Bp Bernard Fellay FSSPX: Znajdujemy się znów w punkcie wyjścia

Bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Jak już informowaliśmy, w piątek 29 czerwca bp Bernard Fellay udzielił święceń kapłańskich i diakońskich 15 członkom Bractwa Św. Piusa X i trzem zakonnikom. W kazaniu wygłoszonym podczas Mszy św.,  odnosząc się do aktualnego stanu rozmów z przedstawicielami Kongregacji Nauki Wiary, przełożony generalny FSSPX powiedział m.in:

„Obchodząc uroczystość śś. Piotra i Pawła nie możemy nie myśleć o Rzymie. I nie możemy zapomnieć o miłości, jaką nasz Założyciel obdarzał Rzym i jaką pragnął i zamierzał wpoić w swoich uczniów. Jesteśmy Rzymianami! I nie możemy o tym zapominać! Chociaż żyjemy w trudnych czasach, choć dzisiejszy Rzym przysparza nam cierpień, to jednak nie możemy ustawać w prawdziwej, owocnej i żarliwej miłości do Rzymu, ponieważ to sam Pan Bóg wybrał to miasto na siedzibę głowy Kościoła. Nie znaczy to, że pokochamy błędy [Rzymu], z pewnością nie; cierpimy z ich powodu. Ale nie możemy sobie pozwolić, by – że tak powiem – dać się odstręczyć [od Rzymu] przez to, co się obecnie dzieje. Nie, koniecznie musimy wytrzymać – i to właśnie próbujemy robić.

Z pewnością pragniecie mnie zapytać: „Jak wygląda kwestia rozmów z Rzymem?”. Jeśli aż dotąd nie powiedziałem o tym prawie nic, to dlatego, że nie mam wiele do powiedzenia. Obecnie panuje w nich całkowity zastój. W tym sensie, że toczyliśmy dyskusje, że nastąpiły wymiany [listów], kontakty, propozycje, jednak znajdujemy się znów w punkcie wyjścia. To znaczy w punkcie, w którym powiedzieliśmy, że nie możemy zaakceptować, że nie możemy podpisać [proponowanego porozumienia]. Jesteśmy w tym punkcie, po prostu. Widzimy, z jednej strony, że dwa, trzy lata temu sytuacja w Rzymie zaczęła się komplikować, nastąpił rozdźwięk. Od 2009 r. mówiłem to, i nadal powtarzam, i jest to widoczne każdego dnia. Tak właśnie wygląda sytuacja w Kościele, cóż zrobić? Są tacy, którzy chcą promować progresywizm i jego owoce. Są i inni, którzy chcą, żeby wprowadzono pewne korekty. A my, w środku, staliśmy się piłeczką ping-pongową, odbijaną przez obie strony. Wiemy, że na końcu, na samym końcu Kościół odnajdzie sam siebie, my zaś odrzucamy pokusę, by znajdować zadowolenie w naszej, że tak powiem, komfortowej sytuacji. Z sytuacji, która po prostu nie jest normalna. Nie możemy się do niej przyzwyczajać – a znajdujemy się w sytuacji, w której możemy robić, co tylko chcemy – nie możemy uznać, że stan, w którym się znajdujemy, jest normalny. To nieprawda. To po prostu nieprawda. Jest natomiast normalne, że pragniemy – naturalnie z zachowaniem wszystkich koniecznych ku temu warunków – odzyskać imię, które jest nasze, do którego mamy prawo: imię katolików. To nie znaczy, że mamy teraz wydać samych siebie na łaskę modernistów; to nie tak.

Ale to trudna sytuacja, naprawdę trudna; wszystko znajduje się w stanie wrzenia, i wyraźnie widzimy, jak diabeł miota się na wszystkie strony. Jest to zatem czas modlitwy. To trudna chwila. I do nas, i o nas mówi się najróżniejsze rzeczy. Dobry Boże! Jedyne, czego pragniemy, to wypełniać Bożą wolę, nic więcej. Boża wola wyraża się poprzez wydarzenia. (…) Jest też jasne, że nie możemy inaczej udzielić Kościołowi dobra, jak tylko pozostając wiernymi spuściźnie Arcybiskupa. To stąd wzięły się te słynne – jakby to powiedzieć? – „warunki”, „zabezpieczenia”, które wiele razy przedstawialiśmy, a które muszą zagwarantować, że Bractwo pozostanie tym, czym jest. Czy pewnego dnia współdziałanie [z Rzymem] okaże się możliwe do pomyślenia, kiedy, w jaki sposób? – cóż, pokaże to czas” (źródło: sspx.org, 29 czerwca 2012).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kazania, przemówienia i listy, Rozmowy z Rzymem i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.