Siedemnaście ostatnich dni abp Lefebvre’a – wywiad z dr. Jo Grenonem

Abp Marcel Lefebvre (1905-1991)

Abp Marceli Lefebvre (1905-1991)

25 marca br. minęła 24. rocznica śmierci abp. Marcelego Lefebvre’a, założyciela Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Arcybiskup zmarł w Poniedziałek Wielkanocny – zatem dzisiaj przypada liturgiczna rocznica jego śmierci. Z tej okazji prezentujemy wywiad Eryka Betinata, redaktora pisma „Controverses”, z Jo Grenonem, ówczesnym dyrektorem szpitala w Martigny w Szwajcarii (wywiad ukazał się drukiem w kwietniu 1991 r.).

Jo Grenon jest dyrektorem szpitala w Martigny. Z wielkim oddaniem opiekował się abp. Lefebvre’em podczas jego pobytu w szpitalu. Przyjął nas z wielką życzliwością i zechciał opowiedzieć o ostatnich dniach założyciela Bractwa Św. Piusa X.

Abp Lefebvre został przyjęty do szpitala w Martigny w sobotę 9 marca [1991 r.]. Był Pan jedną z pierwszych osób, która się z nim spotkała. Jakim go Pan zastał?

– W łóżku, uśmiechniętego i pewnego siebie! Arcybiskup był na oddziale ratunkowym. Później przenieśliśmy go do sali nr 213 – to jednoosobowy pokój znajdujący się na drugim piętrze. Jego Ekscelencja miał stamtąd widok na Forclaz, a więc i Wielką Przełęcz Świętego Bernarda, na Włochy, Rzym…

Jakie badania przeprowadzono w pierwszych dniach?

– Przez pierwszy tydzień Arcybiskup był podłączony do kroplówki z antybiotykami. Oprócz badań rutynowych przeszedł też wiele innych, bardzo bolesnych. Chociaż lekarze już zdiagnozowali chorobę, to rozważali jeszcze poddanie chorego tomografii, oczywiście z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Zatem musieliśmy przewieźć go do szpitala w Monthey. Zapytałem Arcybiskupa, czy nie wolałby podróżować zwykłym samochodem, a nie ambulansem, przypięty na noszach. Mimo że nalegałem, żeby wybrał samochód, Jego Ekscelencja wybrał karetkę. W czwartek wieczorem kazałem przynieść mu posiłek. Cierpiał, bo nie był w stanie normalnie jeść.

Czy Jego Ekscelencja bardzo cierpiał?

– O, tak! Kiedy tutaj przyjechał powiedział mi, że to prawdziwa męka. Później, pod wpływem leków, ból zelżał.

Jak wyglądały kontakty pomiędzy abp. Lefebvre’em a pielęgniarkami, które się nim opiekowały?

– Pielęgniarki były bardzo uprzejme, bardzo delikatne, ale również wyjątkowo dyskretne. Arcybiskup nigdy nie używał dzwonka, którym się je przyzywa. Nie chciał ich fatygować.

Jaki był Arcybiskup w trakcie tego pierwszego tygodnia?

– W tym czasie kilkakrotnie powtórzył: „Jestem starym człowiekiem”. Był trochę zaniepokojony następstwami ewentualnej operacji, ale niebawem się z tym pogodził i przystał na jej przeprowadzenie.

A duchowo?

– W poniedziałek 12 marca poprosił o udzielenie mu Ostatniego Namaszczenia. Następnego dnia wyjaśnił: „Prosiłem o Ostatnie Namaszczenie; to bardzo ważne! Moja siostra odeszła bez sakramentów”. Wielokrotnie powtarzał mi: „Zakończyłem moją pracę, więcej uczynić nie zdołam. Jestem wyczerpany, teraz pozostaje mi modlić się i cierpieć”.

Czy wspominał o Bractwie, o jego przyszłości?

– Dzięki długiej rozmowie z Arcybiskupem na początku pierwszego tygodnia jego pobytu w szpitalu mogłem usłyszeć, jak z zadowoleniem mówi o dziele, które się dokonało. „Bractwo jest w dobrych rękach – mówił mi abp Lefebvre – i, co ważne, ma czterech gorliwych biskupów”. I podziwiał bp. Fellaya, który mówi w pięciu językach, „tak dobrze, jak ja mówię po francusku; wyobraża pan to sobie?”. Wspominał również o dyrektorach i wykładowcach seminaryjnych jako o ludziach „oddanych i właściwych”. Arcybiskup był zupełnie spokojny i wydawał się z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Mówił mi Pan o szacunku, jakim otaczał go personel…

– Tak, tak. Jeden z lekarzy powiedział mi nawet, że był pod olbrzymim wrażeniem Arcybiskupa. „Gdy spojrzeć w jego oczy – mówił – widzi się Bożą dobroć”.

W poniedziałek 18 marca została przeprowadzona operacja; jaki miała przebieg?

– O godz. dziewiątej rano Arcybiskup został przewieziony na salę operacyjną. Operacja trwała od godziny 9.30 do 12.30. Później Jego Ekscelencja został przewieziony na odział intensywnej opieki medycznej. Wybudzenie go z narkozy przebiegło z trudnościami i przez kolejne dwa-trzy dni po operacji Arcybiskupowi doskwierał silny ból. Później poczuł się lepiej; nieco się podniósł, lecz serce pozostało osłabione.

Czy lekarze podawali Jego Ekscelencji leki przeciwbólowe?

– Oczywiście, Arcybiskup przez cały czas znajdował się pod nadzorem lekarskim. Dzięki nowoczesnej aparaturze, w jaką jest wyposażony szpital, można śledzić natężenie bólu. Dlatego mogliśmy zapewnić Jego Ekscelencji bardzo precyzyjne leczenie, pozwalające ulżyć jego cierpieniom.

I tak dotarliśmy do końca ostatniego tygodnia.

– W piątek chory poprosił mnie, aby mu przynieść jego łańcuszek – widok tego skromnego łańcuszka z prostym medalikiem pozostaje dla mnie jednym z najbardziej wzruszających wspomnień ostatnich dni Arcybiskupa. Poprosił także o swój zegarek i aparat słuchowy, co dowodziło lepszego stanu pacjenta. W sobotę rozważaliśmy przeniesienie chorego do jego pokoju następnego dnia. „Ale panie pielęgniarki chcą mnie tutaj zatrzymać” – powiedział mi żartobliwie. W niedzielę nadzieję szybko zastąpił niepokój. Arcybiskup dostał gorączki. Kardiolog zrobił mu echo serca i zdecydował o pozostawieniu go na OIOM-ie. W niedzielę popołudniu Arcybiskup zaczął więcej mówić, ale ze względu na nałożoną maskę tlenową było trudno go zrozumieć. Usłyszałem jednak, jak mówił: „Wszyscy jesteśmy Jego małymi dziećmi”. Czy miał wizję nieba? W każdym razie mówił o Dobrym Bogu. W chwili, gdy odchodziłem, uśmiechnął się do mnie po raz ostatni i uścisnął mi rękę na znak pożegnania… W niedzielę wieczorem otrzymałem telefon od dyżurnej pielęgniarki. Jego Ekscelencja był reanimowany i nie wyglądało to dobrze. Zdecydowałem się zaalarmować ks. Laroche’a. Później dyżurna poinformowała mnie, że rytm serca się unormował. O godz. 3.30 otrzymałem ostatni telefon – dowiedziałem się, że Arcybiskup zmarł.

Był Pan jedną z pierwszych osób, które widziały Arcybiskupa martwego. Jakim go Pan znalazł?

– Natychmiast udałem się na OIOM. Arcybiskup leżał bez ducha. Niezwykle uderzyło mnie podobieństwo widoku ciała Arcybiskupa do obrazów Pana Jezusa na krzyżu. Prześcieradło okrywało jedynie jego biodra. Jego ręce i ramiona nosiły ślady długotrwałego cierpienia. Wieloletni ból odcisnął swoje znamię także na jego nogach. Tamten widok Jego Ekscelencji leżącego na oddziale intensywnej terapii często przywodzi mi na myśl obrazy Chrystusa zdjętego z krzyża.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wywiady, Z historii FSSPX i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.