Francja: Międzynarodowa Pielgrzymka Chrystusa Króla do Lourdes (galerie fotograficzne)

W niedzielę 23 października pielgrzymi udają się do bazyliki na Mszę św.

W niedzielę 23 października pielgrzymi udają się do bazyliki na Mszę św.

Kolejny już raz Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X zorganizowało pielgrzymkę do sanktuarium w Lourdes. 22 października br. 6 tysięcy wiernych przybyło do miejsca objawień Najświętszej Maryi Panny, zawierzając Jej swoje prośby i uczestnicząc w licznych nabożeństwach i procesjach. Msze św. były, jak w latach poprzednich, odprawiane w podziemiach bazyliki. Oprócz kilkudziesięciu kapłanów Bractwa, w trwającej trzy dni pielgrzymce uczestniczyli kapucyni z Morgon oraz księża ze Zgromadzenie Przemienienia Pańskiego, a także siostry Bractwa, dominikanki i Małe Siostry św. Jana Chrzciciela.

„La Porte Latine”, witryna internetowa francuskiego dystryktu FSSPX, zawiera kilkanaście galerii fotograficznych z tego wydarzenia, trzy nagrania video oraz kilka nagrań audio kazań i konferencji, wygłoszonych podczas pielgrzymki.

Opublikowano Galerie fotograficzne | Możliwość komentowania Francja: Międzynarodowa Pielgrzymka Chrystusa Króla do Lourdes (galerie fotograficzne) została wyłączona

Polska: Od Lepanto do „cudu nad Wisłą”

Bitwa pod Lepanto, odtworzona przez uczniów V klasy Szkoły im. Świętej Rodziny w Warszawie

Bitwa pod Lepanto, odtworzona przez uczniów V klasy Szkoły im. Świętej Rodziny w Warszawie

Szable, miecze, tarcze, karabiny, hełmy, turbany, konie, a nawet okręty wojenne z armatami – te wszystkie rekwizyty pojawiły się w scenkach, które uczniowie Szkoły Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie zaprezentowali 27 października swoim kolegom, nauczycielom i rodzicom. Tego dnia nastąpiło rozstrzygnięcie Konkursu Różańcowego, który w naszej szkole stał się już tradycją. Zawsze w październiku uczniowie własnoręcznie wykonują różańce, a także plakaty przedstawiające jedną z tajemnic Różańca świętego. Wszystkie prace oceniane są pod względem pomysłowości, estetyki, samodzielności wykonania.

Jednak tegoroczny konkurs różnił się od poprzednich. Wzięli w nim udział tylko uczniowie najmłodszych klas: „zerówki”, klasy pierwszej i drugiej. W kategorii „samodzielność” I miejsce zajęła Daria Frycholc. W kategorii „technika wykonania” I miejsca zajęli Antoni Bailey oraz Krzysztof Komorowski, zaś II miejsce – Klara i August Sobczakowie. W kategorii „estetyka” I miejsce zajął Przemysław Berkieta, II miejsce – Maksymilian Bojanowski, a III miejsca – Bartłomiej i Dominik Siergiejczykowie oraz Zofia Błażejczyk. W kategorii „oryginalność” I miejsca zajęli Stefan Kuszpa i Małgorzata Haraburda, a w kategorii „materiały naturalne” I miejsce zajęli Jan i Makary Borkowscy.

Natomiast uczniowie klas starszych przygotowali scenki (a także plakaty) opowiadające o zwycięstwach różańcowych, czyli ważnych momentach historycznych, w których modlitwa różańcowa i wstawiennictwo Matki Bożej pomogły chrześcijanom pokonać wrogów naszej wiary i cywilizacji.
Klasa trzecia pod kierunkiem pani Aldony Duklewskiej odegrała dramatyczne chwile związane z obroną Chocimia przed Turkami w 1621 roku. Klasa czwarta, której wychowawczynią jest pani Sylwia Jurkowska, przygotowała inscenizację odsieczy wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego w roku 1683. Klasa piąta wraz z panem Grzegorzem Kuszpą podjęła próbę rekonstrukcji bitwy morskiej pod Lepanto w 1571 roku, zaś klasa szósta pod kierunkiem pani Anny Falzmann odtworzyła „cud nad Wisłą”, czyli pokonanie bolszewików u bram Warszawy w sierpniu 1920 roku.

Wszystkie scenki były równie gorąco oklaskiwane przez publiczność, zatem nic dziwnego, że wszyscy uczniowie zaangażowani w ich przygotowanie otrzymali równorzędne nagrody.

Autorem relacji jest p. Paweł Siergiejczyk.

Opublikowano Polska | Otagowano | Możliwość komentowania Polska: Od Lepanto do „cudu nad Wisłą” została wyłączona

Edukacja klasyczna ratunkiem dla szkolnictwa

Młodzież z Gimnazjum i Liceum im. św. Tomasza z Akwinu w Józefowie

Młodzież z Gimnazjum i Liceum im. św. Tomasza z Akwinu w Józefowie

Z księżmi Dawidem Wierzyckim FSSPX, dyrektorem Szkoły Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie, oraz Konstantynem Najmowiczem FSSPX, rektorem Gimnazjum i Liceum im. Św. Tomasza z Akwinu w Józefowie, rozmawia Paweł Siergiejczyk.

– Polską edukację czeka w najbliższym czasie kolejna wielka reforma. Czy z punktu widzenia szkół katolickich proponowane przez obecny rząd zmiany są korzystne czy nie?

ks. Dawid Wierzycki: – Myślę, że szkoły katolickie są przygotowane do funkcjonowania w każdych warunkach, więc kolejne zmiany organizacyjne w szkolnictwie przyjmujemy ze spokojem. Natomiast zdumiewające jest to, że całą dyskusja o edukacji toczy się dziś wokół „magicznych” liczb: 6 klas szkoły podstawowej plus 3 klasy gimnazjum plus 3 klasy szkoły średniej czy też 8 klas szkoły podstawowej plus 4 klasy szkoły średniej. Przecież to spór o charakterze technicznym, który oczywiście jakoś trzeba rozstrzygnąć, ale nie stanowi on o istocie edukacji.

ks. Konstantyn Najmowicz: – Z wielkim smutkiem trzeba stwierdzić, że dyskusja o szkolnictwie, jaka rozgorzała wokół rządowych planów reformy, w ogóle nie porusza kwestii najważniejszych. Bo najważniejsze nie jest to, ile lat będą trwały kolejne etapy edukacji, ale to, jaki jest cel funkcjonowania szkoły, czyli jakiego człowieka chcemy w niej ukształtować.

– Rozumiem, że kierowane przez Księży szkoły mają sprecyzowaną odpowiedź na to pytanie…

ks. Konstantyn Najmowicz: – Tak. I ta odpowiedź zawiera się w krótkim, ale jakże treściwym haśle „edukacja klasyczna”. Nie chodzi jednak tylko o naukę języków klasycznych – zwłaszcza łaciny – choć oczywiście powinny one zajmować ważne miejsce w szkołach średnich. Przede wszystkim chodzi o jasne sprecyzowanie celu, jakim powinno być takie usprawnienie młodego człowieka w wymiarze intelektualnym i moralnym, by jako człowiek dorosły był świadomym przedstawicielem cywilizacji chrześcijańskiej (którą jedni nazywają łacińską, inni – zachodnią czy europejską), a nie bezwolnym przedmiotem ideologicznych manipulacji ze strony wrogów tej cywilizacji.

– Czy tak rozumianą edukację klasyczną można zastosować także w szkole podstawowej?

ks. Dawid Wierzycki: – Oczywiście, że tak. Im wcześniej zaczniemy kształtować dziecko w duchu zasad chrześcijańskich, tym większa szansa na ukształtowanie takiego człowieka, o jakim mówi ks. Najmowicz. Oczywiście inne środki są potrzebne w szkole podstawowej, a inne w średniej, ale na każdym etapie edukacji przyświeca nam wskazówka wielkiego papieża św. Piusa X: Instaurare omnia in Christo – odnowić wszystko w Chrystusie.

– Powiedzmy więc konkretnie, co powinno się składać na edukację klasyczną.

ks. Dawid Wierzycki: – Zacznę od tego, co absolutnie kłóci się z zasadami edukacji klasycznej. Fałszywa pogoń za nowoczesnością, naśladowanie zachodnich mód, często bardzo szkodliwych (jak ideologie gender i „praw człowieka”), preferowanie nauczania umiejętności „przydatnych w życiu” kosztem wiedzy „niepraktycznej”, obniżanie poziomu edukacji poprzez „uczenie do testów” zamiast samodzielnego czytania i pisania – to zasadnicze wady współczesnego modelu szkolnictwa, które powinny być jak najszybciej odrzucone.

ks. Konstantyn Najmowicz: – Edukacja klasyczna to przede wszystkim powrót do zdrowego modelu nauczania, opartego na relacji mistrz – uczeń. Nauczyciel musi być dla młodego człowieka właśnie mistrzem, którego podziwia i stara się naśladować, a nie kolegą, partnerem czy bezosobowym urzędnikiem państwowym. Bez odbudowy autorytetu nauczyciela nie będzie dobrej edukacji. Tyle że to zadanie nie tylko dla rządowych reformatorów oświaty, ale również – a może przede wszystkim – dla samych nauczycieli i dyrektorów szkół. W naszych szkołach ten autorytet stoi wysoko, lecz ile jest takich szkół, gdzie nauczycieli się nie szanuje, a i oni sami nie szanują siebie?

ks. Dawid Wierzycki: – Tylko nauczyciel, który dla uczniów jest mistrzem, może w nich zaszczepić prawdziwą wiedzę, a nawet rozbudzić zamiłowanie do przedmiotu, który wykłada. To nie jest zawód dla ludzi przypadkowych, a do jego wykonywania nie wystarczy dyplom ukończenia studiów. Dobry nauczyciel musi być człowiekiem o wysokim poziomie zarówno intelektualnym, jak i moralnym.

– Duży nacisk na kwestie moralne to cecha charakterystyczna katolickiego szkolnictwa. Zapewne dlatego tak wielu rodziców poszukuje katolickich szkół…

Zakończenie roku szkolnego w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości

Zakończenie roku szkolnego w Szkole Podstawowej im. Świętej Rodziny w Warszawie-Radości

ks. Konstantyn Najmowicz: – To oczywiste, bo wszyscy normalni rodzice pragną wychować swoje dzieci jak najlepiej, to znaczy wszczepić im jasne zasady moralne. A tylko Kościół katolicki daje gwarancję jasnego odróżnienia dobra od zła. Dlatego w katolickim szkolnictwie zawsze stawiano na równi edukację i wychowanie, czyli kształtowanie sprawności intelektualnych i moralnych. Te dwie sfery ściśle się ze sobą łączą, a braki w jednej wyraźnie wpływają na drugą.

ks. Dawid Wierzycki: – Rzecz jasna, nie możemy dać gwarancji za wszystkie szkoły prowadzone przez instytucje katolickie w Polsce, ale w naszych szkołach absolutnie nie ma miejsca na jakąkolwiek demoralizację. Przy czym pojęcie demoralizacji traktuję bardzo szeroko: od narkotyków i innych używek, poprzez propagowanie nieczystości i walkę z normalną rodziną, po rozbudzanie pychy i nieposłuszeństwa pod hasłami „praw dziecka”, „praw człowieka” itp. Na żaden rodzaj demoralizacji nie wolno się zgodzić, bo dla nauczyciela i wychowawcy nie może być nic cenniejszego nad dobro duszy jego podopiecznych.

– Ważnym elementem działalności kierowanych przez Księży szkół są zajęcia artystyczne: teatr, muzyka, plastyka. Czy nadawanie tak dużego znaczenia tym „niepraktycznym” zajęciom wiąże się z modelem edukacji klasycznej?

ks. Konstantyn Najmowicz: – Rzeczywiście, w dzisiejszym świecie piękno zostało uznane za rzecz „niepraktyczną”, czego skutkiem jest to, że większość rzeczy „praktycznych” cechuje po prostu brzydota. Jednak dla człowieka cywilizacji chrześcijańskiej piękno jest równie ważne, jak prawda i dobro. Dlatego nie uznajemy, że gust estetyczny uczniów to nie nasza sprawa, lecz staramy się go kształtować poprzez różne zajęcia artystyczne. W gimnazjum i liceum od wielu lat z powodzeniem działa szkolny teatr „Yorick”, który nie tylko nazwą nawiązuje do tradycji szekspirowskiej, przygotowując kilka razy w roku premiery sztuk należących do europejskiej klasyki. W każdej ze szkół funkcjonuje też uczniowski chór z repertuarem m.in. pieśni łacińskich.

ks. Dawid Wierzycki: – W naszej szkole podstawowej prowadzimy także zajęcia z kaligrafii, które nie tylko wyrabiają piękny charakter pisma, ale i rozwijają zmysł estetyczny uczniów. Bo niestety żyjemy w czasach, gdy ochrona najmłodszych przed wszechogarniającą brzydotą i bylejakością jest ważnym obowiązkiem wychowawców.

ks. Konstantyn Najmowicz: – W gimnazjum i liceum uczymy również retoryki, rozbudzając w naszych wychowankach dbałość o słowo – o jego piękno i sens. Kaligrafia i retoryka to dwa „słupy milowe” dobrej edukacji. Bez nich trudno sobie wyobrazić w pełni wykształconego i samodzielnie myślącego człowieka. Żadne nowoczesne technologie nie zastąpią bowiem umiejętności poprawnego posługiwania się słowem, bo słowo jest wyrazem myślenia.

– Wygląda więc na to, że dobrą szkołę można prowadzić nawet w bardzo niesprzyjających warunkach zewnętrznych. Trzeba tylko chcieć…

ks. Konstantyn Najmowicz: – Tak, trzeba tylko chcieć, ale też umieć czerpać z najlepszych wzorów. Dla nas takim niedoścignionym wzorem jest szkolnictwo jezuickie, które wykształciło wiele pokoleń katolickiej elity w czasach kontrreformacji. Ale mamy też wzory współczesne, gdyż Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, którego jesteśmy członkami, na całym świecie prowadzi szkoły różnego typu. I choć trzeba przyznać, że w wielu krajach edukacja katolicka ma znacznie gorsze otoczenie zewnętrzne niż my w Polsce, to jednak szkoły Bractwa posiadają bardzo wysoki poziom edukacyjny i wychowawczy, a my czerpiemy z ich doświadczeń, utrzymując z nimi ożywione kontakty. Organizujemy również w Józefowie coroczne Konferencje Edukacji Klasycznej i Katolickiej, w których biorą udział katoliccy pedagodzy, dyrektorzy szkół, wykładowcy uczelni z różnych krajów.

ks. Dawid Wierzycki: – Chciałbym także podkreślić, że zapewniamy naszym uczniom pełny cykl nauczania – od zerówki po maturę. I tak pozostanie, niezależnie od tego, jaki model szkolnictwa będzie w Polsce istniał: z gimnazjami czy bez gimnazjów. Pragnę też zapewnić rodziców poszukujących dobrej edukacji dla swoich dzieci, że przyjmujemy nowych uczniów na każdym etapie nauki, bez względu na to, do której klasy obecnie chodzą. A szkoła w Józefowie zapewnia uczniom spoza Warszawy i okolic miejsca w bursach – męskiej i żeńskiej. Zapraszamy więc w progi naszych szkół, aby się przekonać, jak naprawdę wygląda edukacja klasyczna.

Serwisy internetowe szkół Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X:

Opublikowano Apostolat, Polska | Otagowano , | Możliwość komentowania Edukacja klasyczna ratunkiem dla szkolnictwa została wyłączona

Nowy rok akademicki w seminariach FSSPX na półkuli północnej

Nowi seminarzyści we Flavigny

Nowi seminarzyści we Flavigny

Niedawno w seminariach Bractwa Św. Piusa X na półkuli północnej rozpoczął się kolejny rok akademicki i w Niemczech, Francji i USA pojawili się nowi kandydaci do kapłaństwa. Jeśli Pan Bóg pozwoli, po sześciu latach intensywnej nauki filozofii, teologii, historii, prawa kanonicznego, ale także życia modlitwą i odwieczną liturgią Kościoła, ci młodzi mężczyźni otrzymają święcenia prezbiteratu.

Do seminarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Zaitzkofen w Bawarii wstąpiło w tym roku 9 kandydatów (4 Niemców, Belg, Polak, Rosjanin, Szwajcar i Węgier); seminarium św. Proboszcza z Ars we francuskim Flavigny powitało ich 14 (12 Francuzów, Anglika i Szwajcara). W USA do seminarium św. Tomasza z Akwinu zgłosiło się aż 23 (19 Amerykanów, 2 Kanadyjczyków, Meksykanin i Portorykańczyk).

Od początku tego roku – biorąc pod uwagę fakt, że w seminariach w Argentynie i Australii rok akademicki rozpoczyna się w marcu – do seminariów Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X wstąpiło razem 57 kandydatów do kapłaństwa (w poprzednich latach ich liczebność wyglądała następująco: 2015 r. – 53, 2014 r. – 51; 2013 r. – 43; 2012 r. – 50; 2011 r. – 57; 2010 r. – 48). Deo gratias!

Opublikowano Seminaria FSSPX | Otagowano , , | Możliwość komentowania Nowy rok akademicki w seminariach FSSPX na półkuli północnej została wyłączona

Polska: Spotkanie integracyjne w Gdyni

Kazanie podczas Mszy św. ku czci św. Teresy Wielkiej

Kazanie podczas Mszy św. ku czci św. Teresy Wielkiej

15 października, w święto św. Teresy z Avila, odbyło się spotkanie integracyjne dla wiernych z Gdyni oraz z Olsztyna; było to pierwsze takie spotkanie po zmianie duszpasterza, która nastąpiła w sierpniu. Wierni mieli możliwość poznać bliżej swego nowego „proboszcza”, ks. Krzysztofa Gołębiewskiego FSSPX (który poprzednio opiekował się kaplicami na południu Polski), a także poznać się nawzajem bądź odnowić znajomości.

Spotkanie rozpoczęła Msza św. śpiewana ku czci św. Teresy; kazanie ks. Gołębiewski poświęcił koniecznej obecności modlitwy w życiu chrześcijańskim, pokazując na przykładzie życia hiszpańskiej świętej, że modlitwa jest tym, co pozwala przetrwać rozliczne trudności, jakie każdego spotykają w życiu.

Po Mszy św. odbyło się nabożeństwo październikowe, na którym wierni odmawiali różaniec przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Następnie ok. 50 osób udało się do salki przeoratowej na wspólny posiłek, gdzie mogli skosztować różnych potraw, przygotowanych przez samych uczestników (a głównie zapewne uczestniczki…). Chętni mogli sprawdzić umiejętność gry w ping-ponga, do czego zachęcili nawet swojego nowego duszpasterza. W radosnej atmosferze spotkanie zostało zakończone.

Opublikowano Polska | Otagowano | Możliwość komentowania Polska: Spotkanie integracyjne w Gdyni została wyłączona

Wakacyjna wyprawa do Lwowa i na Podole

Uczestnicy wyprawy przed budynkiem Teatru Wielkiego we Lwowie

Uczestnicy wyprawy przed budynkiem Teatru Wielkiego we Lwowie

Wyprawy integracyjne dla tzw. starszej młodzieży zapisały się już na stałe w wydarzeniach Tradycji w Polsce. Tym razem, już po raz siódmy, ks. Łukasz Szydłowski postanowił zabrać nas na Podole.

Wszystko zaczęło się w niedzielny wieczór 11 września w Zaczerniu, na miejscu zbiórki. Już na wstępie zmieniliśmy plany, bo zamiast jechać rano, jak to było początkowo zamierzone, wyruszyliśmy w drogę wieczorem. Dojechaliśmy do Lwowa o drugiej w nocy, gdyż szczęśliwie nie musieliśmy zbyt długo stać na granicy. W poniedziałek późnym rankiem, a właściwie to w południe, byliśmy gotowi na zwiedzanie – dla większości z nas już nie pierwsze – tego pięknego miasta. W przeciwieństwie do styczniowej wyprawy tym razem nie marzliśmy, ale dla odmiany było bardzo gorąco. Zwiedziliśmy ponownie Cmentarz Łyczakowski, gdzie znów ogarnęła nas zaduma nad kruchością ludzkiego życia, a Cmentarz Obrońców Lwowa wprowadził nas w podniosły nastrój. Lwów był nam już znany i przez to bliski sercu; nawet w restauracji czuliśmy się trochę jak u siebie. Tym razem spróbowaliśmy dość specyficznie smakującego ciasta z suszoną śliwką.

Po zwiedzaniu wysłuchaliśmy Mszy świętej, odprawionej w bocznej kaplicy kościoła pw. św. Antoniego. Pewną nowością był fakt, że mogliśmy klęczeć w stallach i widzieć z bardzo bliska ołtarz. Wieczorem wybraliśmy się na Wysoki Zamek, by nocą podziwiać oświetlony i romantyczny Lwów.
Wrześniowy wyjazd był wyjątkowy pod tym względem, że każdego dnia wstawaliśmy o innej porze. Drugi dzień we Lwowie rozpoczął się późną Mszą i śniadaniem prawie w porze obiadu; na jego koniec odmówiliśmy południowy Anioł Pański. Ale to nie koniec przewrotności, bowiem na wyprawę po mieście wybraliśmy się samochodami. Ktokolwiek był kiedyś na Wschodzie i tam jeździł, ten już wie, czego się spodziewać: słowiańskiej fantazji, całkowitej swobody oraz nierespektowania żadnych przepisów ruchu drogowego. Można było cały czas trąbić, wymuszać pierwszeństwo oraz parkować na środku jezdni. Wcale nie dziwi, że Lwów jest zakorkowany; droga, którą pieszo pokonalibyśmy w pół godziny, zajęła nam godzinę. W ogóle nam to jednak nie przeszkadzało, bo taka jazda to prawdziwa frajda dla kierowców na co dzień ograniczonych kodeksem ruchu drogowego. – Tego dnia to sam ks. Szydłowski był naszym przewodnikiem, co bardzo nam się spodobało ze względu na tempo zwiedzania.

Nazajutrz dla odmiany wstaliśmy o piątej rano, ponieważ wybieraliśmy się w głąb Ukrainy, do Kamieńca Podolskiego. Jechaliśmy drogami, które wydawały się zapomniane. A sam Kamieniec? Można się w nim zakochać od pierwszego wejrzenia! Jednak zanim do tego doszło, w myśl przysłowia „przez żołądek do serca” udaliśmy się do restauracji na miejscowe przysmaki. Ks. Szydłowskiemu najbardziej przypadły do gustu lody; kelnerka źle zrozumiała zamówienie i zamiast deseru, przyniosła w pucharze… kostki lodu.

Nasze serca zostały zdobyte nie tylko udaną biesiadą. Przewodnik zapoznał nas z niezwykłą historią tego niegdyś najbardziej wysuniętego na południe polskiego miasta. Kamieniec, dzięki swojemu położeniu w zakolu rzeki Smotrycz oraz rozbudowanej sieci fortyfikacji, był twierdzą nie do zdobycia, przez wiele lat odpierającą kolejne szturmy. Niestety, przez różne zaniedbania na prawie trzydzieści lat dostał się pod panowanie imperium osmańskiego. Jednym z ciekawszych miejsc jest katedra św. Piotra i Pawła, przy której stoi minaret – pozostałość po tureckiej okupacji. Jest to jedyne na świecie takie połączenie kościoła katolickiego z elementem meczetu. Na szczycie minaretu umieszczono pozłacaną figurę Najświętszej Maryi Panny, ponieważ mieszkańcy Kamieńca wierzyli, że to właśnie Jej zawdzięczają wyswobodzenie spod tureckiego jarzma.

Wieczorem nastąpiła wzruszająca chwila. Dwadzieścia kilometrów od Chocimia ks. Szydłowski odprawił Mszę trydencką – taką samą, jakiej słuchali walczący przed bitwami z muzułmanami. Było to akurat w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, w dzień triumfu Krzyża Świętego… Różaniec odmówiliśmy na dziedzińcu dawnego zakonu dominikanów przy figurze Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nasze Salve Regina zapewne po wielu długich latach rozbrzmiało w tych starych murach.

Wieczorem zapragnęliśmy trochę „Zachodu” i wybraliśmy się na amerykańską pizzę. „Zachód” niestety dał o sobie znać również w postaci brzydkiego, komercyjnego oświetlenia zamku.

Kolejny dzień był najdłuższy podczas całej wyprawy, chociaż rano jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Opuściliśmy piękny Kamieniec i udaliśmy się do Chocimia. Było to miejsce zadumy; staliśmy, patrząc na tę ziemię zroszoną krwią ludzi, którzy walczyli o to, by nie wpuścić islamu do Europy. Obserwując najnowsze wydarzenia nie sposób uwierzyć, że dziś muzułmanie są tutaj wręcz zapraszani i nikt z rządzących nie widzi w tym żadnego zagrożenia. Po co więc odbyły się bitwy pod Chocimiem i Wiedniem? Ale… czyż na minarecie w Kamieńcu nie stoi złota figura Najświętszej Maryi Panny? Stoi! Co zatem zrobiliśmy w Chocimiu? Zaśpiewaliśmy Bogurodzicę: „Słysz modlitwę, jąż nosimy… Kyrie eleison!”

Bolesne było również to, że w Chocimiu, miejscu upamiętniającym wspaniałe zwycięstwo Korony Polskiej, nie ma żadnego napisu po polsku… Sama twierdza położona nad Dniestrem sprawia imponujące wrażenie. Walczący zdołali się tu obronić przed przeważającymi siłami imperium osmańskiego.

Długo nie zapomnimy powrotu do Polski. Najpierw jechaliśmy… właściwie trudno nawet nazwać to coś, po czym jechaliśmy, „szosą”: w istocie jechaliśmy przez dziury przypominające szwajcarski ser. Niektóre samochody mocno ucierpiały podczas podróży. Ale czego się nie robi, by zwiedzić Kresy? Po jakimś czasie droga poprawiła się tak, że wręcz nie mogliśmy w to uwierzyć.

Podczas podróży każdy pojazd żył własnym życiem. Były rozmowy poważne i mniej poważne, a także konkursy, śpiewy, żarty. Była modlitwa różańcowa i śpiewana litania do N.M.Panny. W końcu dość szybko przekroczyliśmy granicę i znowu znaleźliśmy się w ukochanej Polsce. Widok stada jeleni i saren w księżycową noc w Bieszczadach był balsamem dla naszych oczu…

Po morderczej, siedemnastogodzinnej podróży dotarliśmy szczęśliwie do rodzinnej miejscowości ks. Szydłowskiego, gdzie już czekała na nas jego mama. Zaznaliśmy wspaniałej polskiej gościnności na pięknej Lubelszczyźnie. Na długo zapamiętamy smak potraw przygotowanych przez panią Szydłowską oraz to wspaniałe uczucie, gdy wraca się z bądź co bądź obcego kraju, a tu, prawie w domu, ktoś czeka…

Na ostatni punkt naszej wyprawy wybraliśmy zwiedzanie Zamościa, nazywanego „Padwą północy”, miasta założonego przez Jana Zamoyskiego. Był to kolejny istotny element należący do programu zwiedzania twierdz, gdyż Twierdza Zamość odegrała ważną rolę w powstaniu listopadowym i skapitulowała jako ostatni punkt oporu. Zainteresowała nas jedna z historii opowiadanych przez przewodnika: przyszłej żonie Zamoyskiego spadła wstążka i trzech konkurentów rzuciło się, żeby ją złapać; tylko Jan Zamoyski zdobył się na to, aby wejść do wody i przynieść ukochanej jej własność. – W Zamościu zakończyło się nasze pięciodniowe zwiedzanie Lwowa i Kresów.

Można bez obaw napisać, że wyjazdy są integracyjne już tylko z nazwy. Większość z nas zna się już dobrze, a nowe osoby bardzo szybko się aklimatyzują. Owoce tych wyjazdów to nie tylko, jak myślą złośliwi, nowe pary, ale też lekcje historii, a także wiary: stawania się świadomym katolikiem. Gdy śpiewaliśmy w Chocimiu Bogurodzicę, to każdy z nas właśnie Jej zawierzył wszystkie swoje troski o przyszłość.

Z niecierpliwością czekamy na kolejną wyprawę, żywiąc nadzieję, że będzie równie udana.

Zapraszamy do obejrzenia dwóch galerii pięknych zdjęć z wyprawy.

Opublikowano Polska | Otagowano , , , | Możliwość komentowania Wakacyjna wyprawa do Lwowa i na Podole została wyłączona

Polska: Obóz wędrowny dla dziewcząt

Uczestniczki obozu gdzieś w Bieszczadach...

Uczestniczki obozu gdzieś w Bieszczadach…

Obozy wędrowne dla młodzieży były w tym roku innowacją w kalendarzu „wakacji z Tradycją”. Jak to z nowościami bywa, długo pozostawało tajemnicą, czego można się właściwie spodziewać w pięknych Bieszczadach.

Trasę przetarli chłopcy, w drugiej połowie sierpnia wędrując przez pięć dni z Ustrzyk Górnych do Komańczy; stamtąd z kolei wyruszyły w swoją wędrówkę dziewczyny. Dzięki ekipie technicznej w osobie br. Maksymiliana nie trzeba było nosić bagaży – na trasę wystarczyło zabrać tylko dobry humor.

Pierwszego dnia cały dzień padało. Dla początkujących podróżniczek to dobry wstęp – dla wprawy i w myśl zasady, że trzeba być twardą. Smak konserw wynagrodził trudy wspinaczki, a żurek serwowany przez br. Maksymiliana był wyśmienity.

Drugiego dnia z powodzeniem można by było nagrywać nowelę filmową pt. Dzieci we mgle, bo tak właśnie wyglądała wędrówka. Dobry humor nie opuścił jednak nikogo, zwłaszcza gdy okazało się, że nie jesteśmy nieznaną grupą. Na jednym ze szczytów jakiś turysta od razu – pomimo mgły! – wiedział, kim jesteśmy, ponieważ parę dni wcześniej spotkał grupę chłopaków z tym samym ks. Łukaszem Szydłowskim. Wieczorna zupa pomidorowa ugotowana przez niego pokrzepiła i ucieszyła podniebienia. Nocleg w klimatycznej bacówce pod Honem wszyscy zapamiętają na długo – niektóre z nas z powodu pouczającej pogadanki ks. Szydłowskiego, inne z powodu przepięknego widoku gwieździstego nieba, a jeszcze inne z powodu… konieczności ułożenia się do snu prosto na ziemi.

Trzeciego dnia mogłyśmy w końcu podziwiać typowe górskie widoki. Było to zaledwie preludium, ponieważ „prawdziwe Bieszczady” rozpoczęły się dopiero czwartego dnia. Jedenaście godzin wędrówki po górach i zdobycie dwóch Połonin – Wetlińskiej i Caryńskiej – stanowiły nie lada wyczyn. Wysiłek wynagrodziły przepiękne widoki, jak również… zupa pomidorowa. Podczas wędrówki wszystkie za nią przepadałyśmy.

Ostatniego dnia po zdobyciu Tarnicy przyszedł czas na kontynuację pogadanki ks. Szydłowskiego, ale tym razem to dziewczyny zadawały pytania. Drażliwe kwestie wyglądu, makijażu, ale także duchowe rozterki wędrowczyń zostały wyjaśnione i obóz można było zakończyć prawie już nocną Mszą św. ku czci Matki Bożej Częstochowskiej.

Pierwszy obóz wędrowny na długo zapadnie w naszej pamięci ze względu na niesamowite widoki, duchowe prelekcje ks. Szydłowskiego, miłą atmosferę oraz wspaniałą zupę pomidorową. Okazało się, że nowości w kalendarzu wydarzeń Tradycji bywają strzałem w dziesiątkę!

Kilka zdjęć z wędrówki.

Aktualizacja 4.10.2016 r.: Poprawiono nazwę Połoniny Caryńskiej.

Opublikowano Polska | Otagowano | Możliwość komentowania Polska: Obóz wędrowny dla dziewcząt została wyłączona

Abp Pozzo o randze doktrynalnej dokumentów II Soboru Watykańskiego

Obrady II Soboru Watykańskiego w bazylice św. Piotra

Obrady II Soboru Watykańskiego w bazylice św. Piotra

29 lipca br. abp Gwidon Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, której formalnie podlega sprawa rozmów z Bractwem, w wywiadzie udzielonym niemieckiemu tygodnikowi „Die Zeit”, a zatytułowanym Seid gehorsam – bitte! (‘Proszę, bądźcie posłuszni!’) i poświęconym relacjom FSSPX z Rzymem, wypowiedział parę dość zaskakujących zdań, na które warto tu zwrócić uwagę. Odnosząc się do kilku soborowych dokumentów, mianowicie Nostra aetate (o dialogu międzyreligijnym), Unitatis redintegratio (o ekumenizmie) i Dignitatis humanae (o wolności religijnej) stwierdził, że „nie chodzi w nich o doktrynę czy definitywne orzeczenia, ale raczej o instrukcje i wskazówki dla pracy duszpasterskiej (Dabei handelt es sich aber nicht um Glaubenslehren oder definitive Aussagen, sondern um Anweisungen oder Orientierungshilfen für die pastorale Praxis). Będzie zatem nadal można dyskutować o tych aspektach pastoralnych po [proponowanym] uznaniu kanonicznym Bractwa Św. Piusa X, w celu ich klaryfikacji”. Zapytany przez dziennikarza, czy Rzym uznał, iż różne dokumenty soboru mają różną wagę doktrynalną, abp Pozzo odpowiedział: „Z pewnością nie jest to nasze [późniejsze] stanowisko, gdyż było to jasne już podczas soboru. Jego sekretarz generalny, kard. Perykles Felici, 16 listopada 1964 r. oświadczył: «Ten święty sobór definiuje tylko tę naukę jako wiążącą dla Kościoła, którą wyraźnie zadeklaruje jako taką odnośnie do wiary i moralności». Tylko te teksty, które ojcowie soboru uznali za wiążące, mają być za takie uważane. Nie zostało to [później] wymyślone przez «Watykan», ale jest zapisane w oficjalnym sprawozdaniu soboru”.

Czy nie oznacza to jednak, że ważne dokumenty Vaticanum II, takie jak Nostra aetate, mogą być teraz krytykowane, a nawet odrzucane? Abp Pozzo wyjaśnił: „18 listopada 1964 r. sekretarz komisji ds. jedności chrześcijan oświadczył w auli soborowej odnośnie do Nostra aetate: «Co się tyczy charakteru tej deklaracji, to sekretariat nie chce formułować deklaracji dogmatycznej o religiach niechrześcijańskich, ale raczej normy praktyczne i duszpasterskie». Nostra aetate nie ma żadnego autorytetu dogmatycznego, zatem nikt nie może od nikogo wymagać uznania tej deklaracji za dogmatyczną (Nostra aetate hat keine dogmatische Verbindlichkeit, also kann man auch von niemandem verlangen, diese Erklärung als dogmatisch verbindlich anzuerkennen). Deklarację [soborową] można zrozumieć tylko w świetle Tradycji i ciągłego Magisterium. Przykładowo istnieje dziś, niestety, pogląd – sprzeczny z wiarą katolicką – o istnieniu drogi zbawczej niezależnej od Chrystusa i Jego Kościoła; Kongregacja Nauki Wiary dała mu oficjalnie odpór w swojej deklaracji Dominus Iesus. Zatem jakakolwiek interpretacja Nostra aetate, która zdąża w tym [błędnym] kierunku, jest całkowicie nieuprawniona i musi zostać odrzucona”.

Przy tej okazji warto przypomnieć, że kard. Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kilkakrotnie w ciągu ostatnich miesięcy wyrażał przeciwne stanowisko, podkreślając, że Bractwa Św. Piusa X musi zaakceptować wszystkie dokumenty soborowe. Przykładowo 24 maja w wywiadzie dla „National Catholic Register” powiedział, iż FSSPX musi „bez zastrzeżeń uznać” zasadę wolności religijnej jako prawo człowieka, a także obowiązek prowadzenia dialogu ekumenicznego. Jeszcze mocniej wypowiedział się w czerwcu w wywiadzie dla miesięcznika „Herder Korrespondenz”, mówiąc, że jeśli ktoś „chce być w pełni katolikiem, musi uznawać papieża i II Sobór Watykański” i nie odrzucać go tylko na tej podstawie, iż był soborem pastoralnym i nie zdefiniował żadnych dogmatów.

Opublikowano Rozmowy z Rzymem | Otagowano , , | Możliwość komentowania Abp Pozzo o randze doktrynalnej dokumentów II Soboru Watykańskiego została wyłączona

USA: „Srebrny jubileusz” benedyktynów z Silver City

Kościół i klasztor benedyktynów w Silver City

Kościół i klasztor benedyktynów w Silver City

W 1991 r. w pobliżu Silver City w stanie Nowy Meksyk o. Cyprian OSB – który po 1988 r. opuścił Le Barroux, kiedy większość tamtejszych mnichów postanowiła odciąć się od abp. Lefebvre’a – założył klasztor pod wezwaniem Matki Bożej z Guadalupe, patronki obu Ameryk; osiadła w nim, by modlić się i pracować, wciąż rosnąca liczebnie wspólnota benedyktyńskich mnichów, obecnie licząca ok. 40 ojców i braci. Ustronna okolica (klasztor jest położony wśród lasów Gór Skalistych, na wysokości 2050 m n.p.m.), cisza i surowe piękno otoczenia sprzyjają realizacji benedyktyńskiego powołania, wyrażającego się w haśle ora et labora: módl się i pracuj. Praca polega m.in. na rozbudowie klasztoru (tak by docelowo mogło w nim zamieszkać 60 mnichów) oraz konwentu dla sióstr.

W sierpniu br. opactwo hucznie obchodziło srebrny jubileusz swego istnienia. Uroczystościom przewodniczył przełożony generalny Bractwa Św. Piusa X, bp Bernard Fellay; 6 sierpnia, w święto Przemienienia Pańskiego, odprawił on pontyfikalną Mszę św. dziękczynną, przy której asystowali mu ks. Jerzy Wegner, przełożony dystryktu USA, ks. Iwon Le Roux, rektor seminarium św. Tomasza z Akwinu oraz ks. Daniel Themann, rektor seminarium Św. Krzyża w Australii. Po Mszy św., w której uczestniczyło tysiąc wiernych, miał miejsce poczęstunek. Następnego dnia bp Fellay udzielił niższych święceń dwóm zakonnikom, którzy przygotowują się do kapłaństwa.

Opublikowano Zakony Tradycji | Otagowano , | Możliwość komentowania USA: „Srebrny jubileusz” benedyktynów z Silver City została wyłączona

Bp Fellay: „Nie mam prawa żyć marzeniami”

Bp Bernard Fellay podczas konferencji w Wanganui na Nowej Zelandii

Bp Bernard Fellay podczas konferencji w Wanganui na Nowej Zelandii

24 sierpnia br. bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, wygłosił konferencję w kościele pw. św. Antoniego w Wanganui na Nowej Zelandii, podczas której m.in. opisał wiernym stan relacji Bractwa z Rzymem:

Zamierzam zakończyć poruszając jeszcze inną sprawę, która także jest interesująca i dotyczy tego, co Rzym nam oferuje. Jak wiecie, jeden z naszych nie podlegających dyskusji warunków mówi, że nie będziemy podlegali biskupom. Widzicie, co się dzieje z Bractwem św. Piotra i innymi. Są całkowicie zablokowani, gdyż pozostają na łasce biskupów. A my mówimy „nie”. Nie pójdziemy tą drogą.

I, proszę bardzo, Rzym oferuje nam nową strukturę [kanoniczną]. Na jej czele – biskup. Ten biskup [zostałby] wybrany przez papieża spośród trzech kandydatur wysuniętych przez Bractwo i wziętych z Bractwa. Ten biskup będzie miał władzę nad kapłanami. Nad zakonnikami, którzy chcieliby dołączyć. I nad wiernymi. Wszystkie sakramenty… wierni należący do tej struktury będą mieli prawo otrzymywać wszystkie sakramenty z rąk kapłanów Bractwa.

Wszystkie sakramenty, łącznie z małżeństwem. Biskup będzie miał prawo posiadać szkoły, seminaria, będzie mógł wyświęcać kapłanów. Nawet zakładać zgromadzenia zakonne. I przyjmować innych [kapłanów], którzy chcieliby do niego dołączyć. To coś w rodzaju superdiecezji, niezależnej od miejscowych ordynariuszy. Innymi słowy, dla was nie byłoby żadnej zmiany. Jedyną rzeczą, która by się zmieniła, byłoby to, że będą uznawali was za katolików.

Możecie sobie wyobrazić… to wywoła mnóstwo konfliktów z biskupami. Można to sobie łatwo wyobrazić. Musimy więc pozostać roztropni. Ale [patrząc na to] samo w sobie, nie można sobie wyobrazić czegoś lepszego niż ta propozycja. I nie można myśleć, że to pułapka. To nie jest pułapka. Jeśli ktoś oferuje coś takiego, to tylko dlatego, że chce dla nas dobrze. Chce dobrze dla Tradycji, chce, żeby Tradycja miała głos, żeby rozwijała się w Kościele. Nie można sobie wyobrazić, żeby coś takiego zostało wymyślone przez wrogów. Wrogowie mają wiele innych sposobów, żeby nas zniszczyć. Ale nie taki.

Można więc powiedzieć: cóż, jeśli tak to ma wyglądać, to czemu nie przyjmujecie tej propozycji? Ponieważ chcę być pewien, że to wszystko prawda. Nie mogę, nie mam prawa żyć marzeniami. I dlatego muszę to wszystko sprawdzić.

Źródła

Opublikowano Rozmowy z Rzymem | Otagowano , | Możliwość komentowania Bp Fellay: „Nie mam prawa żyć marzeniami” została wyłączona