Polska: Obóz wędrowny dla dziewcząt

Uczestniczki obozu gdzieś w Bieszczadach...

Uczestniczki obozu gdzieś w Bieszczadach…

Obozy wędrowne dla młodzieży były w tym roku innowacją w kalendarzu „wakacji z Tradycją”. Jak to z nowościami bywa, długo pozostawało tajemnicą, czego można się właściwie spodziewać w pięknych Bieszczadach.

Trasę przetarli chłopcy, w drugiej połowie sierpnia wędrując przez pięć dni z Ustrzyk Górnych do Komańczy; stamtąd z kolei wyruszyły w swoją wędrówkę dziewczyny. Dzięki ekipie technicznej w osobie br. Maksymiliana nie trzeba było nosić bagaży – na trasę wystarczyło zabrać tylko dobry humor.

Pierwszego dnia cały dzień padało. Dla początkujących podróżniczek to dobry wstęp – dla wprawy i w myśl zasady, że trzeba być twardą. Smak konserw wynagrodził trudy wspinaczki, a żurek serwowany przez br. Maksymiliana był wyśmienity.

Drugiego dnia z powodzeniem można by było nagrywać nowelę filmową pt. Dzieci we mgle, bo tak właśnie wyglądała wędrówka. Dobry humor nie opuścił jednak nikogo, zwłaszcza gdy okazało się, że nie jesteśmy nieznaną grupą. Na jednym ze szczytów jakiś turysta od razu – pomimo mgły! – wiedział, kim jesteśmy, ponieważ parę dni wcześniej spotkał grupę chłopaków z tym samym ks. Łukaszem Szydłowskim. Wieczorna zupa pomidorowa ugotowana przez niego pokrzepiła i ucieszyła podniebienia. Nocleg w klimatycznej bacówce pod Honem wszyscy zapamiętają na długo – niektóre z nas z powodu pouczającej pogadanki ks. Szydłowskiego, inne z powodu przepięknego widoku gwieździstego nieba, a jeszcze inne z powodu… konieczności ułożenia się do snu prosto na ziemi.

Trzeciego dnia mogłyśmy w końcu podziwiać typowe górskie widoki. Było to zaledwie preludium, ponieważ „prawdziwe Bieszczady” rozpoczęły się dopiero czwartego dnia. Jedenaście godzin wędrówki po górach i zdobycie dwóch Połonin – Wetlińskiej i Caryńskiej – stanowiły nie lada wyczyn. Wysiłek wynagrodziły przepiękne widoki, jak również… zupa pomidorowa. Podczas wędrówki wszystkie za nią przepadałyśmy.

Ostatniego dnia po zdobyciu Tarnicy przyszedł czas na kontynuację pogadanki ks. Szydłowskiego, ale tym razem to dziewczyny zadawały pytania. Drażliwe kwestie wyglądu, makijażu, ale także duchowe rozterki wędrowczyń zostały wyjaśnione i obóz można było zakończyć prawie już nocną Mszą św. ku czci Matki Bożej Częstochowskiej.

Pierwszy obóz wędrowny na długo zapadnie w naszej pamięci ze względu na niesamowite widoki, duchowe prelekcje ks. Szydłowskiego, miłą atmosferę oraz wspaniałą zupę pomidorową. Okazało się, że nowości w kalendarzu wydarzeń Tradycji bywają strzałem w dziesiątkę!

Kilka zdjęć z wędrówki.

Aktualizacja 4.10.2016 r.: Poprawiono nazwę Połoniny Caryńskiej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.