Przejdź do treści

Przygotowanie serc do konsekracji biskupich

Drodzy Wierni i Przyjaciele!

W ramach przygotowań do konsekracji biskupich zaplanowanych na 1 lipca w Ecône chcielibyśmy, w drodze wyjątku, udostępnić Wam list, który 7 marca tego roku przełożony generalny skierował do członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Tekst ten nie porusza kwestii samych konsekracji, lecz skupia się na przypomnieniu ducha, w jakim powinny być one przygotowane i przeżyte: ducha wiary, miłości, nadprzyrodzonej ufności i miłości do Kościoła. Albowiem nie wystarczy oświecenie umysłu, jeśli jednocześnie nie przygotuje się serca.

Dlatego też, na kilka tygodni przed tą tak ważną dla całego Kościoła ceremonią, uznaliśmy za słuszne podzielić się tymi refleksjami z wiernymi i przyjaciółmi Bractwa, aby wszyscy mogli głębiej zjednoczyć się w tym przygotowaniu przez modlitwę, ofiarę i wewnętrzny pokój.

Znajdziecie tu w szczególności apel o zachowanie – w obecnych okolicznościach – głęboko nadprzyrodzonego spojrzenia, ducha łagodności i siły oraz miłości ożywionej prawdziwą troską o dobro dusz i Kościoła.

Życząc Wam owocnej lektury, prosimy o dalsze zachowanie tych intencji w modlitwie przed matczynym obliczem Najświętszej Maryi Panny, Pośredniczki wszelkich łask.

ks. Foucauld le Roux
sekretarz generalny
Menzingen, 22 maja 2026 r.


List do członków Bractwa

Et nos credidimus caritati.
„I myśmy uwierzyli miłości.” (1 Jan 4, 16)

Drodzy Współbracia i Członkowie Bractwa!

Bardzo się cieszę, że po publicznym ogłoszeniu konsekracji biskupich i udzieleniu szeregu wyjaśnień mogę w końcu zwrócić się do Was bardziej osobiście. Pragnę podzielić się z Wami kilkoma uwagami, które pomogą nam, jako członkom Bractwa, w przygotowaniu moralnym i duchowym. A właśnie to przygotowanie pozwoli nam z kolei w sposób właściwy towarzyszyć wiernym.

Konieczność i kontekst konsekracji biskupich

Argumentów apologetycznych nie brakuje: chodzi o zachowanie wiary oraz wszystkich środków koniecznych do jej przekazywania i ożywiania dusz. Jeżeli już w 1988 r. można było mówić o stanie wyższej konieczności, to niestety w roku 2026 jest on jeszcze bardziej oczywisty. To właśnie tłumaczy, dlaczego decyzja Bractwa spotyka się ze zrozumieniem wykraczającym daleko poza jego ramy.

Towarzyszy temu pozytywna obserwacja: zapowiedź z 2 lutego br. nikogo w Kościele nie pozostawiła obojętnym. Prawie wszyscy czują, że ich to dotyczy, i odczuwają obowiązek wyrażenia swojego poparcia lub sprzeciwu. Jest to opatrznościowe, gdyż zdarza się, że słowa, stanowiska i deklaracje przestają wystarczać. Muszą im towarzyszyć wymowne czyny, które Opatrzność może wykorzystać, żeby wstrząsnąć sumieniami i samym Kościołem. Głęboko wierzę, że to Opatrzność działa w ramach obecnej dyskusji.

Nadprzyrodzona roztropność

Z naszej strony musimy zachować dystans do tej dyskusji, jednocześnie w pełni się w nią angażując. Decyzja o dokonaniu konsekracji biskupich winna przede wszystkim kierować się nadprzyrodzoną roztropnością. Roztropność ta nie dotyczy jedynie tych, którzy tę decyzję podejmują, lecz także tych, którzy ją przyjmują i podporządkowują się jej. Innymi słowy, stawka jest tak wysoka, że każdy członek Bractwa powinien móc, każdy na swoim miejscu, zrozumieć i osobiście przyjąć tę decyzję wobec Pana Boga.

Miłość (caritas)

Jednakże waga tej decyzji jest tak wielka, że nie może ona opierać się jedynie na nadprzyrodzonej roztropności. Aby ta decyzja została dobrze zrozumiana i wyjaśniona – to znaczy według najwyższych racji, sub specie aeternitatis (w świetle wieczności) – niezbędne jest proszenie Ducha Świętego o udzielenie nam Jego mądrości. Nie wolno nam jednak zapominać, że prawdziwa mądrość, która winna nas prowadzić w tym wyjątkowym wyborze, jest córką miłości (caritas). Tylko cnota miłości może nam udzielić pewnej naturalnej zażyłości z Panem Jezusem i w konsekwencji uczynić nas zdolnymi do postrzegania rzeczywistości w pewnym sensie tak, jak czyni to Bóg. Jedynie pod tym warunkiem możemy dokonać słusznej oceny tej sytuacji.

Wielokrotnie wspominaliśmy, że powodem uzasadniającym decyzję o dokonaniu konsekracji biskupich jest zbawienie dusz. Nie należy widzieć w tym jedynie retorycznej formuły ani zwykłego kanonicznego uzasadnienia. To właśnie ta racja miłości względem dusz i Kościoła jest tym, co w ostateczności musi naprawdę przygotować nasze dusze oraz dusze wiernych do ceremonii 1 lipca.

„I myśmy uwierzyli miłości” było dewizą biskupią abp. Marcelego Lefebvre’a

Czasami, gdy mowa o miłości, niektórzy mogą odnieść wrażenie, że ulegamy słabości lub przynajmniej mieszamy pewną ckliwość z autentycznym wyznaniem wiary katolickiej. Takie nastawienie jest nie do pogodzenia z duchem abp. Marcelego Lefebvre’a, z duchem Bractwa, a tym bardziej z duchem odkupienia: męstwo Pana Jezusa w czasie Jego męki i na krzyżu nie jest bowiem niczym innym jak miarą Jego miłości.

Właśnie tą samą miłością winniśmy – teraz bardziej niż kiedykolwiek – miłować dusze i Kościół, nawet jeśli jego oficjalni przedstawiciele mieliby jeszcze raz ogłosić nas ekskomunikowanymi i schizmatykami: „To wam powiedziałem, abyście się nie gorszyli. Wyłączą was z synagog, lecz przychodzi godzina, że każdy, co was zabija, mniemać będzie, że czyni przysługę Bogu. A to wam czynić będą, bo nie znają Ojca, ani mnie. Ale to wam powiedziałem, abyście, gdy przyjdzie ich godzina, wspomnieli sobie, że ja wam to mówiłem” (Jan 16, 1–4).

Ostatecznym dowodem, że trwamy w prawdzie, będzie nasza zdolność do zachowania tego ducha miłości, bez względu na to, co się wydarzy i wobec wszystkich bez wyjątku.

Na czym konkretnie polega ta miłość?

Chodzi przede wszystkim o to, żeby nigdy nie poczuć się zgorzkniałym: choć mamy oczywiście obowiązek czynić wszystko, co możliwe, aby uzasadniać i wyjaśniać powody konsekracji biskupich, należy to czynić ze stanowczością, lecz nigdy z goryczą ani nie przejawiając choćby śladu zgorzkniałej żarliwości. Oczywiście można być rozgoryczonym z nadmiaru zapału, ale także dlatego, że wolałoby się inną datę, innego kandydata lub żeby sprawy potoczyły się inaczej. Jakakolwiek byłaby materialna przyczyna zgorzknienia, lekarstwo pozostaje zawsze to samo: caritas patiens est (miłość cierpliwa jest).

Wobec naszych rozmówców, kimkolwiek by byli – czy nas rozumieją, czy nie – winniśmy zawsze okazywać dobroć. Gdy nie spotykamy się ze zrozumieniem, gdy widzimy brak gotowości, żeby wysłuchać naszego wywodu i pojąć jego racje, bardzo łatwo jest – z ludzkiego punktu widzenia – zachować urazę. Caritas benigna est (miłość łaskawa jest).

Zawsze musimy pamiętać, że jeśli Opatrzność okazała nam miłosierdzie, dając nam nieco światła, pozwalając zachować Tradycję Kościoła i podejmować środki do jej obrony, to jest to wyjątkowa łaska, na którą nie zasłużyliśmy. Ta świadomość musi w pełni kształtować naszą postawę. Jeśli konsekracje stanowią łaskę dla całego Bractwa – łaskę, za którą winniśmy już teraz dziękować Opatrzności – to nie można mylić tej głęboko nadprzyrodzonej radości z niestosownym triumfalizmem, tak jakby chodziło o ludzkie zwycięstwo, które przypisywalibyśmy sobie samym, co nieuchronnie pomniejszałoby wewnętrzną wartość tej radości. Caritas non agit perperam, non inflatur (miłość na złość nie czyni, nie nadyma się).

Idąc za przykładem abp. Lefebvre’a, we wszystkim, co czynimy, nie powinniśmy szukać własnej korzyści ani przetrwania osobistego dzieła, lecz dobra dusz i Kościoła. Bractwo nie jest niczym innym jak środkiem dochowania wierności Kościołowi. Jeśli dziś podejmujemy wyjątkowe środki, żeby zachować wiarę, Najświętszą Ofiarę Mszy i kapłaństwo, to dlatego, że pragniemy, aby pewnego dnia cały Kościół i każda dusza bez wyjątku mogła z nich swobodnie korzystać. Wszystko to należy do Kościoła, a my jesteśmy jedynie jego stróżami. Dla siebie nie żądamy niczego: naszą jedyną nagrodą będzie to, że pewnego dnia cały Kościół na powrót uzna Tradycję za swoją własną. Caritas non quaerit quae sua sunt (miłość nie szuka swego).

Jeśli chcemy dołożyć wszelkich starań, żeby skutecznie bronić konsekracji biskupich – a Bractwo dysponuje już w tej kwestii gotowym „arsenałem” – i jeśli święty gniew jest bardziej niż kiedykolwiek potrzebny w obliczu przerażających wypaczeń wstrząsających Kościołem, to nie powinniśmy wypowiadać się w tonie pogardy czy rozdrażnienia wobec rozmówców, a zwłaszcza wobec hierarchii Kościoła. Trzeba umieć pozostawać stanowczym i jednocześnie łagodnym; jest to jednak możliwe wyłącznie z pomocą Pana Jezusa. Caritas non irritatur (miłość nie unosi się gniewem).

Gdybyśmy zostali ekskomunikowani i uznani za schizmatyków, nie oznaczałoby to, że pragnęliśmy takiej kary ani że się z niej cieszymy, gdyż byłaby ona obiektywnie niesprawiedliwa. Czym innym jest radość z nowego upokorzenia, które można ofiarować Panu Bogu, a czym innym radość – w duchu rzucania komuś wyzwania – ze zła i obiektywnej niesprawiedliwości, która wywołuje zgorszenie w całym Kościele. Caritas non gaudet super iniquitatem (miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości).

Jeśli jednak pewna część Kościoła pozytywnie odnosi się i popiera decyzję Bractwa, jeśli konsekracje staną się opatrznościową okazją do przywrócenia odwagi i zapału wewnątrz i na zewnątrz Bractwa, to możemy się z tego jedynie radować, podobnie jak sam Pan Bóg może się z tego radować. Caritas congaudet veritati (miłość współweseli się z prawdą).

Nikt lepiej niż święty Paweł nie potrafił streścić w czterech słowach programu czterech miesięcy, które dzielą nas od konsekracji, oraz męstwa, które winno cechować naszą miłość: omnia suffert, omnia credit, omnia sperat, omnia sustinet (wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrwa).

To obowiązuje w chwili obecnej i na zawsze: caritas numquam excidit (miłość nigdy nie ustaje).

Przykład Najświętszej Maryi Panny

Teraz bardziej niż kiedykolwiek Niepokalane Serce Maryi winno być schronieniem dla Bractwa i wzorem dla każdego z nas. Nikt lepiej niż Ona nie rozumiał dusz i Kościoła. To z miłości do dusz i z miłości do Kościoła zgodziła się Ona ofiarować własnego Syna na Kalwarii. Jej wola stanowiła jedno z wolą Wiecznego i Najwyższego Kapłana w chwili, gdy On sam ofiarowywał się Ojcu jako ofiara przebłagalna. Właśnie ta miłość i ta niewypowiedziana boleść uczyniły z Matki Bożej Współodkupicielkę rodzaju ludzkiego i przyniosły Jej jedyną w swoim rodzaju chwałę w czasie i w wieczności.

A jednak, mimo wszystkiego, co to Niepokalane Serce przebite mieczem boleści mogło wycierpieć, najmniejsza gorycz ani najmniejsza uraza nigdy nie przyćmiły, choćby na chwilę, blasku miłości Maryi – także wobec tych, którzy zabili Jej Boskiego Syna. Podobnie jak nie zawahała się Ona ani na chwilę w wypełnieniu ofiary aż do końca, podobnie Jej miłość wobec grzeszników nigdy nie osłabła. Niezmierzona tajemnica męstwa, łagodności i miłości.

To właśnie z takimi uczuciami i z taką miłością winniśmy przygotowywać ceremonię 1 lipca i starać się przygotować do niej wszystkich wiernych, których mamy pod swoją opieką.

Niech Bóg Was błogosławi!

Menzingen, 7 marca, w święto św. Tomasza z Akwinu
ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny

Skip to content