„Tym, co uderza mnie najbardziej, jest ten sam duch wiary”

Bp Alfons de Galarreta, pierwszy asystent generalny Bractwa Św. Piusa X

Bp Alfons de Galarreta, pierwszy asystent generalny Bractwa Św. Piusa X, odpowiada na pytania serwisu fsspx.news.

Wasza Ekscelencja był już asystentem generalnym…

Tak, rzeczywiście, byłem nim przez cztery lata, jeszcze pod koniec poprzedniej kadencji, czyli 12 lat temu. Zostałem mianowany asystentem, będąc jednocześnie przełożonym w Hiszpanii.

Jakie były inne stanowiska Waszej Ekscelencji w Bractwie Św. Piusa X?

W 1985 r. zostałem mianowany przełożonym dystryktu Ameryki Południowej, następnie przełożonym domu autonomicznego Hiszpanii; byłem także dwa razy rektorem seminarium w La Reja w Argentynie, raczej w ramach tymczasowej pomocy… Od tego czasu (tzn. od 2012 r., kiedy ks. Pagliarani FSSPX zastąpił bp de Galarretę jako rektor seminarium w La Reja – przyp. red. WTK) rezyduję w Genewie, ze względu na wyjazdy, które odbywam jako biskup, a także w ramach mojej posługi biskupa odpowiedzialnego za zakony Tradycji.

Jakie obowiązki Wasza Ekscelencja ma względem tych wspólnot zakonnych?

Chodzi o wspólnoty kontemplacyjne oraz te wiodące życie aktywne, męskie i żeńskie, jako że ci zakonnicy i zakonnice potrzebują i sami proszą o nadzór ze strony władzy kościelnej. Jest to więc dość szeroka i bardzo interesująca posługa, albowiem te wspólnoty mnożą się prawie wszędzie na świecie. To bardzo pocieszające, że Tradycja jest tak rozwinięta na świecie i że umacnia swe pozycje. Przykładowo w ostatnich latach mieliśmy piękny przyrost powołań kontemplacyjnych, i to wszędzie: u karmelitanek, dominikanek, klarysek, benedyktynek…

Które kraje Waszej Ekscelencja odwiedził i z których ma najbardziej wyjątkowe wspomnienia?

Wszystkie kraje! Za długo byłoby je tu wymieniać, gdyż udajemy się wszędzie. Posługa biskupów Bractwa nie ogranicza się do danego terytorium, ale odbywa się wszędzie tam, gdzie jest obecna Tradycja, to znaczy na pięciu kontynentach.

Mówiąc ogólnie, tym, co mnie najbardziej uderza, jest fakt, że wszędzie znajdujemy tego samego ducha wiary, tę samą wiarę katolicką i miłość do Tradycji. Wszędzie też czujemy się jak u siebie w domu – pomimo nieznajomości języka i odmiennych obyczajów. Czy to w Meksyku, czy w Europie, czy w Korei, czy w Indonezji, wszędzie znajdujemy u wiernych tego samego ducha katolickiego, to samo umiłowanie wiary, Mszy świętej, Najświętszej Maryi Panny…

Co do konkretnego wydarzenia, to wiąże się ono z tym, co właśnie powiedziałem. Najbardziej uderzyło mnie, gdy pewnego dnia jakaś starsza kobieta, Meksykanka o siwych włosach, Indianka, uklękła, żeby ucałować mój pierścień biskupi, a następnie uściskała moje nogi. Nie zdążyłem zareagować i uściskała mi nogi. Przypomniałem sobie wtedy o nogach niosących Ewangelię (zob. Rz 10,15, cytujący Iz 52,7: „Jak śliczne nogi opowiadających pokój, opowiadających dobra!”). I 20 lat później, kiedy już nawet nie pamiętałem, gdzie to się wydarzyło, spotkałem ją ponownie – a ona znowu zrobiła to samo!

A więc tym, co mnie uderza i co jest pocieszające, jest to, że wszędzie widać ducha wiary – i tego właśnie oczekują od nas wierni: tego ducha katolickiego, ducha Kościoła, do tego stopnia, że ktoś w dalekim kraju uściska nogi kaznodziei. To właśnie to, co mnie najbardziej pocieszyło.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wywiady, Z życia FSSPX i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.