Kościół, który został postawiony na głowie – wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim FSSPX

Ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Czcigodny Księże, przed końcem bieżącego roku będzie miało miejsce wiele ważnych wydarzeń, takich jak synod nt. Amazonii czy reforma Kurii Rzymskiej. Przyniosą one doniosłe konsekwencje dla życia Kościoła. Jak, zdaniem Księdza, sytuują się one na tle pontyfikatu papieża Franciszka?

Coraz więcej katolików odnosi wrażenie, że Kościół stanął na progu nowej katastrofy. Jeśli cofniemy się nieco w czasie, [dostrzeżemy, że] II Sobór Watykański mógł się odbyć, ponieważ był rezultatem rozkładu, jaki dotknął Kościół w latach przed jego zwołaniem: w krytycznym momencie tama pękła pod naporem sił, które działały już od pewnego czasu. Właśnie w ten sposób zwyciężają wielkie rewolucje, gdyż legislatorzy tylko aprobują i sankcjonują to, co już wcześniej, przynajmniej częściowo, stało się faktem.

I tak reforma liturgiczna była tylko rezultatem eksperymentów działającego w okresie międzywojennym ruchu liturgicznego, który zdołał pozyskać dla swych postulatów część duchowieństwa. Współcześnie, podczas tego pontyfikatu, dokument Amoris lætitia usankcjonował praktykę, która niestety już wcześniej była obecna w Kościele, szczególnie jeśli chodzi o możliwość przyjmowania Komunii przez osoby żyjące w stanie jawnego grzechu. Jak się wydaje, sytuacja dojrzała dziś do przeprowadzenia kolejnych reform o dalekosiężnych skutkach.

Czy mógłby Ksiądz sprecyzować swój pogląd na temat ekshortacji apostolskiej Amoris lætitia trzy lata po jej publikacji?

Amoris lætitia jest w historii Kościoła ostatnich lat tym, czym są Hiroszima czy Nagasaki w historii współczesnej Japonii. Patrząc po ludzku, spustoszenia spowodowane tym dokumentem są niemożliwe do naprawienia. Jego wydanie było bez wątpienia najbardziej rewolucyjnym z dotychczasowych czynów papieża Franciszka, a zarazem wzbudzającym największe kontrowersje – także poza środowiskiem Tradycji – ponieważ bezpośrednio dotyka kwestii moralności małżeńskiej, co umożliwiło wielu duchownym oraz świeckim dostrzeżenie poważnych błędów, jakie zawiera. Ten fatalny dokument został mylnie uznany za dzieło kogoś ekscentrycznego i lubiącego prowokować, a tak niektórzy postrzegają obecnego papieża. Nie jest to właściwy obraz rzeczy i jest czymś niewłaściwym stosowanie tak daleko idących uproszczeń.

Zdaje się Ksiądz sugerować, że Amoris lætitia jest nieuniknionym skutkiem czegoś daleko wykraczającego poza osobowość obecnego papieża. Dlaczego stroni Ksiądz od określenia go jako człowieka oryginalnego?

Amoris laetitia to jeden z tych skutków, które prędzej czy później musiały zaistnieć jako rezultat zasad, przyjętych przez sobór. Kardynał Walter Kasper przyznał i podkreślił, że nowa eklezjologia koresponduje z nowym pojmowaniem rodziny chrześcijańskiej1.

W rzeczy samej sobór był przede wszystkim eklezjologiczny, tzn. w swoich dokumentach przedstawił nową koncepcję Kościoła. Kościół założony przez Pana Jezusa już nie ma być po prostu Kościołem katolickim, ale czymś szerszym: ma zawierać inne wyznania chrześcijańskie. W tym ujęciu wspólnoty prawosławne czy protestanckie posiadają „eklezjalność” na mocy sakramentu chrztu. Innymi słowy, wielką nowością eklezjologii soboru jest możliwość przynależności do Kościoła założonego przez Pana Jezusa na różne sposoby i w różnym stopniu. Stąd też współczesne pojęcie „pełnej” lub „niepełnej” jedności, [jedności] ze „zmienną geometrią”, jak można by rzec. Kościół stał się strukturalnie otwarty i elastyczny. Nowy sposób przynależności do Kościoła, elastyczny i różnorodny, według którego wszyscy chrześcijanie są zjednoczeni w Kościele Chrystusowym, leży u podstaw ekumenicznego chaosu.

Nie sądźmy jednak, że te teologiczne nowinki są czymś czysto abstrakcyjnym – mają one wpływ na codzienne życie wiernych. Wszystkie błędy dogmatyczne, które oddziałują na Kościół, prędzej czy później wywrą wpływ również na rodzinę chrześcijańską, albowiem jedność małżonków chrześcijańskich jest odbiciem jedności Chrystusa i Jego Kościoła. Kościołowi ekumenicznemu, elastycznemu i panchrześcijańskiemu odpowiada pojęcie rodziny, w której zobowiązania małżeńskie utraciły swoje dawne znaczenie, w której więzy między małżonkami, między kobietą a mężczyzną, nie są już postrzegane ani definiowane w ten sam sposób: one również stają się elastyczne.

Papież postępujący według zasad II Soboru Watykańskiego

Czy mógłby Ksiądz sprecyzować swoją myśl?

Konkretnie rzecz ujmując: tak jak „panchrześcijański” Kościół Chrystusowy, choć poza jednością katolicką, miałby zawierać dobre i pozytywne elementy, tak samo miałyby istnieć dla wiernych dobre i pozytywne elementy poza małżeństwem sakramentalnym, np. w małżeństwie cywilnym, a także w jakimkolwiek innym związku. Tak jak nie ma już rozróżnienia między „prawdziwym” Kościołem a „fałszywymi” kościołami – gdyż kościoły niekatolickie są dobre, tyle że mniej doskonałe – tak samo wszystkie związki stają się dobre, albowiem zawsze jest w nich coś dobrego, choćby sama miłość.

Oznacza to, że w „dobrym” małżeństwie cywilnym – szczególnie jeśli zostało ono zawarte między osobami wierzącymi – można znaleźć niektóre elementy chrześcijańskiego małżeństwa sakramentalnego. Nie chodzi wcale o to, aby traktować małżeństwa sakramentalne i cywilne jako sobie równe; jednak związek cywilny nie jest zły sam w sobie, a jedynie mniej dobry! Dotychczas mówiliśmy o uczynkach dobrych i złych, o życiu w łasce lub w grzechu śmiertelnym; obecnie są jedynie uczynki dobre i mniej dobre. Formy życia w pełni odpowiadające ideałowi chrześcijańskiemu oraz takie, które mu odpowiadają jedynie częściowo… Podsumowując, Kościołowi ekumenicznemu odpowiada ekumeniczna rodzina, tzn. rodzina zrekonstruowana (w Polsce używa się także określenia „rodzina patchworkowa” – przyp. red. WTK) lub podlegająca rekonstrukcji, według potrzeb i wrażliwości.

Przed II Soborem Watykańskim Kościół nauczał, że niekatolickie wyznania chrześcijańskie nie należą do prawdziwego Kościoła, a więc nie są częścią Kościoła Jezusa Chrystusa. Doktryna zawarta w Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium (nr 8) otwiera drogę do uznania ich za częściowe realizacje Kościoła Chrystusowego. Konsekwencje tych błędów są nieobliczalne i z czasem tylko się potęgują.

Amoris lætitia jest więc nieuniknionym rezultatem nowej eklezjologii głoszonej przez Lumen gentium, a także niemądrego otwarcia się na świat, zalecanego przez Konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes2. I istotnie, wraz z Amoris lætitia małżeństwo chrześcijańskie staje się coraz bardziej takim, jakim go rodzi i profanuje współczesność.

Dlatego nauczanie papieża Franciszka – obiektywnie rzecz biorąc wprowadzające zamieszanie – nie jest jakąś dziwaczną aberracją, ale logiczną konsekwencją zasad proklamowanych przez sobór. Papież po prostu wyciąga z nich ostateczne – na obecnym etapie – konsekwencje…

Czy ta nowa doktryna o Kościele znalazła wyraz w jakiejś konkretnej koncepcji teologicznej?

Po soborze pojęcie „Ludu Bożego” zastąpiło pojęcie „Mistycznego Ciała Chrystusa”. Jest ono obecne w wielu miejscach nowego Kodeksu prawa kanonicznego, opublikowanego w 1983 r. Jednak w 1985 r. nastąpiło pewne przesunięcie. Okazało się, że termin „Lud Boży” jest niewygodny, ponieważ umożliwiał skręt w kierunku teologii wyzwolenia i marksizmu. Został on zastąpiony innym pojęciem, również wywodzącym się z soboru – eklezjologią wspólnoty. Pozwala ono [na forsowanie tezy o] elastycznej przynależności do Kościoła, [głoszącej] że wszyscy chrześcijanie są zjednoczeni w tym samym Kościele Chrystusowym, ale w różnią się stopniem tego zjednoczenia. Znaczy to, że dialog ekumeniczny stał się niczym konwersacja w wieży Babel, jak to miało miejsce w Asyżu w 1986 r. Jest jak ukochany przez papieża Franciszka wielościan: „Bryła geometryczna, która ma wiele różnych ścian. Wielościan odzwierciedla zbieg wszystkich różności, które zachowują w nim swoją oryginalność. Nic się nie rozpuszcza, nic nie zostaje zniszczone, żadna z części nie dominuje nad innymi”3.

Czy widzi Ksiądz ten sam eklezjologiczny fundament w reformach zapowiedzianych przez instrumentum laboris najbliższego synodu nt. Amazonii bądź w projekcie reformy Kurii Rzymskiej?

Wszystko sprowadza się, bezpośrednio lub pośrednio, do fałszywego pojęcia Kościoła. Zauważmy raz jeszcze, że papież Franciszek jedynie wyciąga ostateczne konkluzje z zasad głoszonych przez sobór. Mówiąc konkretnie, reformy forsowane przez papieża zakładają istnienie Kościoła wsłuchującego się, Kościoła synodalnego, Kościoła uwrażliwionego na kulturę ludów, na ich oczekiwania i wymagania, zwłaszcza dotyczące spraw ludzkich i naturalnych, właściwych dla naszych czasów i wciąż zmieniających się. Wiara, liturgia i rządy Kościoła muszą się do tego wszystkiego dostosować i być tego rezultatem.

Wiecznie wsłuchujący się Kościół synodalny stanowi najnowszy etap ewolucji Kościoła kolegialnego, promowanego przez II Sobór Watykański. Oto konkretny przykład: wedle instrumentum laboris Kościół winien przyjąć i uznać za własne takie elementy, jak lokalne tradycje związane z kultem duchów oraz tradycyjną medycynę amazońską, które przypominają tzw. egzorcyzmy. Ponieważ te tubylcze zwyczaje są zakorzenione w ziemi, która ma swoją historię, zatem owa „ziemia jest miejscem teologicznym, szczególnym źródłem Bożego objawienia”. Oto dlaczego należy uznać bogactwo tych rodzimych kultur, albowiem „nieszczere otwarcie się na bliźniego, a także postawa korporacyjna, ograniczająca zbawienie jedynie do własnej wiary, niszczą tę właśnie wiarę”. Odnosi się wrażenie, że zamiast walczyć z pogaństwem obecna hierarchia chce przyjąć i wcielić jego wartości. Organizatorzy przyszłego synodu nazywają je „znakami czasu” – to wyrażenie tak drogie Janowi XXIII – które należy traktować jako znaki dane przez Ducha Świętego.

Kościół Chrystusowy nie jest forum

A jeśli chodzi o Kurię?

Projekt reformy Kurii zakłada z kolei taki Kościół, który o wiele bardziej przypomina dzieło ludzkie niż społeczność Bożą, hierarchiczną, będącą depozytariuszem nadprzyrodzonego Objawienia, korzystającą z nieomylnego charyzmatu zachowania i głoszenia ludziom odwiecznej prawdy aż do końca czasów. Jak wprost wskazuje tekst projektu, chodzi o „uwspółcześnienie (aggiornamento) Kurii […] w oparciu o eklezjologię II Soboru Watykańskiego”. Dlatego nie budzą zaskoczenia słowa autorstwa grupy kardynałów zajmujących się tą reformą: „Kuria działa jako pewnego rodzaju platforma i forum komunikacji między Kościołami partykularnymi i konferencjami biskupów. Kuria zbiera doświadczenia Kościoła powszechnego i w oparciu o nie dodaje zachęty Kościołom partykularnym i konferencjom biskupów […] To życie jedności udzielone Kościołowi jest obliczem synodalności […] Lud wiernych, kolegium biskupie, biskup Rzymu słuchają się wzajemnie, wsłuchując się także w Ducha Świętego […] Ta reforma jest ustanowiona w duchu «zdrowej decentralizacji» […] Kościół synodalny to «Lud Boży, który wspólnie kroczy» […] Ta posługa Kurii względem misji biskupów i communio [‘jedności’] nie polega na czujności czy kontroli ani na podejmowaniu decyzji przez wyższy autorytet […]”4.

Platforma, forum, synodalność, decentralizacja… wszystko to jedynie potwierdza eklezjologiczny rodowód wszystkich współczesnych błędów. W tym bezkształtnym zlepku nie ma już żadnego autorytetu. To niszczenie Kościoła takiego, jakim go założył Pan Jezus. Zakładając swój Kościół Chrystus nie otworzył forum komunikacji ani platformy wymiany; powierzył On Piotrowi i swoim apostołom zadanie pasania Jego trzody oraz powołał ich do tego, żeby byli kolumnami prawdy i świętości, prowadzącymi dusze do nieba.

Jak można scharakteryzować ten błąd eklezjologiczny odnośnie do boskiego ustroju Kościoła, założonego przez Jezusa Chrystusa?

To pytanie dotyczy obszernej kwestii, ale abp Lefebvre udzielił nam na nie częściowej odpowiedzi. Mówił, że struktura nowej Mszy odpowiadała Kościołowi demokratycznemu, który nie jest już hierarchiczny ani monarchiczny. Kościół synodalny, o którym marzy papież Franciszek, ma zdecydowanie demokratyczny charakter. On sam powiedział, jak go sobie wyobraża: jako odwróconą piramidę. Czyż można było jaśniej pokazać, jak rozumie synodalność? Synodalność to Kościół, który został postawiony na głowie. Jednakże podkreślmy raz jeszcze: to tylko naturalny wzrost nasion, zasadzonych na soborze.

Czy nie jest tak, że na siłę stara się Ksiądz odnosić obecną rzeczywistość do zasad II Soboru Watykańskiego, który miał miejsce ponad pół wieku temu?

Niech odpowiedzi na to pytanie udzieli jeden z najbliższych współpracowników papieża Franciszka – kardynał [Oskar Rodríguez] Maradiaga, arcybiskup Tegucigalpy (stolicy Hondurasu – przyp. red. WTK) i koordynator C6 – doradczej grupy kardynałów. Powiedział on: „Po II Soborze Watykańskim następuje zmiana metod i treści ewangelizacji oraz edukacji chrześcijańskiej. Zmienia się liturgia […] Zmienia się perspektywa misjonarska: misjonarz powinien ustanowić dialog ewangelizacyjny […] Zmienia się działanie społeczne; nie chodzi już tylko o miłość i rozwój różnych form pomocy, ale także o walkę na rzecz sprawiedliwości, prawa ludzkie i wyzwolenie […] Wszystko zmienia się w Kościele wedle odnowionego modelu duszpasterskiego”. Aby ukazać, w jakim duchu są dokonywane te zmiany, dodał: „Papież chce doprowadzić odnowę Kościoła do punktu, w którym stanie się ona nieodwracalna. Wiatrem, który popycha żagle Kościoła na pełne morze jego głębokiej i zupełnej odnowy, jest miłosierdzie”5.

Jednak podniosło się przeciw planowanym reformom wiele głosów i można się spodziewać, że nie ucichną również w najbliższych miesiącach. Jak ocenia Ksiądz te reakcje?

Można się tylko cieszyć z podobnych reakcji i stopniowego uświadamiania sobie przez wielu wiernych i kilku purpuratów, że Kościół zbliża się do nowej katastrofy. Reakcje te są cenne, bowiem świadczą o tym, że głos, który promuje wspomniane błędy, nie może być głosem Chrystusa ani Magisterium Kościoła. Jest to bardzo ważne i, pomimo tragicznego kontekstu, pokrzepiające. Nasze Bractwo ma obowiązek uważnie śledzić te reakcje, a równocześnie starać się unikać mylnych postaw, które nie mogą przynieść żadnego efektu.

Soborowy pluralizm obezwładnia opozycję

Co Ksiądz przez to rozumie?

Po pierwsze należy zauważyć, że te reakcje przypominają rzucanie grochem o ścianę i trzeba mieć odwagę, żeby spytać, dlaczego tak się dzieje. Przykładowo czterech kardynałów wyraziło swoje dubia odnośnie do Amoris lætitia. Ich czyn został przez wielu zauważony i powitany jako początek akcji, która przyniesie trwałe skutki – a jednak milczenie Watykanu pozostawiło tę krytykę bez odpowiedzi. W międzyczasie dwóch ze wspomnianych kardynałów zmarło, zaś papież Franciszek przeszedł do kolejnych projektów reformy, o których przed chwilą rozmawialiśmy. W ten sposób uwaga [zainteresowanych] została skierowana na nowe tematy, siłą rzeczy pozostawiając bitwę o Amoris lætitia na drugim planie, jakby zapomnianą, a treść tej ekshortacji najwyraźniej została de facto przyjęta.

Aby zrozumieć milczenie papieża nie możemy zapominać, że Kościół wywodzący się z soboru jest pluralistyczny. To Kościół, który nie opiera się już na wiecznej i objawionej prawdzie, nauczanej odgórnie przez autorytet. Mamy do czynienia z Kościołem, który „wsłuchuje się”, a zatem słucha głosów, które mogą się od siebie różnić. Dla porównania: w ustroju demokratycznym zawsze jest miejsce, przynajmniej pozornie, dla opozycji. Należy ona w pewnym sensie do systemu, ponieważ pokazuje, że można dyskutować, posiadać odmienną opinię, że jest miejsce dla wszystkich. Coś takiego może oczywiście wspierać dialog demokratyczny, ale nie przywróci panowania absolutnej i powszechnej prawdy oraz odwiecznego prawa moralnego. Zatem błąd może być swobodnie głoszony obok rzeczywistej, ale strukturalnie nieskutecznej opozycji, niezdolnej do zastąpienia błędu prawdą. Należy więc w ogóle zerwać z systemem pluralistycznym, a źródłem tego systemu jest II Sobór Watykański.

Co zdaniem Księdza powinni uczynić ci duchowni oraz wierni świeccy, którym zależy na przyszłości Kościoła?

Po pierwsze, powinni mieć świadomość [problemu] oraz odwagę, by uznać, że istnieje ciągłość między nauką soboru i papieży epoki posoborowej a obecnym pontyfikatem. Cytowanie na przykład magisterium „świętego” Jana Pawła II w celu przeciwstawienia go nowinkom papieża Franciszka jest bardzo złym pomysłem, z góry skazanym na porażkę. Dobry lekarz nie może się zadowolić nałożeniem na ranę kilku szwów, zanim jej gruntownie nie oczyści. Nie gardzimy tymi wysiłkami, ale sama miłość bliźniego zobowiązuje nas do jasnego wskazania, gdzie leży źródło problemów.

Podając konkretny przykład tej wewnętrznej sprzeczności wystarczy przywołać osobę kardynała Müllera. Jest on obecnie, spośród różnych innych postaci, najbardziej zaciekłym krytykiem Amoris lætitia, instrumentum laboris i projektu reformy Kurii. Używa bardzo mocnych określeń; mówi nawet o „zerwaniu z Tradycją”. A przecież ten kardynał, który znajduje obecnie dość siły, aby publicznie piętnować owe błędy, jest tym samym, który chciał zmusić Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X – w jedności ze swymi poprzednikami i następcami w Kongregacji Nauki Wiary – do zaakceptowania całego soboru i posoborowego Magisterium! Abstrahując od sprawy Bractwa i jego stanowiska, krytyka wyrażana przez kard. Müllera, która skupia się na objawach nie doszukując się ich przyczyn, jest wysoce szkodliwa i nielogiczna.

Miłosierdzie „przekazywania tego, co się otrzymało”

Często zarzuca się Bractwu, że potrafi jedynie krytykować. Co proponuje ono pozytywnego?

Bractwo nie krytykuje w sposób systematyczny czy a priori. Nie jest ono zawodowym mizantropem. Cieszy się ono swobodą wypowiedzi, która pozwala mu mówić otwarcie, bez obawy, że straci korzyści, których nie posiada… Wolność ta jest w obecnych czasach niezbędna.

Przede wszystkim Bractwo żywi miłość do Kościoła i do dusz. Obecny kryzys nie jest tylko kryzysem doktrynalnym. Kolejne seminaria są zamykane, kościoły pustoszeją, dramatycznie spada uczestnictwo w życiu sakramentalnym. Nie możemy wobec tego stać z założonymi rękoma i mówić sobie: „Wszystko to dowodzi, że Tradycja ma rację!”. Tradycja ma obowiązek przychodzenia z pomocą duszom przy pomocy środków, których jej udziela Boża Opatrzność. Nie jesteśmy motywowani pyszną dumą, lecz ponaglani miłością, która pragnie „przekazać to, cośmy otrzymali” (por. 1 Kor 15, 3). Oto, co pragniemy pokornie czynić poprzez nasz codzienny apostolat – jednak jest on nieodłączny od piętnowania zła, które trapi Kościół. Tylko w ten sposób możemy choćby częściowo uchronić trzodę porzuconą i rozproszoną przez złych pasterzy.

Czego Bractwo oczekuje od duchownych i świeckich, którzy zaczynają jasno postrzegać obecną sytuację? Co robić, aby ich postawa zaowocowała pozytywnie i skutecznie?

Muszą oni mieć odwagę uznać, że nawet odpowiednie stanowisko doktrynalne nie wystarczy, jeśli nie będzie mu towarzyszyć życie duszpasterskie, duchowe i liturgiczne spójne z zasadami, których chce się bronić, ponieważ sobór zapoczątkował nowy nurt życia chrześcijańskiego, spójny z jego nową doktryną.

Jeśli już się przyzna wszystkie prawa prawdziwej nauce katolickiej, trzeba podjąć autentyczne życie katolickie spójne z tym, co się wyznaje. Bez tego taka czy inna deklaracja pozostanie jedynie wydarzeniem medialnym, pamiętanym przez kilka miesięcy, a może tylko parę tygodni… Mówiąc konkretnie, trzeba przylgnąć wyłącznie do Mszy św. trydenckiej i przyjąć wszystko to, co się z tym krokiem wiąże; trzeba przylgnąć do Mszy katolickiej i wyciągnąć z tego wszystkie konsekwencje; trzeba przylgnąć do Mszy nieekumenicznej, Mszy wszech czasów i z tej Mszy czerpać łaski potrzebne do odnowienia życia świeckich wiernych, zakonów, seminariów, a zwłaszcza do odrodzenia się ideału kapłaństwa katolickiego. Nie chodzi o przywrócenie Mszy trydenckiej dlatego, że jest ona teoretycznie najlepszą opcją. Chodzi o jej powszechne przywrócenie, życie nią i obronę jej aż do męczeństwa, ponieważ jedynie Krzyż Pana Jezusa może wyprowadzić Kościół z katastrofalnej sytuacji, w której się znalazł.

Portæ inferi non prævalebunt adversus eam!

„Bramy piekielne nie przemogą go!”

Menzingen, 12 września 2019 r., w święto Najświętszego Imienia Maryi

  1. Walter Kasper, wywiad z 7 maja 2014 r., commonwealmagazine.org: „Pierwsze małżeństwo jest nierozerwalne (…). Drugie małżeństwo nie jest małżeństwem w znaczeniu chrześcijańskim i byłbym przeciwny jego zawieraniu w kościele. Jednakże zachodzą w nim elementy małżeństwa. Porównałbym to do sposobu, w jaki Kościół katolicki postrzega inne kościoły. Kościół katolicki jest prawdziwym Kościołem Chrystusa, ale istnieją inne kościoły, które mają elementy prawdziwego Kościoła, i my uznajemy te elementy. W ten sam sposób możemy powiedzieć, że prawdziwym małżeństwem jest małżeństwo sakramentalne. A drugie nie jest małżeństwem w tym samym znaczeniu, ale zachodzą elementy małżeństwa: partnerzy troszczą się o siebie, są powiązani ze sobą w sposób wykluczający innych, zachodzi intencja trwałości. Powinniśmy szanować takie sytuacje, tak jak czynimy to z protestantami” – wszystkie przypisy red. serwisu fsspx.news.
  2. Ta konstytucja jest przesiąknięta prymatem sumienia, zaleca personalizm i insynuuje zamianę celów małżeństwa.
  3. Przemówienie do uczestników Światowego Spotkania Ruchów Ludowych, 28 października 2014 r.
  4. Le contenu du projet de réforme de la Curie: une ecclésiologie revisitée (Projekt reformy Kurii – zrewidowana eklezjologia), „L’Homme nouveau”, 23 maja 2019 r.
  5. L’Eglise de la miséricorde avec le pape François (Kościół miłosierdzia z papieżem Franciszkiem), 20 stycznia 2015 r., www.scu.edu.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wywiady i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.