Polska: Letni obóz dla chłopców

Uczestnicy i kadra wakacyjnego obozu dla chłopców w Jarokach

W tym roku wakacyjny obóz dla chłopców, trwający od 9 do 18 lipca, został zorganizowany w Jaworkach, miejscowości położonej pomiędzy pasmem Pienin a Beskidem Sądeckim. Tematem przewodnim była cnota miłości ojczyzny; opiekę duchową nad uczestnikami sprawował ks. Dawid Wierzycki FSSPX, a kierownikiem obozu był br. Maksymilian FSSPX.

Każdy dzień rozpoczynała Msza święta, dlatego co rano uczestnicy szli do pobliskiego kościoła, po drodze odmawiając kilka dziesiątek różańca. Świątynia w przeszłości pełniła funkcję cerkwi greckokatolickiej, o czym może świadczyć obecny w niej ikonostas, czyli ściana z ikon oddzielająca prezbiterium od nawy.

Msza św. w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Jaworkach

Oprócz katechez ważnym elementem przedpołudniowego rozkładu dnia były gry terenowe. Podczas jednej z nich uczestnicy mieli możliwość zapolowania na niedźwiedzia i zdobycia dziesięciu punktów dla swojej drużyny – niedźwiedź okazał się jednak niezupełnie prawdziwy, bowiem w jego postać wcielił się ks. Wierzycki.

Podobnie jak na innych obozach letnich nie zabrakło ognisk ani śpiewu przy akompaniamencie gitary, a także zabaw na boisku oraz meczów piłki nożnej. W odróżnieniu jednak od innych obozów ważnymi elementami każdego dnia były modlitwa i lektura duchowa.

Podczas obozu zostały zorganizowane trzy wycieczki. Celem pierwszej były zamki nad Dunajcem – w Czorsztynie i Niedzicy – a jej dodatkową atrakcją było to, że drogę pomiędzy nimi pokonano w… gondoli. Druga wyprawa odbyła się na szczyt Sokolicy i wymagała niemało samozaparcia; na szczęście po trudach wspinaczki chłopcy mogli zrelaksować się w parku linowym. Trzecia wycieczka była rowerowa, a jej szlak prowadził wzdłuż granicy polsko-słowackiej. Punktem docelowym był znajdujący się po słowackiej stronie Czerwony Klasztor, zamieszkały początkowo przez kartuzów, a następnie przez kamedułów; został zlikwidowany w wyniku reform cesarza Józefa II.

Największy wyzwaniem tegorocznego obozu okazała się gra terenowa prowadząca przez malowniczy wąwóz Homole. Uczestnicy mieli w trzech miejscach zdobywać punkty, jednak ulewa uniemożliwiła dotarcie do nich wszystkim drużynom. Gra zakończyła się tym, że wszystkie drużyny wróciły do ośrodka całkowicie przemoczone i jedynie dwie (z czterech) dotarły do wszystkich wskazanych miejsc. Obozowicze poznali wówczas starą (choć dla nich nową) zasadę: tylko taki obóz można uznać za udany, na którym przynajmniej raz będzie się całkowicie zmoczonym przez deszcz!

Galeria zdjęć I

Galeria zdjęć II

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polska i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.