„Jak Bóg mógłby nas opuścić?” Wywiad z ks. Arnoldem Rostandem, przełożonym amerykańskiego dystryktu FSSPX

Ks. Arnold Rostand, przełożony północnoamerykańskiego dystryktu FSSPX

Ks. Arnold Rostand, przełożony północnoamerykańskiego dystryktu FSSPX

Michał Matt: Czy mógłby Ksiądz powiedzieć naszym czytelnikom, na jakim etapie znajdują się obecnie negocjacje miedzy Bractwem Św. Piusa X a Stolicą Apostolską?

Ks. Arnold Rostand FSSPX: Obecnie znajdujemy się w fazie oczekiwania. W trakcie minionych dwóch lat miały miejsce dyskusje doktrynalne między ekspertami Kongregacji Nauki Wiary oraz Bractwa św. Piusa X. Mimo że miały one charakter poufny, nie jest tajemnicą, iż nie uzyskano pełnej zgodności stanowisk. Nadal istnieją rozbieżności w kwestiach doktrynalnych, choć Kongregacja Nauki Wiary nie uznała żadnego z naszych stanowisk za niekatolickie. Mimo tych rozbieżności wydaje się, że Ojciec Święty skłonny jest do nadania Bractwu statusu kanonicznego. (…)

Michał Matt, wydawca magazynu "The Remnant"

Jakie byłyby praktyczne konsekwencje nadania Bractwu statusu prałatury personalnej?

Bractwo Św. Piusa X założone zostało w roku 1970. Jego statuty zostały zaaprobowane przez lokalnego biskupa, doczekały się nawet w 1971 r. pochwały ze strony kard. Wrighta1. Ze względu na naruszenie procedury kanonicznej i z powodów natury doktrynalnej utrzymywaliśmy zawsze, że zniesienie Bractwa było nieważne i że stanowi ono w dalszym ciągu część Kościoła katolickiego. W tym rozumieniu prałatura personalna nie oznaczałaby dla nas narodzin jako nowego instytutu w Kościele, jednak dzięki niej nasza działalność stałaby się lepiej dostrzegalna. Innymi słowy, nie zmieni ona wiele w istocie rzeczy, wiele jednak zmieni w naszym zewnętrznym wizerunku.

Prałatura personalna jest instytucją kierowaną przez prałata. Prałatura jest jak diecezja, z tą tylko różnicą, że nie ma granic terytorialnych. Jurysdykcja prałata rozciąga się na osoby: kapłanów, zakonników i ludzi świeckich, niezależnie od tego, gdzie oni przebywają. Wydaje się wiec, że struktura taka może dać Bractwu możliwość zachowania własnej tożsamości oraz dalszego rozwoju.

A czy zgromadzenia zakonne związane obecnie z FSSPX — benedyktyni, dominikanie etc. — również znaleźliby się pod „parasolem” tej prałatury personalnej?

Nie chcę tu wchodzić w szczegóły [dotyczące struktury] prałatury, ponieważ nie znamy jeszcze wszystkich okoliczności. Wielu ludzi pozwala sobie na czynienie najróżniejszych komentarzy, rzeczywistość jest jednak taka, że szczegóły dotyczące tego rozwiązania nie zostały jeszcze ogłoszone. Musimy ćwiczyć się w cnocie cierpliwości i czekać.

Odnosząc się jednak do konkretnego punktu Pana pytania, nie powinno być żadnych trudności, by również inne zgromadzenia zakonne związane z Bractwem mogły znaleźć się pod tym „parasolem”. Wiem, że kwestia ta bardzo leży na sercu bp. Fellayowi.

Skoro warunki powołania prałatury nie zostały jeszcze uzgodnione, czy nie byłoby uzasadnione twierdzenie, że negocjacje nadal trwają i że nawet obecnie porozumienie nie zostało jeszcze zawarte?

Historia Bractwa pokazuje, że musimy być bardzo roztropni i cierpliwi. Wszyscy pamiętamy, co wydarzyło się w latach 1987–1988, w związku z wizytą kard. Gagnona. W charakterze anegdoty mogę dodać, że swoje pierwsze śluby w Bractwie złożyłem na ręce abpa Lefebvre’a 8 grudnia 1987 r., w obecności asystującego podczas ceremonii kard. Gagnona. Niedługo potem podpisano słynny protokół z 5 maja 1988 r. — wydawało się, że już po wszystkim! A jednak następnego dnia arcybiskup Lefebvre wycofał swój podpis, ponieważ Rzym nie wyznaczył konkretnej daty konsekracji biskupich.

Abp Lefebvre nie był zasadniczo przeciwny zawarciu praktycznego porozumienia, musiało ono jednak być rzeczywiście „praktyczne”. Obecnie, podobnie jak w 1988 r., potrzebujemy pewnych praktycznych warunków, które umożliwiłyby kontynuowanie dzieła Tradycji. (…)

Według jednej z rozpowszechnianych w Internecie plotek, której autorzy powołują się na „wiarygodne źródło”, „porozumienie” między Bractwem a Watykanem zostało w istocie zawarte wiele miesięcy temu, a zespół bp. Fellaya pracuje jedynie nad przygotowaniem zwolenników FSSPX na ogłoszenie wyniku rozmów, który jest mu już dobrze znany. Czy mógłby Ksiądz to skomentować?

To czysty wymysł — mogę zaświadczyć, że nie jest to prawda.

Czy bp Fellay ma jakieś wyobrażenie, jaka jest opinia samego Ojca Świętego w tej kwestii? Czy miał on jakikolwiek bezpośredni kontakt z Benedyktem XVI, czy też wszystko odbywa się za pośrednictwem kard. Levady?

Normalny tryb komunikacji ze Stolicą Apostolską zakłada pośrednictwo różnych kongregacji. O ile wiem, większość z oficjalnych kontaktów ma miejsce za pośrednictwem Kongregacji Nauki Wiary, nie jest to jednak jedyny kontakt, jaki ma Bractwo ze Stolicą Apostolską.

Od czasu swego wyboru Benedykt XVI nie czynił nigdy tajemnicy z tego, że jednym z priorytetów jego pontyfikatu jest uzdrowienie „schizmy” FSSPX. Niepewne pozostają jednak jego motywy. Czy da się w jakiś sposób stwierdzić, czy papież dąży do uzdrowienia istniejącego rozłamu ze względów czysto politycznych, czy też posunięcie to wynika z uznania przez niego (choćby w ograniczonym stopniu) słuszności obiekcji doktrynalnych podnoszonych przez FSSPX?

Trudno jest odgadnąć istotny powód, dla którego papież pragnie uzdrowić tę sytuację. Z jednej strony wydaje się on pragnąć zażegnania „schizmy”. Oprócz tego jednak pozostaje on bez wątpienia świadomy dramatycznej sytuacji Kościoła, którą czytelnicy Pana pisma znają aż za dobrze: mamy dziś do czynienia z głoszeniem przez duchownych jawnych herezji, niekiedy odnoszących się do samego Bóstwa Chrystusa Pana, nie mówiąc już o otwartym buncie, utracie wiary i problemach natury dyscyplinarnej, czy to w Austrii, Ameryce czy Irlandii … Myślę, że Ojciec Święty rozumie, iż Bractwo mogłoby stanowić pewną pomoc w walce z tymi rzeczywistymi i powszechnymi problemami.

Jest to jednak tajemnica, która — jak myślę — związana jest z tajemnicą Kościoła, złożonego z elementu ludzkiego — składa się on z ludzi obarczonych słabościami i grzechami — ale również Boskiego, sam Zbawiciel nadal prowadzi go i działa za pośrednictwem ludzi.

Powody tego, co obecnie dzieje się w Kościele, odnoszą się w oczywisty sposób do jego elementu ludzkiego — stąd całkowicie uzasadnione są próby zrozumienia „politycznych” przesłanek różnych posunięć. Zdecydowanie lepiej jest jednak postrzegać cała sytuację z perspektywy nadprzyrodzonej.

Biorąc pod uwagę powszechny kryzys wiary w Kościele, czy uważa Ksiądz za możliwe, że Ojciec Święty dostrzega potencjalne korzyści z dysponowania ponad pięciu setkami ortodoksyjnych księży, którzy mogliby pomóc mu odzyskać pewną kontrolę w sytuacji posoborowej apostazji?

Podał Pan dobry przykład tajemnicy, z jaką mamy do czynienia.

Czy mógłby powiedzieć Ksiądz coś na temat wymiany listów pomiędzy czterema biskupami Bractwa, które przedostały się ostatnio do prasy?

Jak napisałem w moim ostatnim liście: „Przede wszystkim pragnę potępić niemoralny charakter oraz rewolucyjną naturę upubliczniania tego rodzaju prywatnych dokumentów. Jeśli — jak nas uczy teologia moralna — samo czytanie prywatnej korespondencji może być materią grzechu ciężkiego, jeszcze poważniejszą sprawą jest publikowanie czy rozpowszechnianie jej bez zgody autorów. Trzeba również podkreślić, że publikowanie prywatnej korespondencji przełożonych ma charakter dywersyjny, ponieważ prowadzi do wywierania na nich presji zewnętrznej. Przełożony musi być w stanie podejmować decyzje, kierując się dobrem wspólnym, wolny od nacisków zewnętrznych. (…)

Należy pamiętać, że listy tego rodzaju są normalnym środkiem komunikowania się między członkami Bractwa w różnych bardzo istotnych kwestiach. Biskupi czy nawet kapłani Bractwa powinni być w stanie wyrażać swe osobiste opinie w sposób pełen szacunku i w duchu miłości. Niedopuszczalne jest natomiast upublicznianie takiej korespondencji bez zgody obu stron”.

Niektórzy ludzie przeskakują natychmiast do konkluzji, że w Bractwie już dokonało się „pęknięcie”. Mimo że taki smutny podział jest zawsze możliwy, musimy czynić co w naszej mocy, by do tego nie dopuścić. Taka wymiana opinii jest jednym ze sposobów na wyjaśnienie sytuacji (…). Niektórzy wykorzystują te listy do podsycania napięć (…). Co do mnie, staram się komunikować z przełożonymi oraz kapłanami Bractwa i wyjaśniać możliwe nieporozumienia.

Czy uważa Ksiądz, że jeśli warunki powołania prałatury personalnej spotkają się rzeczywiście z aprobatą bp. Fellaya, mógłby on działać nawet bez zgody pozostałych trzech biskupów?

Uważam, że trzeba tu podkreślić kilka rzeczy. Po pierwsze, jak już powiedziałem, listy te są normalnym i zdrowym środkiem wyrażania przez członków Bractwa swych opinii Przełożonemu Generalnemu. Nie są one same w sobie żadną oznaką potencjalnej „schizmy”. Sam fakt, że opinie te zostały przekazane bp. Fellayowi, dowodzi, iż pozostali trzej biskupi uznają, że to do niego należy najwyższa władza w Bractwie. Pragnę też zwrócić uwagę, że przykład samego abpa Lefebvre jasno pokazuje, iż to do Przełożonego Generalnego należy podejmowanie tego rodzaju decyzji.

W świetle braku jednomyślności, jakiej obraz wyłonił się z lektury tych listów, wielu zaniepokojonych katolików prosi bp. Fellaya, by nie działał bez poparcia ze strony większości biskupów Bractwa. Uważają oni — i sam przychylam się do ich opinii — że choć status kanoniczny FSSPX musi zostać ostatecznie uregulowany, ma on jednak w tym krytycznym momencie daleko mniejsze znaczenie, niż zachowanie jedności wśród najsilniejszego środowiska lojalnej opozycji w dzisiejszym Kościele, jakie stanowi Bractwo Św. Piusa X. Czy sam Watykan nie mógłby uznać za uzasadnione odroczenie o jakiś czas zawarcia porozumienia, by dać bp. Fellayowi i jego braciom w biskupstwie więcej czasu na zażegnanie poważnego rozłamu w Bractwie?

Uważam, że pod wpływem szerzonych Internecie plotek wielu ludzi zakłada, iż w Bractwie de facto już dokonał się rozłam, który rozerwie je na strzępy, gdy tylko zawrzemy praktyczne porozumienie z Rzymem. Tylko czas pokaże, czy rozłam taki jest realny i na ile może on być poważny, sądzę jednak, że pękniecie to nie jest nawet w przybliżeniu tak groźne, jak się to przedstawia. Jestem bardzo wdzięczny za wspaniałą jedność okazywaną przez członków Dystryktu USA.

Co do pytania o gotowość Watykanu do odroczenia całej sprawy, jest to oczywiście pytanie do Stolicy Apostolskiej. Droga wytyczona przez naszego czcigodnego Założyciela jest dla nas jasna: zawsze wyrażał on pragnienie podporządkowania papieżowi, pod warunkiem zabezpieczenia kontynuowania dzieła Tradycji, istnienia Bractwa oraz gwarancji, że nie będzie się nas prosić o ograniczenie naszej walki ani o kompromisy w sprawach wiary. Jak powiedział w 1987 r.: „Jeśli Rzym ma zamiar dać nam rzeczywistą autonomię, taką, jaką cieszymy się obecnie — przy równoczesnym podporządkowaniu nas Ojcu Świętemu, przystaniemy na to. Zawsze pragnęliśmy być podporządkowani Ojcu Świętemu. (…) Jeśli Rzym pozwoli nam na ten eksperyment Tradycji, nie będzie żadnego problemu” („Fideliter” nr 60, listopad–grudzień 1987).

Na mocy porozumienia FSSPX będzie miało prawo do kontynuowania dotychczasowej, konstruktywnej krytyki Vaticanum II oraz nowej Mszy. Czy jednak nie słyszeliśmy tego już wcześniej? Czy nie jest prawdą, że w żadnym przypadku, w którym udzielano podobnych gwarancji innym tradycyjnym wspólnotom, krytyka ta się nie zmaterializowała, a wielu dobrych księży zaczęło nawet koncelebrować nową Mszę, brać udział w kontrowersyjnych imprezach, jak Światowy Dzień Młodzieży, i porzuciło wszelki opór wobec rewolucji wznieconej przez II Sobór Watykański?

Istnieje wiele czynników, które sprawiają, że obecna sytuacja jest całkowicie odmienna. Po pierwsze, bp Fellay nalegał na dyskusje doktrynalne z Rzymem i prosił o gest dobrej woli w postaci uwolnienia tradycyjnej Mszy oraz wycofania rzekomych ekskomunik. Oba te warunki zostały spełnione. Nie możemy również ignorować różnic pomiędzy wspólnotami Ecclesia Dei a nami: oni nie mają ani autonomii ani biskupów.

Ponadto, co dotyczy Vaticanum II, również osoby spoza Bractwa, jak ks. prał. Gherardini, mogą teraz otwarcie krytykować sobór. Oczywiście nie twierdzimy, że nie było żadnych nacisków ze strony ludzi przeciwnych uregulowaniu statusu kanonicznego Bractwa, trzeba jednak pamiętać, że dotyczy to jedynie pewnych środowisk.

Watykan wydaje się jednak obstawać przy tym, że przed uregulowaniem statusu kanonicznego Bractwo musi — by sparafrazować słowa ks. de Nantes — „przełknąć sobór”. Czy ocena ta jest słuszna? A jeśli tak, czy nie istnieje przynajmniej teoretyczna możliwość, że niektórzy ludzie w Watykanie starają się zneutralizować najbardziej znacząca opozycję względem soboru, jaka dziś pozostała — najpierw przez ekskomunikę, a potem poprzez regularyzację?

Nigdy w przeszłości stanowisko Bractwa nie zostało Rzymowi przedstawione i udokumentowane tak jasno jak obecnie, a to dzięki dyskusjom, które miały miejsce w ostatnich latach. Jak już wspomniałem, dyskusje te pomogły [w wyrażaniu krytycznej oceny zmian posoborowych] również osobom spoza Bractwa.

Czy nieuzasadnione jest przypuszczenie, że w tych trudnych i bezprecedensowych okolicznościach uznanie Bractwa wzmocni tę zainicjowaną już tendencję?

Mamy nadzieję, że tendencja ta będzie się upowszechniać, a lekarstwo, jakim jest Tradycja, będzie [szerzej] doceniane i stosowane. Trzeba tu podkreślić, że Bractwo poszukuje nie swych własnych korzyści, ale ma na względzie dobro całego Kościoła.

Trzeba również pamiętać, że hierarchia Kościoła na całym świecie nigdy jeszcze nie była tak podzielona. Niektórzy będą z pewnością starali się zneutralizować tę opozycję [wobec ducha soboru], jasne jest bowiem, że nie wszyscy odnoszą się przychylnie do uregulowania statusu kanonicznego Bractwa. Znajdą się jednak i tacy, którzy będą skłonni wypróbować środki, jakie oferuje Tradycja, jeśli będzie to tolerowane przez papieża.

Tak, niektórzy mogą jednak wskazywać, że np. Bractwo Św. Piotra nadal czeka na własnego biskupa, [byłym] redemptorystom zaalpejskim nie pozwolono nawet na wyświęcenie seminarzystów, cofając nieoczekiwanie udzieloną już zgodę, bp Rifan z Campos w Brazylii bardzo krytycznie wyrażał się o tradycyjnym oporze wobec Vaticanum II i osobiście koncelebrował uroczyste Msze w nowym rycie, a choć Instytut Dobrego Pasterza również zapewniano, że będzie mógł podjąć krytykę Vaticanum II, wydaje się, że jak dotąd krytyka ta się nie zmaterializowała. Nie mam tu zamiaru krytykować tych dobrych i świętych kapłanów, z których wielu jest moimi osobistymi przyjaciółmi i którzy bez wyjątku oddani są służbie Chrystusowi i Jego Kościołowi. Czy nie wydaje się jednak dziwne, że Rzym oferuje tak minimalne wsparcie tradycyjnym wspólnotom, których sytuacja kanoniczna została już uregulowana?

Gdy abp Lefebvre prosił podczas swych rozmów z Rzymem w 1988 r. o co najmniej jednego biskupa, zdawał sobie sprawę, że spełnienie tego warunku będzie miało kluczowe znaczenie dla przetrwania Tradycji. Kapłani i wierni potrzebują biskupa nie tylko do udzielania święceń, ale i do umacniania ich we wierze. Jedną z wielu trudności, z jakimi borykają się wspólnoty Ecclesia Dei jest to, że większość z nich nie ma własnych biskupów. Inną trudnością jest brak ochrony przed lokalnymi biskupami czy konferencjami episkopatów.

Co do Campos, pozwolę sobie na trzy uwagi. Po pierwsze, Bractwo było w stanie przedstawić zastrzeżenia doktrynalne władzom kościelnym jeszcze przed zawarciem jakiegokolwiek porozumienia kanonicznego. Po drugie, nasza działalność nie ogranicza się do stosunkowo małego obszaru, jak to ma miejsce w przypadku administratury apostolskiej Campos. Po trzecie, należy podkreślić, że struktura kanoniczna nie chroni nas przed naszymi własnymi słabościami.

Musimy spodziewać się walki nawet w przypadku nadania [Bractwu] nowej formy kanonicznej. Cechą charakterystyczną FSSPX było zawsze trzymanie się wiernie kursu nakreślonego przez naszego Założyciela już podczas II Soboru Watykańskiego. Począwszy od 1970 r., poprzez potępienia z lat 70. i 80. oraz przez ostatnich 18 lat posługi bp. Fellaya jako Przełożonego Generalnego, Bractwo pozostawało wierne tym wytycznym naszego Założyciela. Z Bożą pomocą będzie tak również w przyszłości.

Abp Lefebvre usprawiedliwiał swą decyzję o konsekracji biskupów wbrew woli Ojca Świętego w 1988 r. przewidywanymi przez prawo kanoniczne nadzwyczajnymi środkami, dopuszczalnymi w sytuacji „stanu konieczności” w Kościele. Czy to, że zbliżenie między FSSPX i Watykanem staje się obecnie możliwe, nie oznacza, iż Arcybiskup wykazał się w 1988 r. pewną nadgorliwością, względnie czy że „stan konieczności” przestał istnieć?

Nie, istnienie stanu konieczności w Kościele nie zależy od Bractwa Św. Piusa X, niezależnie od tego, czy posiada ono status kanoniczny czy też nie. Może się to odnosić jedynie do obiektywnego stanu, w jakim znajduje się Kościół. Obecnie ów stan konieczności nadal istnieje, ponieważ częstokroć kapłani i wierni wciąż jeszcze nie mogą otrzymać prawdziwego katolickiego nauczania albo przystępować do sakramentów, których ważność nie budziłaby wątpliwości. Są kapłani i biskupi, którzy głoszą jawne herezje albo uczestniczą w gorszących obrzędach…

Stan konieczności ustanie jedynie wówczas, gdy zaistnieją obiektywne powody dla powierzenia naszych dusz duchowieństwu i hierarchii Kościoła, bez konieczności podejmowania środków ostrożności.

Nawet w samym Summorum Pontificum, niezależnie od tego, jak wielki krok naprzód stanowi ten dokument, Benedykt XVI wciąż usiłuje stawiać znak równości między „dwiema formami rytu rzymskiego”. Osobiście nigdy nie celebrował Mszy św. Piusa V, postulując równocześnie pełną realizację dyrektyw Vaticanum II. Przygotowuje również kanonizację Jana Pawła II oraz kontynuuje tradycję spotkań modlitewnych w Asyżu — tego właśnie wydarzenia, które skłoniło Arcybiskupa do podjęcia ostatecznej decyzji [o konsekracjach biskupich w roku 1988]. Kochamy co prawda Ojca Świętego i modlimy się za niego, pozostając mu wdzięczni za Summorum Pontificum, czy istnieje jednak dość dowodów na jakąś radykalną zmianę stanowiska , które uprawniałyby nas do twierdzenia, że obecna sytuacja różni się zasadniczo od sytuacji z 1988 r.?

W roku 2000, kiedy nastąpiło pierwsze spotkanie kard. Ratzingera z biskupami Bractwa, wielu uważało warunki przedstawione wówczas przez bp. Fellaya za nierealistyczne. Jak mogliśmy oczekiwać, że papież uwolni tradycyjną Mszę św.? Jak mogliśmy wymagać, by zniesiono rzekome ekskomuniki? Kto wyobrażał sobie wówczas dyskusje doktrynalne? Było to dla wielu ludzi nie do pomyślenia. Było to nawet odbierane jako dowód, że Bractwo jest rzeczywiście schizmatyckie, ponieważ bp Fellay stawiał warunki pozornie niemożliwe do spełnienia, co miało świadczyć o naszej zatwardziałości. My jednak spełnienie tych warunków postrzegaliśmy jako gest dobrej woli, jako znak, że Rzym nie zamierza niszczyć Tradycji (…). Warunki te postrzegano jednak wówczas jako nierealistyczne.

Dwanaście lat później widzimy jednak, że warunki te zostały do pewnego stopnia spełnione. Czy powinniśmy stawiać nowe? Czy powinniśmy czekać, aż nie będzie już żadnych sprzeciwów? Niektórzy tak uważają. Biskup Fellay natomiast, poddawszy tę sprawę roztropnemu osądowi, uznał [wartość] gestów czynionych przez Rzym.

Są też inne jeszcze oznaki zmian zachodzących w Rzymie. Byliśmy w minionych latach świadkami większej liczby krytycznych ocen Vaticanum II pochodzących od ludzi spoza Bractwa. Podejmuje się pewne próby korygowania niektórych błędów. Myślę tu na przykład o tłumaczeniu „pro multis” jako „za wielu” zamiast „za wszystkich”. Można oczywiście powiedzieć, że to mało w porównaniu z ekumenicznymi działaniami papieża, beatyfikacją Jana Pawła II, Asyżem III etc. To rzeczywiście niewiele, ale zawsze coś. Czy więc sytuacja w Kościele uległa radykalnej zmianie? Nie, ale niektóre zmiany rzeczywiście się dokonały.

Myślę, że decydujące znaczenie będzie miała konkretna forma prałatury personalnej. Czy będzie to struktura, która zapewni nam dostateczną ochronę? Od tego będzie zależało, czy wykonanie tego kroku będzie możliwe.

Niektórzy ludzie argumentują, że bez FSSPX jako „kotwicy” zaczepionej do nawy św. Piotra Kościół będzie nadal dryfował w kierunku skał — stąd sugestia, by Bractwo pozostało dokładnie tam gdzie jest, aż skończy się obecny sztorm.

Nie postrzegam Bractwa jako kotwicy. Nie jesteśmy jedynie przytwierdzeni do łodzi Piotrowej łańcuchem; jesteśmy wewnątrz niej i nie chcemy z niej wypaść… W każdym razie, jeśli chcemy pozostać przy porównaniu do kotwicy, dlaczego ta kotwica nie miałaby sprawdzić się w nowej strukturze?

Uważam, że nie wolno nam patrzeć na Kościół w kategoriach polityki, jest to łódź św. Piotra i steruje nią sam Zbawiciel.

Myślę, ze wszyscy autentyczni tradycyjni katolicy tęsknią za dniem, w którym w Kościele zostanie odbudowana jedność, a Bractwo będzie mogło pozbyć się w końcu niesprawiedliwego piętna „schizmy”. Niezależnie od tego, co wydarzy się w najbliższych dniach i miesiącach między Rzymem a Bractwem, co możemy uczynić my, świeccy wierni, by pomóc promować jedność w obrębie różnych obozów Tradycji w świecie prowadzącym wojnę z Chrystusem i Jego Kościołem?

Modlić się. Wiele się modlić. Każdy katolik powinien modlić się za papieża, za J.E. bp. Fellaya, za Bractwo Św. Piusa X. Nic nie jest ważniejsze, niż modlitwa. Nigdy przedtem nie było takiej gorliwości modlitewnej, zwłaszcza w postaci krucjat różańcowych — to bardzo budujące. Jak Bóg mógłby nas opuścić?

Nie należy też niepokoić się plotkami, zwłaszcza pochodzącymi z Internetu, opartymi jedynie na przypuszczeniach, a nie na faktach. (…)

Powierzmy nasze modlitwy Najświętszej Maryi Pannie, postępujmy drogą wytyczoną nam przez Bożą Opatrzność i prośmy o nieustanną opiekę Zbawiciela.

Dziękuję Księdzu za rozmowę. Niech dobry Bóg wspiera Księdza i wszystkich Księdza konfratrów w tych przełomowych dniach w historii Kościoła Chrystusowego.

Za „The Remnant” 15 maja 2012. Tłumaczył Tomasz Maszczyk.

  1. Jan Józef Wright (1909–1979), amerykański duchowny, biskup Worcester, a następnie Pittsburgha, w 1969 r. kreowany kardynałem i ustanowiony prefektem Kongregacji ds. Duchowieństwa, który to urząd piastował do chwili śmierci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmowy z Rzymem i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.