunii, w katolickim sensie, nie jest godny przyjmowania komunii!

Jest to kolejny skandalon na drodze błędów od II Soboru Watykańskiego. Słowo skandalon oznacza teologiczne zgorszenie, a mianowicie skłanianie do grzechu. Obecny papież do tego przykłada rękę, a to jest bardzo poważna sprawa!

Ale uwaga, musimy się wystrzegać wyciągania złych wniosków! To nie znaczy, że Franciszek nie jest papieżem, a tylko tyle, że papież popełnia poważny błąd. Historia daje nam wiele przykładów, że jest to możliwe.

W XX wieku rozwinęła się papolatria, która z rosnącym modernizmem stawała się coraz większa. Wzmaganie się personalistycznego i subiektywistycznego myślenia w kombinacji z aktorskimi zdolnościami Jana Pawła II zwiększyły posłuch dla papieża jako człowieka i jego prywatnych opinii. Oddawanie czci papieżowi jako papieżowi, jak to jeszcze było za Piusa XII, zostało zastąpione przez przywiązanie do osoby papieża, który jest traktowany jak współczesny celebryta. Jest to niebezpieczne i dla wiernych, i dla samego papieża! Taka postawa może się łatwo zmienić w coś odwrotnego.

Nie wolno nam popełniać tego błędu: żadnej papolatrii! Nie powinniśmy mieć ani złego przywiązania do dobrego papieża (kiedy taki będzie), ani nie powinniśmy odrzucać złego papieża. Bóg sprawiedliwie osądzi Franciszka, tak jak każdego z nas.

Jednakże nie możemy iść za nim błędną drogą. Raczej musimy zachowywać ciągłą naukę Kościoła. JE Athanasius Schneider, biskup pomocniczy w Astanie w Kazachstanie, wypowiedział się przed trzema dniami w zrozumiały sposób: „Mamy już nieomylną odpowiedź na błędy Marcina Lutra: Sobór Trydencki. Nauki soboru są, w przeciwieństwie do tych Lutra, powtarzam – nieomylne, ex cathedra. Komentarze papieża w samolocie nie są ex cathedra”.

Oczywiście nie chodziło mu tylko o mylące wypowiedzi papieża w samolocie, ale ogólnie o jego złe kroki. W moim odczuciu samolot symbolizuje to, że papież opuścił pewny grunt nauki wiary i leci w kierunku niebezpiecznych ideologii i uczuć.

Odnośnie do nieomylności papieża, ma on ją jedynie gdy ogłasza coś ex cathedra, jak zresztą naucza I Sobór Watykański: „Kiedy rzymski pontifex przemawia ex cathedra, ma wtedy tę nieomylność, którą boski Wybawiciel wyposażył Kościół przy definiowaniu nauki o wierze i obyczajach; dla tego taki definicje są nieodwołalne”. To nie znaczy, że Duch Święty zasadniczo zapobiega głoszeniu błędów przez papieża – On jedynie zapobiega głoszenia tychże ex cathedra. Jednak ani Vaticanum II, ani papież Franciszek nie ogłosili niczego ex cathedra. To znaczy, że nie cieszą się nieomylnością, ale że obowiązują tu zwykłe teologiczne kryteria oceny.

W tych niespokojnych czasach nie jesteśmy w stanie wszystkiego na bieżąco krytycznie komentować. To nie jest też konieczne, chociaż czasem musimy zabrać głos. Abp Marcel Lefebvre i Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X już dostatecznie jasno wyrazili swoją postawę. Aktualnie jesteśmy dla Watykanu niejako solą w oku. Decydujące jest to, że dalej konsekwentnie dajemy świadectwo i w zgodzie z tradycją kontynuujemy odbudowę Kościoła.

Jak Matatiasz za czasów machabejskich ok. 170 roku przed Chrystusem, abp Lefebvre powstał i zawołał: „Każdy, kto gorliwie miłuje zakon zachowując przymierze, niech wyjdzie ze mną!” (1 Mach 2, 27). Przed swoją śmiercią Matatiasz przekazał dowodzenie swoim synom. Fazy walk i odbudowy następowały po sobie. W naszym bractwie jest analogicznie.

Kto bezinteresownie był wierny, tego Bóg chronił, kto jednak szukał własnej chwały i nie był posłuszny, tego masakrowali wrogowie. Tak i my musimy rozważnie i nie przeceniając siebie trzymać się katolickiej tradycji. Pokornie, odważnie i ofiarnie, jak o to prosiła Najświętsza Maryja Panna w Fatimie. Kto się jej nie będzie trzymał, marnie skończy.

To jest jak w przypowieści z dzisiejszej Ewangelii (Mt 13, 24–30): chwastu nie można wyrwać od razu, ale gdy nadejdą żniwa zostanie oddzielony od zboża i w ogień rzucony. Ćwiczmy się zatem w cierpliwości i zaufajmy pewnej pomocy Maryi. Amen.

Opublikowano Kazania, przemówienia i listy | Otagowano , , , , | Możliwość komentowania Bóg sprawiedliwie osądzi Franciszka została wyłączona

Z Bożą pomocą nie skapitulujemy

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

8 października 2016 r., podczas Dni Tradycji w Port-Marly (Francja) bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Świętego Piusa X, wygłosił konferencję poświęconą stanowi relacji Bractwa z Rzymem, której dłuższy fragment przytaczamy.

Czy dokumenty soboru duszpasterskiego mogą być przedmiotem dyskusji?

Nieoczekiwanie ponad rok temu Rzym przedstawił nam nową propozycję. Byliśmy naprawdę zaskoczeni, ponieważ [zawsze] mówiliśmy: „Nie. Nie możemy powiedzieć, że sobór jest w zgodzie z Tradycją. Nie możemy tego uczynić. Jest też kwestia nowej Mszy – nie możemy uznać, że jest ona dobra”. A jednak nieoczekiwanie przedstawiono nam nową propozycję, czego przyczyny wyjaśnia do pewnego stopnia treść kilku wywiadów udzielonych przez abp. Pozzo. Wynika z nich, że początkowo Rzym chciał, żebyśmy zaakceptowali wszystko (tj. całe nauczanie Vaticanum II – przyp. tłum.) – nie udało się mu jednak nas do tego nakłonić. Tak więc zaczęto się zastanawiać, jak wyjść z tej kłopotliwej sytuacji, ponieważ znaleźliśmy się w impasie – i wydaje się, że znaleziono pewien sposób. Polegał on na wyróżnieniu w dokumentach soborowych kwestii ważniejszych oraz mniej istotnych. Po raz pierwszy abp Pozzo wspomniał o tym w lutym 2016 r., czyli niemal dziewięć miesięcy po zaprezentowaniu nam tej propozycji.

W efekcie Rzym zrezygnował z pewnych dość ważnych żądań. Obecnie nie wymaga się już od nas złożenia „wyznania wiary kard. Ratzingera”. Chodzi o zakwestionowane niegdyś przez abp. Lefebvre’a słowa, jakie zostały dodane przez kard. Ratzingera do składanego zwyczajowo wyznania wiary, a odnoszące się do tego, co nazywamy Magisterium autentycznym. Jak wyjaśnił kard. Ratzinger, celem dodania tych słów było uzyskanie [od Bractwa] podporządkowania się dokumentom Magisterium autentycznego, obligującym katolików do zaakceptowania soboru.

Można nad tym dyskutować: jest oczywiście prawdą, że jesteśmy winni okazywać pełne szacunku podporządkowanie dokumentom Magisterium, np. encyklikom. Traktowanie takich dokumentów z szacunkiem jest czymś całkowicie naturalnym, jako że są one ogłaszane przez najwyższą władzę w Kościele. Tak więc to żądanie samo w sobie nie jest szokujące, jest nawet katolickie. Kiedy jednak odniesie się je do soboru, staje się problematyczne.

Tak więc rzeczywiście wzdragaliśmy się przed złożeniem tego wyznania wiary. I cóż, jak się okazuje, obecnie się już tego od nas nie wymaga! Obecnie Rzym chce, żebyśmy złożyli stare trydenckie wyznanie wiary Piusa IV. W skierowanym do nas dokumencie określa się je mianem „wyznania wiary ojców soborowych”. Tak, ojcowie soborowi – innymi słowy biskupi zgromadzeni na II Soborze Watykańskim – złożyli na początku 1. sesji wyznanie wiary, które jest w istocie wyznaniem tradycyjnym. Podobnie jak Mszą, którą sprawowano podczas soboru, była stara Msza…

Różna ranga doktrynalna dokumentów soborowych

Druga zmiana polega na tym, że zrezygnowano z wysuwania wobec nas jakichkolwiek żądań odnośnie do akceptacji wolności religijnej i ekumenizmu. Nie wspomina się już o tym. To interesujące! Jaki jest tego powód? W tym pierwszym wywiadzie udzielonym [przez abp. Pozzo] agencji Zenit w lutym (28 lutego 2016 r. – to i pozostałe uściślenia źródeł dodane przez red. DICI) możemy przeczytać, że katolicy muszą akceptować wszystkie dokumenty soboru, jednak nie w równym stopniu. Ta idea została rozwinięta następnie w kwietniu („La Croix” z 7 kwietnia 2016 r.). W tym momencie staje się to szczególnie interesujące, ponieważ nieoczekiwanie mówi się nam, że dokumenty przyjęte przez sobór nie mają charakteru dogmatycznego, innymi słowy, że akceptacja wszystkich przyjętych wówczas deklaracji – deklaracji wobec świata (niejasne; być może chodzi o konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes – przyp. red. WTK) itd. – nie jest wg abp. Pozzo konieczna, żeby być uznanym za katolika. Co to oznacza? „Nie musicie się z tym zgadzać, żeby być uznanymi za katolików”. Kiedy to usłyszałem, uznałem to za tak zdumiewające, iż powiedziałem abp. Pozzo: „Możliwe, że będę musiał poprosić Ekscelencję, by przybył do nas i powtórzył to osobiście, ponieważ moi współbracia mi nie uwierzą”. Myślę, że nawet dziś możemy mieć wątpliwości: czy to było powiedziane na serio? Czy istotnie tak uważają? Abp Pozzo rzeczywiście udzielił kilku wywiadów. Przytoczyłem tu fragment wywiadu z kwietnia, następnie pojawiły się kolejne (4 lipca dla agencji Zenit oraz 28 lipca dla „Christ und Welt”). Pomiędzy tymi dwoma datami, w czerwcu, jego przełożony – kard. Müller – powiedział jednak coś wręcz przeciwnego (por. „Herder Korrespondenz” z czerwca 2016 r.). „«Wyrazy prawd wiary i autentycznej doktryny katolickiej zawarte w dokumentach II Soboru Watykańskiego muszą być akceptowane stosownie do stopnia wymaganego [od wiernych] posłuszeństwa» – kontynuował włoski biskup, potwierdzając jeszcze raz różnicę pomiędzy dogmatami a pewnymi dekretami czy deklaracjami zawierającymi «dyrektywy dla działalności duszpasterskiej, wskazówki i sugestie czy też zachęty o charakterze praktycznym czy duszpasterskim», jak to miało miejsce zwłaszcza w przypadku Nostra aetate, która zainaugurowała dialog z religiami niechrześcijańskimi. Ta ostatnia [powiedział abp Pozzo] «będzie stanowić, po rozpoznaniu kanonicznym, przedmiot dyskusji i szczegółowego badania mającego na celu osiągnięcie większej precyzji oraz wyeliminowanie niejasności i zapobieżenie błędnym jej interpretacjom, które – jak wiemy – są obecnie bardzo rozpowszechnione»”. To naprawdę bardzo interesujące.

Deklaracje te nie są jednak zawsze całkowicie jasne. Niekiedy można odnieść wrażenie, że abp Pozzo stara się zadowolić obie strony. Do nas mówi: „Możecie nie zgadzać się z tym i nadal być katolikami”. Gdyby jednak powiedziało się to zbyt głośno w świecie modernistów, skutkiem byłaby rewolucja. Dlaczego? Ponieważ – jak zawsze podkreślaliśmy – te idee, które są zabójcze dla Kościoła, zostały wprowadzone przez sobór w dokumentach o ekumenizmie, wolności religijnej oraz w Nostra aetate (Deklaracji o stosunkach z religiami niechrześcijańskimi). To właśnie tam oraz w Gaudium et spes w najdobitniejszy sposób zostało wyrażone pozytywne stanowisko [Kościoła] wobec świata. Właśnie dlatego zawsze krytykowaliśmy te dokumenty soborowe. Nie ulega wątpliwości, że w tekstach soborowych można znaleźć potwierdzenie znacznej liczby dogmatów, np. o Trójcy Świętej, o bóstwie Chrystusa itp. Sobór naucza nawet, że zbawienie można osiągnąć jedynie za pośrednictwem Chrystusa. Wszystko to sobór potwierdza. Ktoś nawet żartobliwie wykazywał, że Bractwo było bardziej wierne soborowi niż jezuici.

Problemem nie są jednak dobre rzeczy, jakie możemy znaleźć w tych dokumentach, a które rzeczywiście są w nich obecne. Problemem są rzeczy złe! Jeśli do zupy dodano cyjanku, jakie ma znaczenie to, czy w skład jej wchodzą smaczne warzywa i pyszny bulion ugotowany na najczystszej wodzie? Ze względu na obecność trucizny taka zupa jest niejadalna. I dokładnie z czymś takim mieliśmy do czynienia podczas soboru; właśnie dlatego mówimy, że jest on „niejadalny”. Nie ze względu na dobre rzeczy, jakie można znaleźć w jego dokumentach, ale z powodu trucizny. I – aby być zupełnie ścisłym – ta trucizna nie jest obecna wszędzie, ale jedynie w pewnej liczbie tych tekstów, o których abp Pozzo mówi nam obecnie: „Nie jesteście zobligowani do ich zaakceptowania, aby być uznani za katolików”.

Jednakże przeważająca większość osób należących dziś do Kościoła uważa, że jest dokładnie odwrotnie. Innymi słowy, widzą oni w tych dokumentach fundament swego Kościoła, tego, co jest nazywane Kościołem soborowym. Moderniści na tym właśnie się opierają. Zasadniczy element naszej walki polega więc na mówieniu tego, o czym wspomniałem przed chwilą, bez żadnych upiększeń, aby przekonać się, jak zareagują moderniści, ponieważ – będąc tym, kim są – muszą zareagować. Nie mogą przystać na takie ustępstwo. Muszą interweniować w Rzymie i powiedzieć władzom [Kościoła]: „To niedopuszczalne”. Gdzieniegdzie przybierze to wręcz formę ultimatum: „my albo oni”. Te stanowiska są nie do pogodzenia. Zobaczymy, co ostatecznie z tego wyniknie.

Sobór jest teoretycznie duszpasterski, w praktyce jednak dogmatyczny

Kard. Müller upierał się: „Nie, Bractwo musi zaakceptować cały sobór!”. Mówił nawet o nieodwracalności zaangażowania Kościoła w ekumenizm. To jednak nie wszystko… Mówi on [również] o liturgii, o wolności religijnej, a następnie w lipcu jego podwładny twierdzi coś zupełnie przeciwnego. Co za chaos! Komu mamy wierzyć? To nie do pomyślenia, by abp Pozzo mówił to, co mówi, nie mając żadnego wsparcia. A osobą, która mu tego wsparcia udziela, jest papież. Jest to oczywiście sytuacja absolutnie bezprecedensowa. Co do mnie, to z ciekawością czekam co z tego wyniknie, ponieważ pojawiły się już krytyczne reakcje na jego słowa. Przykładowo pewni niemieccy świeccy wydali wspólnie ze środowiskiem żydowskim oświadczenie (domradio.de z 19 maja 2016 r.), stwierdzające: „Uznanie Bractwa bez [akceptacji przez nie] Nostra aetate jest nie do przyjęcia”. Dokładnie tak to sformułowano. Z kolei niemiecki wykładowca teologii (Jan-Heiner Tück, „Neue Zürcher Zeitung” z 23 maja 2016 r. i „Salzburger Nachrichten” z 5 lipca 2016 r.) wydał w Wiedniu oświadczenie, w którym napisał: „Jeśli przyjmie się Bractwo na powrót do Kościoła bez uznania przez niego soboru, to będzie ono w Kościele koniem trojańskim”. O oświadczeniu tym donosiło nawet Radio Watykańskie. Pojawiły się też inne dokumenty, z których jeden został napisany przez przedstawicielkę American Jewish Committee w Rzymie (Lisa Palmieri-Billig, „Vatican Insider” z 28 lipca 2016 r.). Komentowała ona w nim artykuł abp. Pozzo z lipca, w którym jasno i wyraźnie stwierdził on, że uznanie Nostra aetate i akceptacja ekumenizmu nie mogą być uważane za kryterium katolickości, że można je odrzucać i pomimo to pozostać katolikiem. W tym komentarzu, napisanym bardzo inteligentnie, autorka cytuje słowa rabina, wykładowcy teologii oraz muzułmanina, który stwierdza: „Śledzimy bardzo uważnie rozwój stosunków pomiędzy Bractwem a Rzymem, ponieważ również nas to dotyczy”. Ten tekst stanowił bardzo jednoznaczne ostrzeżenie dla Rzymu. Pojawiły się też jeszcze inne publikacje… Autorem jednej z nich był szwajcarski jezuita (Christian Rutishauser SI, „Tages-Anzeiger” z 30 września 2016 r.), będący członkiem komisji doradzającej papieżowi w kwestii stosunków z Żydami. W artykule opublikowanym na łamach periodyku ukazującego się w Szwajcarii stwierdził on, że zamierza osobiście porozmawiać z papieżem, ponieważ absolutnie nie do przyjęcia jest uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa bez zobligowania go do akceptacji Nostra aetate. Tak więc należy oczekiwać, że będą wywierane zdecydowane naciski, aby [przedstawiciele Rzymu] wycofali się z wygłoszonych publicznie opinii, wedle których pewne dokumenty soborowe nie są wiążące dla katolików. Cóż, zobaczymy; będzie to bardzo ciekawe.

Zobaczymy, co zrobią władze rzymskie. Zobaczymy, czy będą się stosować do tej zasady (odnośnie do różnej rangi doktrynalnej tekstów soborowych – przyp. tłum.), nawet bez wskazywania, kto ma słuszność, a kto się myli… bowiem już samo stwierdzenie, że mamy prawo nie zgadzać się [z dokumentami soborowymi] de facto oznacza rozbicie monolitu, jaki dotąd stanowiło nauczanie Vaticanum II. Tak więc staje się to nadzwyczaj interesujące. Może to być początek końca soboru, skoro Kościół mówi, że uznawanie jego dokumentów nie jest [dla katolików] obligatoryjne. Co oczywiście jest prawdą: to nie jest obligatoryjne. Stwierdzenie tego przez władze rzymskie byłoby bardzo interesującym punktem wyjścia. Nie jest to koniec bitwy, wprowadza jednak niezwykle ważną zasadę, stwierdzając: „Nie, uznanie tych dokumentów nie jest konieczne”.

Wieloznaczne Magisterium

Przyjęcie idei o niewiążącym charakterze dokumentów soborowych jest stanowiskiem całkowicie nowym; nie mówię, że to dobry [pomysł], ale widzieliśmy zapowiedzi takiego obrotu już kilka lat temu i jest to niezwykle ważne dla przyszłego rozwoju wydarzeń. W 2014 r., kiedy prowadziliśmy dyskusje z Kongregacją Nauki Wiary, usiłowaliśmy wykazać, że zaistniał poważny problem na poziomie nauczania Kościoła, na poziomie Magisterium. Podałem wówczas kilka przykładów. Jednym z nich była deklaracja Stolicy Apostolskiej w kwestii liturgii mszalnej schizmatyckiego Kościoła chaldejskiego, zawierającej anaforę Addai i Mari, w której nie występują słowa konsekracji. A jednak Rzym twierdzi, że ta Msza jest ważna. Powiedziałem władzom rzymskim, że taka deklaracja podkopuje całkowicie katolicką sakramentologię. Wiecie, co mi odpowiedziano? „Ten dokument nie ma rangi Magisterium”. A jednak stwierdza on, że ta „Msza” – która w istocie nie jest Mszą – jest ważna, pomimo że nie zawiera słów konsekracji. A zatem, kiedy ktoś wyraża zastrzeżenia, Kongregacja Nauki Wiary odpowiada, że [jej stanowisko] nie należy do Magisterium. Czymże więc jest ten dokument, jeśli nie częścią Magisterium? Odpowiedziano mi, że nie zostało to ogłoszone przez żaden organ władzy nauczycielskiej, ale przez „Radę” (Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan – przyp. tłum).

Inny przykład: deklaracja z Balamand. Jest to deklaracja ułożona przez pewnych kardynałów będących delegatami Stolicy Apostolskiej oraz przedstawicieli prawosławia. Kościół zobowiązał się w niej do nienawracania prawosławnych. Co więcej, potępił próby ich nawracania, które nazywa zjawiskiem „uniatyzmu”. I znów odpowiedź Stolicy Apostolskiej brzmiała: „To nie jest akt Magisterium”. A zupełnie niedawno kard. Koch ogłosił dokument dotyczący stosunków z żydami. Jest to przerażający tekst, całkowicie heretycki, który stwierdza, że żydzi mogą dostąpić zbawienia bez pośrednictwa Chrystusa. Pismo św. uczy nas jednak czegoś dokładnie przeciwnego, a sam pierwszy papież, św. Piotr, mówił do żydów: „Nie ma bowiem innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4, 12). Innymi słowy, nie ma innego środka zbawienia poza naszym Panem Jezusem Chrystusem. Kard. Koch uważa jednak, że wolno jest głosić tezy wprost przeciwne. A równocześnie sam stwierdza wyraźnie (we wstępie): „Nie jest to nauczanie doktrynalne”.

O co im jednak w takim razie chodzi? Ci ludzie nauczają, twierdząc zarazem, że nie jest to wcale element Magisterium – co wywołuje powszechną dezorientację. Jest to zjawisko całkowicie nowe… Do tej pory dla każdego katolika było zupełnie oczywiste, że kiedy Rzym przemawia: Roma locuta, causa finita. Rzym zabiera głos, Rzym naucza – i koniec dyskusji. A obecnie mówi się nam, że nie, że ma to być „punkt wyjścia do dalszej dyskusji teologicznej”. W wielu ze swych encyklik Jan Paweł II pisał nawet o „refleksjach”. Nie jest to już nauczanie, ale „refleksje”.

Wspominam o tych przykładach aby pokazać, w jakiej sytuacji się obecnie znajdujemy. Rozmowy doktrynalne trwają i stają się coraz bardziej interesujące, ponieważ władze rzymskie zaczynają poszerzać zakres dyskusji. Do tej pory powtarzano nam w kółko: „Musicie być posłuszni”. Przedstawiano nam pewne nauczanie, a następnie mówiono: „Macie się temu podporządkować”. I nagle ich postawa się zmieniła. Myślę, że zostali do tego zmuszeni – co można wywnioskować na podstawie słów abp Pozzo – zostali do tego zmuszeni przez katastrofalną sytuację, przez powszechną dezorientację, która panuje nawet w Rzymie. Zostali zmuszeni do ustępstw. Nie mogą już trwać przy swych żądaniach, ponieważ widzą, że nie przynosi to żadnego skutku. W tym miejscu przypominają mi się słowa kard. Müllera z 2014 r. Powiedział nam wówczas: „Zmuszacie Kongregację Nauki Wiary, żeby poświęcała wam swój cenny czas, podczas gdy Kościół zmaga się poważnymi problemami”. To interesujące, a jednak to dokładnie usiłujemy im przez cały czas uzmysłowić! I nagle przyznają, że rzeczywiście istnieją poważne problemy. Tak więc mówią sobie: „Problem, jaki stwarza to Bractwo, nie jest wcale taki wielki”. Są jednak zirytowani, ponieważ mówimy im: „To wy stanowicie problem”. Nie wiedzą już, jak sobie z nami poradzić, tak więc idą na ustępstwa. Dokąd to wszystko doprowadzi? Wkrótce zobaczymy. Myślę jednak, że obecnie sytuacja jest tak katastrofalna, że wywołuje to nadzwyczaj interesującą reakcję. Na kilku poziomach.

Po pierwsze, na poziomie dialogu – wszyscy wydelegowani przez Rzym biskupi prowadzący z nami w ciągu ostatnich dwóch lat rozmowy mówili nam, że kwestie kontrowersyjne – zawsze te same – są „kwestiami otwartymi”. Wszyscy to powtarzali, włączając kardynałów. Sformułowanie „kwestie otwarte” oznacza, że można nad nimi dyskutować. Tak więc akceptacja tych punktów nie jest już postrzegana jako obligatoryjna. I dyskusje przynoszą owoce. Są one póki co słabo dostrzegalne, ponieważ dokonuje się to na poziomie refleksji teologicznej i z pewnością wymaga to czasu. Powoli jednak zmierza to w kierunku, o którym przed chwilą wspomniałem. Niektóre stwierdzenia poczynione przez abp. Pozzo mogą być interpretowane w tym sensie, że pragnął on wykorzystać te dyskusje, aby spróbować skorygować obecny kurs [w Kościele]. Nie ma jednak odwagi powiedzieć tego głośno, gdyż większość podąża w kierunku dokładnie przeciwnym.

Nieoczekiwane wsparcie

Ponadto niektórzy kardynałowie zaczynają otwarcie wyrażać sprzeciw odnośnie do niektórych posunięć papieża, zwłaszcza jego nauczania w kwestiach moralnych – dotyczących małżeństwa i Komunii św. dla osób rozwiedzionych, które zawarły kolejne związki. Niektórzy z nich jasno i otwarcie zadeklarowali, że nie zastosują się (do tych nowych dyrektyw – przyp. tłum.), stwierdzając: „Nie, nie wprowadzimy tego”. Także niektórzy biskupi afrykańscy jednoznacznie zadeklarowali, że (na terenie ich diecezji – przyp. tłum.) nie ma mowy o udzielaniu Komunii rozwodnikom żyjącym w nowych związkach. Mamy więc do czynienia z opieraniem się najwyższej władzy [w Kościele], a więc dokładnie tym samym, co my sami robiliśmy przez 50 lat. Staje się to nadzwyczaj ciekawe. Nie jesteśmy już jedynymi.

Są też tacy, którzy nam mówią: „Uważajcie! Jeśli zawrzecie porozumienie, po jego zawarciu zamkną wam usta”. To już jednak passé. Czas milczenia minął bezpowrotnie. Dziś są również inni, którzy także nie wahają się mówić. Nie jesteśmy już jedynymi. Nie mamy już monopolu na protesty. Na razie tych osób nie ma zbyt wiele, ale ich liczba stale wzrasta. Od czasu do czasu otrzymuję też listy, jak np. ten. Przytoczę go po angielsku, ponieważ zawiera metaforę: „Stick to your guns. Always stick to your guns” (‘nie porzucajcie waszych strzelb’ – przyp. tłum.). Innymi słowy: nie ustępujcie. „Walczcie. I nie idźcie na żaden kompromis – odrzucając idee, które nie należą w istocie do depozytu wiary: ideę wolności religijnej, ekumenizmu, dialogu z religiami niechrześcijańskimi. Wielu z nas, należących do hierarchii, podziela Wasze stanowisko w tych kwestiach”. Napisał to do mnie pewien biskup. Nie pisze „ja”, pisze, że jest „nas” wielu. Napisał też pod naszym adresem wiele pochlebnych słów, których nie wypada tu przytaczać, ogólny sens jest jednak taki: „Odczuwamy potrzebę, żeby ktoś wyjaśnił nam zakres wolności, jaką mamy w akceptacji tych idei”. Napisał też, że Kościół, będący nauczycielem prawdy, zagubił się obecnie w dwuznacznościach. „Pomóżcie nam”. I jeszcze dalej: „Nie rezygnujcie z niczego, róbcie to, co robicie; potrzebujemy tego”. To coś nowego. Nigdy w przeszłości nie mieliśmy do czynienia z czymś podobnym. Biskupi zwykli mówić nam: „Oczywiście istnieją problemy, jednak ostatecznie…”. A oto teraz apeluje się do nas: „Stawiajcie opór, potrzebujemy tego”. W istocie ci ludzie nie mówią tego zbyt głośno, bowiem wiedzą bardzo dobrze, że tym samym sami wydaliby na siebie wyrok.

Pracują jednak po cichu, starają się przywrócić [należne] miejsce starej Mszy, jak pewien arcybiskup, który napisał do mnie: „Mam [w mojej diecezji] całą generację księży, która jest bezpowrotnie stracona. Nie da się ich w żaden sposób zmienić. Co więc mogę [w tej sytuacji] uczynić? Troszczę się o odpowiednią formację młodych”. I podał mi dwa środki: podstawą kapłańskiej formacji teologicznej musi być Suma św. Tomasza, zaś formacji duchowej, liturgicznej – stara Msza. Nie wymieniam tu nazwisk tych prałatów, jako że nie chcemy im zaszkodzić, jest ich jednak kilku. Sam poznałem niektórych z nich przypadkowo – i rzeczywiście jest ich trochę. I są to młodzi biskupi! Niektórzy z nich zostali mianowani przez papieża Franciszka! Nie jest więc tak, że mianuje on wyłącznie ludzi nieodpowiednich! Jego decyzje w tej sferze są niespójne, podobnie jak wszystko, co mówi i robi, co również przyczyniło się do pogłębienia powszechnej dezorientacji. Jest jednak ważne, że taka reakcja rzeczywiście się rodzi – i pewien jestem, że nie da się już tego powstrzymać. Dlaczego? Ponieważ ci biskupi widzą, gdzie jest prawda – i nie dadzą za wygraną. Są poirytowani, są pozbawieni swobody działania, ponieważ są zmuszeni funkcjonować w ramach systemu, ale już nie ustąpią. Podobnie jest w przypadku kapłanów, którzy odkryli starą Mszę – będą oni robili co tylko w ich mocy. Są nękani, izolowani – ale już się tego nie wyrzekną. Są to potyczki, które zostały wygrane.

Kontynuacja walki przy wykorzystaniu środków nadprzyrodzonych

Wciąż jeszcze czekają nas poważne batalie. Nie wolno nam jednak popadać w zniechęcenie, choć potworny kataklizm, którego jesteśmy świadkami, mógłby nas rzeczywiście doprowadzić do utraty nadziei. Kościół jest Kościołem Bożym; stał się co prawda obecnie bezprecedensowym polem walki, widzimy jednak – na przykładzie czterdziestoletniej historii naszego Bractwa – jak bardzo dobry Bóg nam pomaga. Jak bardzo wspiera nas, jak bardzo nam błogosławi, pomimo wszystkich doczesnych niedoli oraz prób, jakich możemy doświadczać z rąk innych. Pomimo wszystko dobry Bóg jest tu: pomimo tych wszystkich doświadczeń wciąż trwa ta wiara i to [prowadzone przez nas] dzieło wiary, które wciąż się rozrasta. Pomimo tego wszystkiego kontynuujemy naszą walkę, spokojnie, wytrwale, w naszej codziennej pracy. I apeluję do was, żebyście w dalszym ciągu podążali tą drogą. Bez wątpienia sytuacja, w jakiej znajduje się Kościół, jest bardzo poważna. Musicie też trwać niewzruszenie przy [nauce zawartej w] dokumentach, która jest prawdziwie zdrowa i święta. Przy nauczaniu wszystkich encyklik ogłoszonych przez papieży przed soborem. Jest to pokarm duchowy, który uchroni was przed błędami, jakie szerzą się dziś wszędzie. To wręcz niewiarygodne, jak szalone tezy są obecnie głoszone, i to dosłownie wszędzie. Patrząc na to po ludzku, można by wątpić, czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji. Nie mamy tu jednak do czynienia z walką o wymiarze czysto ludzkim, a naszym orężem są środki nadprzyrodzone. Zaprawdę, jeśli Bractwo wciąż jeszcze istnieje i nadal prowadzi swe dzieło, to dzieje się tak właśnie z tego powodu, że polega na środkach nadprzyrodzonych, a przede wszystkim – z czego wszyscy zdajemy sobie sprawę – na Mszy oraz na wstawiennictwie Najświętszej Maryi Panny. Te dwa elementy są niejako skarbami, które przekazał nam abp Lefebvre. Msza św., kapłaństwo, całkowite podporządkowanie się władzy Chrystusa Pana (czyli uznanie Jego społecznego panowania), a także nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. I nie ulega wątpliwości, że jeśli w dalszym ciągu będziemy się opierać na tych fundamentach, będziemy na właściwej drodze. Nie musimy się martwić, dobry Bóg jest z nami. Daje nam to odczuć każdego dnia. Musimy jedynie wytrwać.

Nie zaprzątajcie sobie bez przerwy głów pytaniami w rodzaju: „Czy porozumienie zostanie zawarte, czy nie?”. Osobiście nie potrafię tego przewidzieć. Zobaczymy! Wiem natomiast, że – z pomocą Bożą – nie skapitulujemy. Oby zawsze raczył wspierać nas swą łaską! Widzimy jednak, że dzieło, które prowadziliśmy przez tak długi czas, zaczyna stopniowo przynosić owoce – niektórzy zaczynają uświadamiać sobie rozmiar obecnego kryzysu. Módlmy się w tej intencji. I na zakończenie pragnę wyrazić wielką wdzięczność abp. Lefebvre! Wszyscy mamy wobec niego dług wdzięczności i nie wolno nam zapominać o nim [w naszych modlitwach]. Dziękuję również wszystkim, którzy wspierają to dzieło, także wam, drodzy wierni.

Zobacz też: Abp Pozzo o randze doktrynalnej dokumentów II Soboru Watykańskiego.

Opublikowano Rozmowy z Rzymem | Otagowano , , | Możliwość komentowania Z Bożą pomocą nie skapitulujemy została wyłączona

List apostolski Misericordia et misera i spowiedź u kapłanów Bractwa

coat_of_arms_holy_see-svg Dzisiaj, tj. w poniedziałek 21 listopada ogłoszono podpisany już wcześniej list apostolski papieża Franciszka Misericoria et Misera na zakończenie Jubileuszu Miłosierdzia. W paragrafie 12 znalazł się m.in. następujący fragment:

W Roku Jubileuszu zgodziłem się, aby wierni z różnych powodów uczęszczający do kościołów, w których odprawiają kapłani Bractwa Świętego Piusa X, mogli ważnie i zgodnie z prawem otrzymać sakramentalne odpuszczenie grzechów (por. List, na mocy którego udziela się odpustu z okazji Jubileuszu Miłosierdzia, 1 września 2015). Dla duszpasterskiego dobra tych wiernych i ufając w dobrą wolę ich kapłanów, aby można było odzyskać, z Bożą pomocą, pełną jedność w Kościele katolickim, mocą mojej własnej decyzji postanawiam przedłużyć tę możliwość poza okres jubileuszowy, aż do wydania nowych postanowień w tej sprawie, aby nikomu nigdy nie zabrakło sakramentalnego znaku pojednania poprzez przebaczenie Kościoła.

Przypomnijmy przy tej okazji, że Bractwo Św. Piusa X głosiło i głosi – opierając się na kan. 144 Kodeksu prawa kanonicznego z 1983 r. – że rozgrzeszenia udzielane przez jego kapłanów zawsze były ważne i godziwe. Ogłoszony dzisiaj list apostolski, podobnie jak ten sprzed roku, nie tworzy więc nowej zasady, ale jedynie potwierdza stan faktyczny. Można powtórzyć zdanie z komunikatu Domu Generalnego FSSPX w sprawie listu papieża Franciszka o nadchodzącym Roku Świętym:

(…) papież Franciszek pragnie, aby wszyscy wierni chcący się wyspowiadać wobec kapłanów Bractwa Św. Piusa X mogli to uczynić bez rozterek.

(Czytelnik zainteresowany bliżej tą sprawą może, z braku tłumaczenia, przeczytać dwa artykuły w języku angielskim: studium kanoniczne x. Ramona Anglesa FSSPX Validity of confessions & marriages in the SSPX’s chapels oraz Krzysztofa Jacksona Are the SSPX Confessions Valid?)

Opublikowano Apostolat | Otagowano , , , | Możliwość komentowania List apostolski Misericordia et misera i spowiedź u kapłanów Bractwa została wyłączona

Polska: Wizyta ks. Karola Stehlina FSSPX

W dniach 11–13 listopada br. po raz pierwszy od czasu nominacji na przełożonego azjatyckiego dystryktu Bractwa odwiedził Polskę ks. Karol Stehlin FSSPX. W tych dniach dobrze znany polskim wiernym gość odwiedził kolejno: kaplicę w Poznaniu, przeorat w Krakowie oraz przeorat w Warszawie. Wizyta była połączona z prezentacją najnowszych książek ks. Stehlina: Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych. Mistyka Objawień Matki Bożej w Fatimie oraz Poświęcenie się Niepokalanej, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Te Deum.

Poznań

Ks. Karol Stehlin podczas kazania

Ks. Karol Stehlin podczas kazania

Spotkanie rozpoczęła uroczysta Msza św. śpiewana ku czci św. Marcina; po niej odbyło się spotkanie z ok. 200 wiernymi z Poznania i okolic, a także z Bajerza, Szczecina i Łodzi. Na miejscu przygotowano ciepłe napoje oraz smaczny poczęstunek, na który składały się sałatki, ryby, ciasta, a także przysmak dnia – rogale świętomarcińskie.

Po pokrzepieniu ciał zgromadzeni udali się do położonego nieopodal Centrum Konferencyjnego IOR, gdzie czekała na nich uczta duchowa: dwa wykłady ks. Stehlina o tematyce fatimskiej i Rycerstwie Niepokalanej oraz jeden o apostolacie Bractwa w Azji, połączone z prezentacja multimedialną. W czasie przerw można było nabyć nową książkę i otrzymać autograf autora. Na zakończenie, po powrocie do kaplicy, miała miejsce ceremonia przyjęcia do MI ok. 40 nowych rycerzy.

Całe spotkanie przebiegło w bardzo radosnej, czasem wzruszającej atmosferze. Przekraczając rano skromne progi naszej kaplicy ks. Stehlin powiedział: „Wydaje mi się, jakbym był tu wczoraj”…

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć.

Edycja 21.11.2016: Zapraszamy do obejrzenia kolejnej galerii zdjęć ze spotkania z x. Stehlinem.

Kraków

Wierni zasłuchani w „azjatycki” wykład ks. Stehlina

Wierni zasłuchani w „azjatycki” wykład ks. Stehlina

Przeorat z trudem pomieścił prawie setkę osób, które tu zjechały z całego południa Polski, żeby znowu zobaczyć tak miłego a dawno niewidzianego gościa. Po wykładzie nt. Rycerstwa Niepokalanej i uroczystej Mszy św. nastąpił skromny poczęstunek (bigos i ciasta), podczas którego wierni mieli okazję porozmawiać przez chwilę z ks. Stehlinem i nierzadko zdziwić się, że ich jeszcze tak dobrze pamięta. Przez cały czas trwały poszukiwania wolnych egzemplarzy Gwiazdy przewodniej, żeby na nich uzyskać autograf autora – ostatecznie wszystkie paczki, które miały jechać do kaplic w Chorzowie i Wrocławiu, zostały rozparcelowane, a książki wykupione na miejscu.

Po różańcu nastąpił wykład o apostolacie Bractwa w Azji (zapraszamy do jego odsłuchania), ilustrowany licznymi zdjęciami – nie obyło się tu bez pomocy ks. Anzelma, który musiał pacyfikować krnąbrny rzutnik. Następnie miał być jeszcze krótki III wykład, znowu o Rycerstwie, ale – zresztą ku zadowoleniu zebranych – znacznie się przeciągnął. Po nim wierni przeszli do kaplicy, by odnowić swoje milicyjne przyrzeczenia, a siedem osób złożyło je po raz pierwszy, przystępując do Rycerstwa Niepokalanej.

Warszawa

Największym wyzwaniem dla ks. Stehlina okazało się jednak spotkanie z wiernymi w Warszawie – bowiem w niedzielę 13 listopada do przeoratu w warszawskiej Radości przybyło ok. 400 osób; znacznie więcej niż zwykle, gdyż pojawiło się wielu wiernych z innych kaplic, m.in. z Lublina, Olsztyna i Torunia. I oczywiście niemal każdy liczył przynajmniej na chwilę osobistego kontaktu z gościem…

W kazaniu ks. Stehlin nie ukrywał swojej tęsknoty za Polską...

W kazaniu ks. Stehlin nie ukrywał swojej tęsknoty za Polską…

W kazaniu podczas uroczystej Mszy św. ks. Stehlin nie ukrywał swojej tęsknoty za Polską, której oddał 20 lat życia i gorliwej działalności duszpasterskiej. W wykładach dla wiernych opowiadał o swoich nowych zadaniach: nawracaniu mieszkańców Azji oraz budowaniu na całym świecie Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji.

W przerwach między wykładami do ks. Stehlina ustawiała się długa kolejka po autograf. Można też było posilić się różnorodnymi ciastami, sałatkami i kiełbasą na gorąco. W przygotowaniu tych smakołyków i sprawnej obsłudze kuchni niezastąpieni okazali się członkowie, a zwłaszcza członkinie MI.
Również w Warszawie miała miejsce ceremonia przyjęcia nowych rycerzy – tego zaszczytu dostąpiło ok. 100 osób.

Chyba nie trzeba dodawać, jak powszechna wśród wiernych stała się opinia, że ks. Karol powinien odwiedzać Polskę znacznie częściej. Niecierpliwie czekamy!

Galeria zdjęć z pobytu ks. Stehlina w Warszawie.

Opublikowano Galerie fotograficzne, Kościoły i kaplice FSSPX | Otagowano , , , , | Możliwość komentowania Polska: Wizyta ks. Karola Stehlina FSSPX została wyłączona

USA: Bp Fellay pobłogosławił nowe seminarium w Wirginii

Uroczysty akt pobłogosławienia nowego budynku seminarium Bractwa Św. Piusa X

Uroczysty akt pobłogosławienia nowego budynku seminarium Bractwa Św. Piusa X

4 listopada bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, w obecności wszystkich członków swojej rady, rektora ks. Iwona le Roux, przełożonego dystryktu amerykańskiego ks. Jerzego Wegnera oraz ponad tysiąca wiernych pobłogosławił nowe seminarium, wzniesione we wschodnich Appalachach w miejscowości Dillwyn w stanie Wirginia. Patronem seminarium pozostanie św. Tomasz z Akwinu.

Wszystkie prace wykończeniowe w nowym budynku nie zostały jeszcze wykonane, ale mimo to kilkudziesięciu kleryków (w tym 23 na pierwszym roku) rozpoczęło w jego murach nowy rok akademicki. Deo gratias!

Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć z uroczystości; widniejący na jednym z nich „basen” jest zbiornikiem przeciwpożarowym, wymaganym przez amerykańskie przepisy.

Opublikowano Seminaria FSSPX | Otagowano | Możliwość komentowania USA: Bp Fellay pobłogosławił nowe seminarium w Wirginii została wyłączona

Kraków: Wykłady ks. Gleize’a FSSPX

Ks. Jan Michał Gleize FSSPX

Ks. Jan Michał Gleize FSSPX

W dniach 5 i 6 listopada, na zaproszenie Katolickiego Instytutu Apologetycznego im. św. Tomasza z Akwinu, gościł w Krakowie ks. Jan Michał Gleize, wykładowca eklezjologii i apologetyki w międzynarodowym seminarium duchownym św. Piusa X w Ecône w Szwajcarii.

1602 W sobotę 5 listopada francuski duchowny spotkał się z licznym audytorium (ok. 80 osób) na wykładzie promującym polskie wydanie jego książki pt. II Sobór Watykański w pytaniach i odpowiedziach; książka ta została wydana nakładem Instytutu i jest do nabycia w księgarni internetowej Te Deum. W czasie trwającego ponad dwie godziny spotkania x. Gleize wyjaśnił m.in., że jego praca jest echem rozmów, jakie w latach 2009–2011 toczyły się między ekspertami Bractwa Św. Piusa X a teologami Stolicy Apostolskiej, a w których osobiście brał udział. Część pytań z sali dotyczyła właśnie relacji Bractwa z Rzymem.

Następnego dnia, po niedzielnej Mszy św. w krakowskiej kaplicy Bractwa, ks. Gleize skomentował gorszącą wizytę papieża Franciszka do Szwecji w ramach celebracji 500-lecia reformacji.

Opublikowano Polska, Rozmowy z Rzymem | Otagowano , , | Możliwość komentowania Kraków: Wykłady ks. Gleize’a FSSPX została wyłączona

Komunikat przełożonego dystryktu francuskiego FSSPX w związku ze wspólną deklaracją katolicko-luterańską

Ks. Krystian Bouchacourt

Ks. Krystian Bouchacourt

Lektura deklaracji wspólnej, podpisanej 31 października br. przez papieża oraz przedstawicieli Kościoła luterańskiego w Szwecji przy okazji obchodów pięćsetlecia rewolty Lutra przeciwko Kościołowi katolickiemu, przepełniła nas głębokim bólem i przygnębieniem. W obliczu skandalu, jakim jest ta deklaracja – pełna nieścisłości historycznych, ataków na doktrynę wiary katolickiej oraz przesiąknięta fałszywym humanizmem, będący źródłem tak wielu nieszczęść – nie wolno nam zachować milczenia.

Pod pretekstem błędnie rozumianej miłości bliźniego i na skutek dążeń do osiągnięcia jedności, będącej w istocie jednością powierzchowną i iluzoryczną, wiara katolicka jest składana na ołtarzu ekumenizmu, stanowiącego zagrożenie dla zbawienia dusz. Na jednej płaszczyźnie są stawiane najpotworniejsze błędy oraz prawda naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Jak możemy być „głęboko wdzięczni za duchowe i teologiczne dary otrzymane za pośrednictwem reformacji”, biorąc pod uwagę, że Luter przejawiał iście diaboliczną nienawiść do Namiestnika Chrystusowego oraz bezbożną pogardę dla Najświętszej Ofiary Mszy św., równocześnie odrzucając zbawczą łaskę naszego Pana Jezusa Chrystusa? Ten sam Luter – odrzucając transsubstancjację – wypaczył również doktrynę o Najświętszej Eucharystii, odwodził dusze od szukania wstawiennictwa u Najświętszej Maryi Panny oraz negował istnienie czyśćca.

Nie, katolicyzm nie zawdzięcza niczego protestantyzmowi. Protestantyzm rozerwał jedność Christianitas, odłączył całe kraje od Kościoła katolickiego i wciągał w błąd niezliczoną liczbę dusz, wystawiając na niebezpieczeństwo ich wieczne zbawienie. Jako katolicy pragniemy powrotu protestantów do jedynej Owczarni Chrystusowej, którą jest Kościół katolicki – i nie przestajemy modlić się w tej intencji.

W tych dniach, w których wspominamy Wszystkich Świętych Pańskich, prosimy o wstawiennictwo zwłaszcza św. Piusa V, św. Karola Boromeusza, św. Ignacego i św. Piotra Kanizjusza, którzy mężnie występowali w obronie Kościoła katolickiego walcząc z herezją protestancką.

Wzywam wiernych dystryktu francuskiego do pokuty i modlitwy w intencji Ojca Świętego, prosząc, by Zbawiciel raczył ustrzec swego wikariusza od błędu i zachować w prawdzie, której jest on strażnikiem.

Wzywam kapłanów naszego dystryktu do odprawiania Mszy św. wynagradzających i organizowania Godziny Świętej przed Najświętszym Sakramentem, w trakcie której winno się błagać Boga o przebaczenie za to zgorszenie oraz o rychłe położenie kresu burzy, wstrząsającej łodzią Kościoła od ponad pół wieku.

Matko Boża, Wspomożenie wiernych, módl się za nami i ratuj Kościół Święty!

ks. Krystian Bouchacourt FSSPX
przełożony dystryktu francuskiego Bractwa Św. Piusa X

Suresnes, 2 listopada 2016, Dzień Zaduszny

Opublikowano Oświadczenia i komunikaty | Otagowano , , , , | Możliwość komentowania Komunikat przełożonego dystryktu francuskiego FSSPX w związku ze wspólną deklaracją katolicko-luterańską została wyłączona

Francja: Międzynarodowa Pielgrzymka Chrystusa Króla do Lourdes (galerie fotograficzne)

W niedzielę 23 października pielgrzymi udają się do bazyliki na Mszę św.

W niedzielę 23 października pielgrzymi udają się do bazyliki na Mszę św.

Kolejny już raz Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X zorganizowało pielgrzymkę do sanktuarium w Lourdes. 22 października br. 6 tysięcy wiernych przybyło do miejsca objawień Najświętszej Maryi Panny, zawierzając Jej swoje prośby i uczestnicząc w licznych nabożeństwach i procesjach. Msze św. były, jak w latach poprzednich, odprawiane w podziemiach bazyliki. Oprócz kilkudziesięciu kapłanów Bractwa, w trwającej trzy dni pielgrzymce uczestniczyli kapucyni z Morgon oraz księża ze Zgromadzenie Przemienienia Pańskiego, a także siostry Bractwa, dominikanki i Małe Siostry św. Jana Chrzciciela.

„La Porte Latine”, witryna internetowa francuskiego dystryktu FSSPX, zawiera kilkanaście galerii fotograficznych z tego wydarzenia, trzy nagrania video oraz kilka nagrań audio kazań i konferencji, wygłoszonych podczas pielgrzymki.

Opublikowano Galerie fotograficzne | Możliwość komentowania Francja: Międzynarodowa Pielgrzymka Chrystusa Króla do Lourdes (galerie fotograficzne) została wyłączona

Polska: Od Lepanto do „cudu nad Wisłą”

Bitwa pod Lepanto, odtworzona przez uczniów V klasy Szkoły im. Świętej Rodziny w Warszawie

Bitwa pod Lepanto, odtworzona przez uczniów V klasy Szkoły im. Świętej Rodziny w Warszawie

Szable, miecze, tarcze, karabiny, hełmy, turbany, konie, a nawet okręty wojenne z armatami – te wszystkie rekwizyty pojawiły się w scenkach, które uczniowie Szkoły Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie zaprezentowali 27 października swoim kolegom, nauczycielom i rodzicom. Tego dnia nastąpiło rozstrzygnięcie Konkursu Różańcowego, który w naszej szkole stał się już tradycją. Zawsze w październiku uczniowie własnoręcznie wykonują różańce, a także plakaty przedstawiające jedną z tajemnic Różańca świętego. Wszystkie prace oceniane są pod względem pomysłowości, estetyki, samodzielności wykonania.

Jednak tegoroczny konkurs różnił się od poprzednich. Wzięli w nim udział tylko uczniowie najmłodszych klas: „zerówki”, klasy pierwszej i drugiej. W kategorii „samodzielność” I miejsce zajęła Daria Frycholc. W kategorii „technika wykonania” I miejsca zajęli Antoni Bailey oraz Krzysztof Komorowski, zaś II miejsce – Klara i August Sobczakowie. W kategorii „estetyka” I miejsce zajął Przemysław Berkieta, II miejsce – Maksymilian Bojanowski, a III miejsca – Bartłomiej i Dominik Siergiejczykowie oraz Zofia Błażejczyk. W kategorii „oryginalność” I miejsca zajęli Stefan Kuszpa i Małgorzata Haraburda, a w kategorii „materiały naturalne” I miejsce zajęli Jan i Makary Borkowscy.

Natomiast uczniowie klas starszych przygotowali scenki (a także plakaty) opowiadające o zwycięstwach różańcowych, czyli ważnych momentach historycznych, w których modlitwa różańcowa i wstawiennictwo Matki Bożej pomogły chrześcijanom pokonać wrogów naszej wiary i cywilizacji.
Klasa trzecia pod kierunkiem pani Aldony Duklewskiej odegrała dramatyczne chwile związane z obroną Chocimia przed Turkami w 1621 roku. Klasa czwarta, której wychowawczynią jest pani Sylwia Jurkowska, przygotowała inscenizację odsieczy wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego w roku 1683. Klasa piąta wraz z panem Grzegorzem Kuszpą podjęła próbę rekonstrukcji bitwy morskiej pod Lepanto w 1571 roku, zaś klasa szósta pod kierunkiem pani Anny Falzmann odtworzyła „cud nad Wisłą”, czyli pokonanie bolszewików u bram Warszawy w sierpniu 1920 roku.

Wszystkie scenki były równie gorąco oklaskiwane przez publiczność, zatem nic dziwnego, że wszyscy uczniowie zaangażowani w ich przygotowanie otrzymali równorzędne nagrody.

Autorem relacji jest p. Paweł Siergiejczyk.

Opublikowano Polska | Otagowano | Możliwość komentowania Polska: Od Lepanto do „cudu nad Wisłą” została wyłączona

Edukacja klasyczna ratunkiem dla szkolnictwa

Młodzież z Gimnazjum i Liceum im. św. Tomasza z Akwinu w Józefowie

Młodzież z Gimnazjum i Liceum im. św. Tomasza z Akwinu w Józefowie

Z księżmi Dawidem Wierzyckim FSSPX, dyrektorem Szkoły Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie, oraz Konstantynem Najmowiczem FSSPX, rektorem Gimnazjum i Liceum im. Św. Tomasza z Akwinu w Józefowie, rozmawia Paweł Siergiejczyk.

– Polską edukację czeka w najbliższym czasie kolejna wielka reforma. Czy z punktu widzenia szkół katolickich proponowane przez obecny rząd zmiany są korzystne czy nie?

ks. Dawid Wierzycki: – Myślę, że szkoły katolickie są przygotowane do funkcjonowania w każdych warunkach, więc kolejne zmiany organizacyjne w szkolnictwie przyjmujemy ze spokojem. Natomiast zdumiewające jest to, że całą dyskusja o edukacji toczy się dziś wokół „magicznych” liczb: 6 klas szkoły podstawowej plus 3 klasy gimnazjum plus 3 klasy szkoły średniej czy też 8 klas szkoły podstawowej plus 4 klasy szkoły średniej. Przecież to spór o charakterze technicznym, który oczywiście jakoś trzeba rozstrzygnąć, ale nie stanowi on o istocie edukacji.

ks. Konstantyn Najmowicz: – Z wielkim smutkiem trzeba stwierdzić, że dyskusja o szkolnictwie, jaka rozgorzała wokół rządowych planów reformy, w ogóle nie porusza kwestii najważniejszych. Bo najważniejsze nie jest to, ile lat będą trwały kolejne etapy edukacji, ale to, jaki jest cel funkcjonowania szkoły, czyli jakiego człowieka chcemy w niej ukształtować.

– Rozumiem, że kierowane przez Księży szkoły mają sprecyzowaną odpowiedź na to pytanie…

ks. Konstantyn Najmowicz: – Tak. I ta odpowiedź zawiera się w krótkim, ale jakże treściwym haśle „edukacja klasyczna”. Nie chodzi jednak tylko o naukę języków klasycznych – zwłaszcza łaciny – choć oczywiście powinny one zajmować ważne miejsce w szkołach średnich. Przede wszystkim chodzi o jasne sprecyzowanie celu, jakim powinno być takie usprawnienie młodego człowieka w wymiarze intelektualnym i moralnym, by jako człowiek dorosły był świadomym przedstawicielem cywilizacji chrześcijańskiej (którą jedni nazywają łacińską, inni – zachodnią czy europejską), a nie bezwolnym przedmiotem ideologicznych manipulacji ze strony wrogów tej cywilizacji.

– Czy tak rozumianą edukację klasyczną można zastosować także w szkole podstawowej?

ks. Dawid Wierzycki: – Oczywiście, że tak. Im wcześniej zaczniemy kształtować dziecko w duchu zasad chrześcijańskich, tym większa szansa na ukształtowanie takiego człowieka, o jakim mówi ks. Najmowicz. Oczywiście inne środki są potrzebne w szkole podstawowej, a inne w średniej, ale na każdym etapie edukacji przyświeca nam wskazówka wielkiego papieża św. Piusa X: Instaurare omnia in Christo – odnowić wszystko w Chrystusie.

– Powiedzmy więc konkretnie, co powinno się składać na edukację klasyczną.

ks. Dawid Wierzycki: – Zacznę od tego, co absolutnie kłóci się z zasadami edukacji klasycznej. Fałszywa pogoń za nowoczesnością, naśladowanie zachodnich mód, często bardzo szkodliwych (jak ideologie gender i „praw człowieka”), preferowanie nauczania umiejętności „przydatnych w życiu” kosztem wiedzy „niepraktycznej”, obniżanie poziomu edukacji poprzez „uczenie do testów” zamiast samodzielnego czytania i pisania – to zasadnicze wady współczesnego modelu szkolnictwa, które powinny być jak najszybciej odrzucone.

ks. Konstantyn Najmowicz: – Edukacja klasyczna to przede wszystkim powrót do zdrowego modelu nauczania, opartego na relacji mistrz – uczeń. Nauczyciel musi być dla młodego człowieka właśnie mistrzem, którego podziwia i stara się naśladować, a nie kolegą, partnerem czy bezosobowym urzędnikiem państwowym. Bez odbudowy autorytetu nauczyciela nie będzie dobrej edukacji. Tyle że to zadanie nie tylko dla rządowych reformatorów oświaty, ale również – a może przede wszystkim – dla samych nauczycieli i dyrektorów szkół. W naszych szkołach ten autorytet stoi wysoko, lecz ile jest takich szkół, gdzie nauczycieli się nie szanuje, a i oni sami nie szanują siebie?

ks. Dawid Wierzycki: – Tylko nauczyciel, który dla uczniów jest mistrzem, może w nich zaszczepić prawdziwą wiedzę, a nawet rozbudzić zamiłowanie do przedmiotu, który wykłada. To nie jest zawód dla ludzi przypadkowych, a do jego wykonywania nie wystarczy dyplom ukończenia studiów. Dobry nauczyciel musi być człowiekiem o wysokim poziomie zarówno intelektualnym, jak i moralnym.

– Duży nacisk na kwestie moralne to cecha charakterystyczna katolickiego szkolnictwa. Zapewne dlatego tak wielu rodziców poszukuje katolickich szkół…

Zakończenie roku szkolnego w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości

Zakończenie roku szkolnego w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości

ks. Konstantyn Najmowicz: – To oczywiste, bo wszyscy normalni rodzice pragną wychować swoje dzieci jak najlepiej, to znaczy wszczepić im jasne zasady moralne. A tylko Kościół katolicki daje gwarancję jasnego odróżnienia dobra od zła. Dlatego w katolickim szkolnictwie zawsze stawiano na równi edukację i wychowanie, czyli kształtowanie sprawności intelektualnych i moralnych. Te dwie sfery ściśle się ze sobą łączą, a braki w jednej wyraźnie wpływają na drugą.

ks. Dawid Wierzycki: – Rzecz jasna, nie możemy dać gwarancji za wszystkie szkoły prowadzone przez instytucje katolickie w Polsce, ale w naszych szkołach absolutnie nie ma miejsca na jakąkolwiek demoralizację. Przy czym pojęcie demoralizacji traktuję bardzo szeroko: od narkotyków i innych używek, poprzez propagowanie nieczystości i walkę z normalną rodziną, po rozbudzanie pychy i nieposłuszeństwa pod hasłami „praw dziecka”, „praw człowieka” itp. Na żaden rodzaj demoralizacji nie wolno się zgodzić, bo dla nauczyciela i wychowawcy nie może być nic cenniejszego nad dobro duszy jego podopiecznych.

– Ważnym elementem działalności kierowanych przez Księży szkół są zajęcia artystyczne: teatr, muzyka, plastyka. Czy nadawanie tak dużego znaczenia tym „niepraktycznym” zajęciom wiąże się z modelem edukacji klasycznej?

ks. Konstantyn Najmowicz: – Rzeczywiście, w dzisiejszym świecie piękno zostało uznane za rzecz „niepraktyczną”, czego skutkiem jest to, że większość rzeczy „praktycznych” cechuje po prostu brzydota. Jednak dla człowieka cywilizacji chrześcijańskiej piękno jest równie ważne, jak prawda i dobro. Dlatego nie uznajemy, że gust estetyczny uczniów to nie nasza sprawa, lecz staramy się go kształtować poprzez różne zajęcia artystyczne. W gimnazjum i liceum od wielu lat z powodzeniem działa szkolny teatr „Yorick”, który nie tylko nazwą nawiązuje do tradycji szekspirowskiej, przygotowując kilka razy w roku premiery sztuk należących do europejskiej klasyki. W każdej ze szkół funkcjonuje też uczniowski chór z repertuarem m.in. pieśni łacińskich.

ks. Dawid Wierzycki: – W naszej szkole podstawowej prowadzimy także zajęcia z kaligrafii, które nie tylko wyrabiają piękny charakter pisma, ale i rozwijają zmysł estetyczny uczniów. Bo niestety żyjemy w czasach, gdy ochrona najmłodszych przed wszechogarniającą brzydotą i bylejakością jest ważnym obowiązkiem wychowawców.

ks. Konstantyn Najmowicz: – W gimnazjum i liceum uczymy również retoryki, rozbudzając w naszych wychowankach dbałość o słowo – o jego piękno i sens. Kaligrafia i retoryka to dwa „słupy milowe” dobrej edukacji. Bez nich trudno sobie wyobrazić w pełni wykształconego i samodzielnie myślącego człowieka. Żadne nowoczesne technologie nie zastąpią bowiem umiejętności poprawnego posługiwania się słowem, bo słowo jest wyrazem myślenia.

– Wygląda więc na to, że dobrą szkołę można prowadzić nawet w bardzo niesprzyjających warunkach zewnętrznych. Trzeba tylko chcieć…

ks. Konstantyn Najmowicz: – Tak, trzeba tylko chcieć, ale też umieć czerpać z najlepszych wzorów. Dla nas takim niedoścignionym wzorem jest szkolnictwo jezuickie, które wykształciło wiele pokoleń katolickiej elity w czasach kontrreformacji. Ale mamy też wzory współczesne, gdyż Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, którego jesteśmy członkami, na całym świecie prowadzi szkoły różnego typu. I choć trzeba przyznać, że w wielu krajach edukacja katolicka ma znacznie gorsze otoczenie zewnętrzne niż my w Polsce, to jednak szkoły Bractwa posiadają bardzo wysoki poziom edukacyjny i wychowawczy, a my czerpiemy z ich doświadczeń, utrzymując z nimi ożywione kontakty. Organizujemy również w Józefowie coroczne Konferencje Edukacji Klasycznej i Katolickiej, w których biorą udział katoliccy pedagodzy, dyrektorzy szkół, wykładowcy uczelni z różnych krajów.

ks. Dawid Wierzycki: – Chciałbym także podkreślić, że zapewniamy naszym uczniom pełny cykl nauczania – od zerówki po maturę. I tak pozostanie, niezależnie od tego, jaki model szkolnictwa będzie w Polsce istniał: z gimnazjami czy bez gimnazjów. Pragnę też zapewnić rodziców poszukujących dobrej edukacji dla swoich dzieci, że przyjmujemy nowych uczniów na każdym etapie nauki, bez względu na to, do której klasy obecnie chodzą. A szkoła w Józefowie zapewnia uczniom spoza Warszawy i okolic miejsca w bursach – męskiej i żeńskiej. Zapraszamy więc w progi naszych szkół, aby się przekonać, jak naprawdę wygląda edukacja klasyczna.

Serwisy internetowe szkół Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X:

Opublikowano Apostolat, Polska | Otagowano , | Możliwość komentowania Edukacja klasyczna ratunkiem dla szkolnictwa została wyłączona